Sadybajki – czyli Sadyba przed pół wiekiem (4)

Sadybajki - czyli Sadyba przed pół wiekiem (4)

Kontynuujemy wspomnienia Andrzeja Fąfary o Sadybie, która odeszła. Dziś powracamy do tematu zakupów.

Podstawowe zakupy mieszkańcy Klarysewskiej i okolic robili w budce z mlekiem, pieczywem i serami, która stała przyklejona do ogrodzenia naszego bloku. By kupić trzy kajzerki i 10 deko tylżyckiego, wykonywałem skok przez płot, po czym wracałem tą sama drogą. Sprzedawczynią była sympatyczna pani Nejmanowa, która mieszkała przy Bonifacego w dwupiętrowym budynku takim samym jak nasz. Budka utrzymała się kilka lat, potem zniknęła.

Poważny spożywczak znajdował się na rogu Orężnej i Powsińskiej. U Ejsmonta. Tak zapewne nazywał się kierownik, a może ajent. Właściciel raczej nie, bo sklepy spożywcze władza ludowa rzadko i niechętnie oddawała w prywatne ręce. Co innego warzywniaki. Te były na Sadybie wyłącznie prywatne. Ale o nich napiszę w którejś z następnych sadybajek. Także o mięsnym, zwanym wtedy rzeźnikiem, oraz o chemicznym i o aptece.

A zatem był spożywczak u Ejsmonta. Był też drugi po przeciwnej stronie ulicy, a dokładnie przy Powsińskiej u zbiegu z Zieloną. Ten sklep bardziej lubiłem, bo sprzedawano w nim marmoladę na wagę. Pamiętam, że stałem tu w długiej kolejce po cukier podczas kryzysu kubańskiego w październiku 1962 roku. U Ejsmonta już wykupili. Mówiło się, że wybuchnie wojna, ale nie wybuchła i wszyscy zostali z zapasami, które niektórzy sadybiacy na pewno potrafili z pożytkiem wykorzystać.

A propos. Z tyłu budynku przy Powsińskiej, tego samego, gdzie od frontu był ów sklep spożywczy, znajdowała się słynna meta u Siwego. Można tam było nabyć alkohol o każdej porze dnia i nocy. Sadyba by night…

Fot. po lewej – Tu był kiedyś spożywczak u Ejsmonta. Dzis wejście wygląda znacznie gorzej niż 60 lat temu. Budynek jest przedwojenny, jeden z nielicznych w tej częsci Sadyby.

Fot. po prawej – Dawny spożywczak na rogu Powsińskiej i Zielonej. Ten budynek też jest przedwojenny.


Czytaj dalej

Sadybajki – czyli Sadyba przed pół wiekiem (3)

Sadybajki - czyli Sadyba przed pół wiekiem (3)

Wspomnień o Sadybie sprzed lat ciąg dalszy. Dziennikarz Andrzej Fąfara opowiada tym razem o swojej ulubionej ulicy osiedla – Orężnej. Nie mylić z Okrężną. Wiedzieliście, że kiedyś jeździł tędy autobus?

Gdybym miał wskazać swoją ulubioną ulicę na Sadybie, wybrałbym Orężną. Nie mylić z Okrężną, bo taka tu też istnieje. W latach pięćdziesiątych Orężna nazywała się Podhalańska. Diabli wiedzą, dlaczego zmieniono tę ładną nazwę. Chyba nie ze względów ideologicznych?

Orężna najbardziej kojarzy mi się z dzieciństwem, dlatego ją tak lubię. Znajduje się w bliskości Klarysewskiej (jest do niej prostopadła), a zatem kiedyś stanowiła jeden z podstawowych rejonów moich działań. Tu spotykałem się z kolegami, tu bawiliśmy się na licznych budowach.

Orężna łączy dwie duże ulice: Powsińską i Sobieskiego. Ściślej mówiąc, łączyła, bo dziś jest, biedaczka, ślepa z obu stron. Ku radości mieszkańców, gdyż dzięki temu Orężna jest równie spokojna jak 60 lat temu. A może nawet spokojniejsza, bowiem dawno dawno temu jeździły po jej bruku autobusy. Trasa była następująca: początek w Wilanowie, potem Wiertniczą, Powsińską, na Sadybie skręt w lewo w Orężną, skręt w prawo w Sobieskiego i dalej chyba do Placu Unii Lubelskiej. Linia nr 107, ale nie jestem pewien.

Idąc Orężną od strony Powsińskiej po lewej mija się liczne domy przedwojenne. Niektóre pięknie odnowione, inne nie. Ja oczywiście wolę te drugie. Gdy na nie patrzę, mam wrażenie, jakbym spotkał kogoś bliskiego. Mieszkali w nich ci moi kumple z dzieciństwa, niezbyt grzeczni chłopcy. Natomiast z prawej strony ulicy budowane były domki dwurodzinne, obłożone z zewnątrz wapieniem. Niektóre z nich wyglądają dziś tak samo jak dawniej, inne zostały otynkowane.

Magia ulicy Orężnej działa na mnie bezustannie. Chociażby w ten sposób, że sprowadził się tu Lechutek, mój bardzo dobry kolega od biesiad i pieszych wędrówek po Polsce. Gdyby ktoś mnie wcześniej zapytał, który z moich znajomych najbardziej by się nadawał na mieszkańca Orężnej, powiedziałbym, że właśnie Lechutek. Kupił on jeden z tych domków obłożonych niegdyś wapieniem. Odwiedziłem niedawno Lechutka i jego wspaniałą żonę Ewę. Moja życiowa historia zatoczyła, powiedzmy, kółeczko.


Czytaj dalej

Sadybajki – czyli Sadyba przed pół wiekiem (2)

Sadybajki - czyli Sadyba przed pół wiekiem (2)

Kontynuujemy wspomnienia o Sadybie dziennikarza Andrzeja Fąfary. Dziś o mniej znanym obliczu willowego osiedla – o kamienicach, a właściwie o jednej z nich.

Klarysewska 60. Dwupiętrowy blok z czerwonej cegły (przed otynkowaniem), do którego wprowadziłem się z rodzicami latem 1958 roku. Szczyt ówczesnego luksusu: woda w kranach, ubikacja w mieszkaniu, a nie na zewnątrz, kaloryfery, kuchnia gazowa. Wszystko pachnące nowością. Socjalistyczna ojczyzna uszczęśliwiła w ten sposób 32 rodziny, bo tyle zamieszkało przy Klarysewskiej 60. Potem szczęście zostało jeszcze rozszerzone na lokatorów poddasza.

Początkowo ogrzewaniezapewniała własna kotłownia, w której palaczem był dozorca pan Jan. Nieczystości wywoziła szambiarka starego typu. Jeden z szambelanów w pewnym momencie coś zapalał w górnym otworze szambiarki, następował wybuch i wtedy maszyna spełniała swoją ssącą powinność. Czas palacza i szambelanów nie trwał jednak długo. Po kilku miesiącach zostaliśmy podłączeni do sieci. Kilkadziesiąt lat przed wynalezieniem internetu!

Opowieści o sąsiadach z tamtych lat odkładam na później. Na razie magiczna historyjka z teraźniejszości. Pan Sebastian, fachowiec, zapytał mnie, odkładając klucz francuski, czy wiem, kto nade mną mieszka. Nie wiedziałem. Okazało się, że pani Katarzyna, popularna aktorka. Od dawna podejrzewałem, że pani Katarzyna jest córką mojego kolegi z dzieciństwa, właśnie z Klarysewskiej 60. Któregoś dnia spotkałem sąsiadkę w windzie. Potwierdziła, że jest córką starego kumpla. Powiedziała też, że mieszka on nadal przy Klarysewskiej 60. Nie widzieliśmy się 40 lat. Poprosiłem, żeby pani Katarzyna spytała, czy ojciec zechce się ze mną spotkać. Czekam na odpowiedź…


Czytaj dalej

Sadybajki – czyli jaka była Sadyba pół wieku temu

Sadybajki - czyli jaka była Sadyba pół wieku temu

Stara Sadyba doczekała się nieformalnego kronikarza. Wychowany na osiedlu w latach 50., niedawno powrócił tu po latach. Dziennikarz Andrzej Fąfara, patrząc na budynki i charakterystyczne miejsca Sadyby, wspomina, jak wyglądała ta okolica przed pięćdziesięciu laty. Cykl zwany Sadybajki zaczynamy od sklepów.

Kładka nad Powsińską na wysokości Orężnej i Zielonej. Kiedyś oczywiście jej nie było. Kto by zawracał sobie głowę kładkami dla pieszych w czasach, kiedy Powsińską przejeżdżał jeden samochód na godzinę. To tu znajdowało się niegdyś centrum Sadyby. Od strony Zielonej stał kiosk Ruchu oraz budka z piwem – klasyczna, pękata… Długo się nie utrzymała. Można się domyślać, że mieszkańcy protestowali, bo zbyt często zdarzały się tu mniejsze lub większe awantury. W pobliżu był przystanek tramwajowy w stronę miasta oraz postój taksówek.

Tam, gdzie obecnie znajduje piekarnia, funkcjonował warzywniak Pyzla. W ówczesnych w warzywniakach można było kupić oprócz warzyw i owoców także pieczywo, napoje (u Pyzla były syfony z wodą sodową; klient zwracał pusty syfon i brał napełniony), lizaki oraz oranżadę w proszku. Bywało też chyba piwo butelkowe.

Taki sam warzywniak działał naprzeciwko, po drugiej stronie Powsińskiej. Właścicielem był Pietrzak. Ciąg sklepów od strony Orężnej zaczynał się od spożywczaka u Ejsmonta, o którym już pisałem. Dalej był mięsny zwany wówczas rzeźnikiem, następnie chyba chemiczny (czyli mydlarnia) albo żelazny, tego już nie pamiętam. Być może był i ten, i ten. A na końcu wspomniany warzywniak Pietrzaka. Koło niego wcisnął się w pewnym momencie sklep z alkoholami, gdzie smakosze zaopatrywali się w tanie wino jabłkowe. Ważnym punktem była budka telefoniczna, stojąca na wysokości Orężnej, w pobliżu wejścia do spożywczaka.

Tak ponad 60 lat temu wyglądało sabybiańskie city.

FOT. (1 – góra) Miejsce, gdzie znajdowało się dawne sadybiańskie city od strony Zielonej. Budynków widocznych na zdjęciu kiedyś oczywiście nie było.

FOT. (2 – dół) Centrum dawnej Sadyby od strony Orężnej. Ten budynek jest przedwojenny. Na dole znajdowały się najważniejsze sklepy: spożywczak, rzeźnik i mydlarnia. Warzywniak Pietrzaka działał w budynku sąsiednim.


Czytaj dalej

ZTM potwierdza: zmiany w kursowaniu autobusów 163 i 131

ZTM potwierdza: zmiany w kursowaniu autobusów 163 i 131

Autobusy przejeżdżające przez Sadybę będą miały nowe trasy. Zmiany dotkną nie tylko linię 163.

Radni Wilanowa dopięli swego. Po miesiącach narzekań na zbyt rzadkie połączenia Wilanowa z resztą miasta, w ubiegłym roku uzyskali od przedstawicieli ZTM obietnicę poprowadzenia nowych tras autobusowych. Jak informowaliśmy przed tygodniem, trasę zmieni linia 163. Autobusy tej linii, jadące od strony ulicy Augustówka, nie będą już skręcały na pętlę Sadyba, tylko pojadą prosto ulicą Nałęczowską. – Dzięki temu mieszkańcy będą mieli bliżej do przystanków, a pasażerowie z Zawad zyskają wygodną przesiadkę do autobusów jadących ulicą Jana III Sobieskiego – mówi rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego, Tomasz Kunert. Autobusy 163 będą na stałe kończyć bieg na pętli przy św. Bonifacego na Stegnach. Zmiany wejdą w życie od 24 września.

Dziś ZTM zapowiedział jeszcze inną zmianę, o którą również walczyli wilanowscy radni. Co piąty kurs do pętli w Wilanowie trafią autobusy linii 131. Raz na pół godziny przejadą Czerniakowską i Powsińską, miną pętlę Sadyba i pomkną dalej Wiertniczą. Wydłużone trasy wybranych kursów mają stanowić test efektywności linii 131 przed jej ewentualnym stałym wydłużeniem.


Czytaj dalej

PiS odkryło karty. Oni będą kandydować na radnych z Mokotowa

PiS odkryło karty. Oni będą kandydować na radnych z Mokotowa

W piątek wieczorem warszawski PiS opublikował listę kandydatów na radnych dzielnicy Mokotów. Część nazwisk znamy od lat. Jest jednak jedno zaskoczenie.

Wybory samorządowe wkraczają w decydującą fazę. Powoli poznajemy nazwiska osób, które ubiegają się o mandat radnego w dzielnicy Mokotów. Dzięki sprokurowanemu przez PiS przeciekowi, kandydatów Koalicji Obywatelskiej poznaliśmy już ponad tydzień temu. W piątek wieczorem swoje typy upublicznił największy rywal Koalicji – stołeczny PiS.

W dwóch okręgach wyborczych, przechodzących przez starą Sadybę, PiS wystawił 16 kandydatów, czyli maksymalną dozwoloną prawem liczbę. Podobnie jak w przypadku Koalicji Obywatelskiej, gros z tych osób to osoby nowe, nieznane w stołecznym samorządzie. Wśród nich jest wieloletni państwowy powiatowy inspektor sanitarny z Włocławka, obecnie pracujący w urzędzie marszałkowskim w Warszawie. Jest też przedstawicielka dawnego Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, czy też specjalistka ds. komunikacji w stowarzyszeniu zajmującym się energetyką wiatrową. O większości nowych osób trudno jednak cokolwiek powiedzieć. PiS nie zamieścił bowiem na ich temat żadnych informacji na oficjalnych stronach internetowych.

Liderzy w okręgu 4.

Najważniejsze z punktu widzenia wyników, będą tzw. miejsca biorące – czyli nr 1 i nr 2 na każdej liście. Tu – podobnie jak przy Koalicji Obywatelskiej – figurują już tylko członkowie zarządu PiS z okręgu mokotowskiego. Trzech z nich to wieloletni radni.

Listę dla okręgu 4. obejmującego m.in. wschodnią część starej Sadyby, od Powsińskiej do Jeziorka Czerniakowskiego, otwiera dwóch żelaznych kandydatów, od lat wystawianych na tych samych dwóch biorących miejscach. To Radosław Sosnowski i Tomasz Szczegielniak.

Pierwszy z nich sprawował mandat radnego dzielnicy już czterokrotnie. Jest średnio aktywny w interweniowaniu w sprawach mieszkańców. W mijającej czteroletniej kadencji zgłosił do zarządu dzielnicy 31 interpelacji, co daje średnią 8 interpelacji na rok (dla porównania, w poprzedniej kadencji 2010-2014 zgłosił tych spraw aż 90). Żadna z interwencji Sosnowskiego w ostatnich 4 latach nie dotyczyła Sadyby. W poprzednich wyborach radny PiS zdobył 2162 głosy, tj. 10,5% wszystkich głosów w swoim rejonie (okręg 4).

Z drugiego miejsca w okręgu 4. startuje Tomasz Szczegielniak. To również radny z wieloletnim doświadczeniem. W wyniku wystawienia go z numerem drugim, w poprzednich wyborach zdobył znacznie mniej głosów od Sosnowskiego – 874, co stanowiło 4,2% wszystkich głosów w Okręgu 4. Pod względem liczby interwencji nie ustępuje jednak Sosnowskiemu – jak dotąd napisał 36 interpelacji.

Liderzy w okręgu 5.

W okręgu 5., który zawiera m.in. obszar zachodniej starej Sadyby, od Powsińskiej do Sobieskiego, na czele swojej listy PiS również wystawia znanego działacza partii – Witolda Wasilewskiego. Z listy tej dostał się do Rady Dzielnicy Mokotów już czterokrotnie. W Radzie sprawuje ważną funkcję wiceprzewodniczącego. Z wykształcenia jest historykiem. Prowadził zajęcia dydaktyczne na Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Uczył w warszawskim gimnazjum. Obecnie pracuje jako historyk w Instytucie Pamięci Narodowej. Jest też autorem wielu książek i artykułów dotyczących historii. Praca zawodowa nie przeszkadza mu w aktywności społecznej. To jeden z najbardziej aktywnych radnych obecnej kadencji na Mokotowie. W ostatnich 4 latach w sprawach mieszkańców interweniował aż 128 razy. Daje to imponującą średnią aż 32 interpelacji rocznie (w poprzedniej kadencji 2010-2014, również był bardzo aktywny – zgłosił 88 interpelacji). Z racji zamieszkania na Stegnach dobrze zna sąsiednią starą Sadybę. W sprawach Miasta Ogrodu Sadyba interweniował aż ponad 30 razy w ostatnich 4 latach – najczęściej w sprawach Jeziorka Czerniakowskiego, Sadybianki, czy ulicy Orężnej. Co ważne, gdy nie uzyskiwał zadowalającej odpowiedzi, ponawiał zapytanie, nie odpuszczał. W poprzednich wyborach, na jesieni 2014, zdobył 2304 głosy, tj. 14,3% wszystkich głosów w okręgu 5.

Na drugim miejscu w okręgu 5. figuruje Michał Litewski. Podobnie jak wszyscy kandydaci z biorących miejsc, to również członek zarządu terenowego PiS na Mokotowie. Litewski mieszka na Stegnach. Dotąd nie brał udziału w wyborach samorządowych.

Niespodzianka

Największą niespodzianką na tegorocznych listach jest brak najbardziej aktywnego radnego PiS mijającej kadencji – Jacka Malinowskiego. W 2014 roku startując z dalekiego siódmego miejsca zdobył aż 595 głosów, tj. 3,7% wszystkich głosów w okręgu 5.. Był absolutnym liderem świata w aktywności. W ostatnich 4 latach interweniował aż 194 razy! Zgłaszał zatem średnio aż 50 interpelacji rocznie. Zapewne pomagał mu w tym charakter wykonywanej pracy. Po latach bycia kierownikiem warszawskiej korporacji taksówkowej, prowadził jednoosobową działalność jako taksówkarz. Wcześniej był wieloletnim pracownikiem Centrum Doradztwa i Ekspertyz Gospodarczych SGH. Związał się z partią od początku jej powstania – tworzył jej struktury, był też sekretarzem Forum Młodych PiS. Jak czytamy w materiałach na jego temat, w 2007 roku został powołany przez Ministra Skarbu Państwa do nadzoru właścicielskiego.

Co spowodowało wycofanie Malinowskiego z list wyborczych w 2018 roku? Sam zainteresowany nie kryje zdziwienia. Twierdzi, że do ostatnich chwil zapewniano go o miejscu na liście kandydatów. O powody odsunięcia odsyła do szefów PiS na Mokotowie. Szef tutejszych struktur, Patryk Górski, w rozmowie z portalem Sadyba24.pl najpierw chwali Malinowskiego za bardzo dużą liczbę interpelacji. Zaznacza jednocześnie, że interpelacje to ważna, ale nie jedyna forma działalności w roli radnego. –  O skreśleniu z listy zdecydowała bierność radnego w innych działaniach związanych ze sprawowanym mandatem – mówi Górski. Szef PiS na Mokotowie nie podał przykładów, wspomniał jedynie, że sygnały o okazywanej bierności dochodziły do szefów PiS zarówno z wewnątrz jak i zewnątrz partii. 

Pełna lista kandydatów PiS do Rady Dzielnicy Mokotów w okręgach przeciniających starą Sadybę

Okręg nr 4:

1. Radosław Sosnowski 
2. Tomasz Szczegielniak 
3. Agata Wereszczyńska
4. Oskar Bramski
5. Emilia Politowsza-Pisarek
6. Żaneta Borcholska
7. Adam Żychliński 
8. Ewa Stelmaszczyk
9. Agnieszka Sawicka

Okręg nr 5:

1. Witold Wasilewski 
2. Michał Litewski
3. Irena Gajewska
4. Tadeusz Kupniewski
5. Monika Mazur 
6. Izabela Michnowska
7. Waldemar Napiórkowski


Czytaj dalej

Uczniowie zaczęli rok szkolny, a robotnicy całościowy remont

Uczniowie zaczęli rok szkolny, a robotnicy całościowy remont

Szkoła podstawowa nr 115 na Sadybie idzie do kompleksowego remontu. Z powodu opóźnień w rozstrzygnięciu przetargów, dzieci będą musiały się uczyć na placu budowy aż do końca roku.

Mokotowski ratusz podpisał wreszcie umowy na remont większości instalacji w szkole podstawowej 115 przy Okrężnej 80. Zrobił to na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, po trzech miesiącach od rozpisania pierwszego przetargu.

Dwie trzecie robót zlecone

Opóźnienie w rozpoczęciu robót wynika ze zbyt optymistycznych założeń ratusza co do stopnia konkurencji między oferentami i cen obowiązujących na rynku. Pierwotnie dzielnicowi urzędnicy uznali, że jednemu wykonawcy powierzą cały – bardzo szeroki – front robót. Do remontu miały pójść instalacje: grzewcza, ciepłej i zimnej wody, węzeł ciepłowniczy, oraz instalacja kanalizacyjna. Dodatkowo robotnicy mieli wymienić instalację elektryczną oraz całe oświetlenie, wyremontować szatnie i zaizolować fundamenty budynków.

Na rozpisany w połowie maja przetarg wpłynęła jednak tylko jedna oferta i to przewyższająca dzielnicowy budżet o ponad 700 tysięcy. Mokotowski ratusz anulował przetarg i zamiast rozpisywać kolejne w podobnej formule, gruntownie zrewidował swoje podejście. Podzielił roboty najpierw na dwa osobne przetargi, a – gdy i to okazało się nieskuteczne – na trzy przetargi. Dwa pierwsze już rozstrzygnięto. Zgodnie z umową z 6 sierpnia remont szatni i izolacja fundamentów mają być wykonane do 1 października. Z kolei umowa z innym wykonawcą z 27 sierpnia zakłada, że wszystkie instalacje wodno-sanitarne zostaną wymienione do 30 listopada.

Ostatnia część remontu, którą chciano zlecić jeszcze w maju, pozostaje nierozstrzygnięta. Wkrótce jednak powinien zostać wyłoniony wykonawca. – Obecnie trwa trzecie postępowanie na udzielenie zamówienia publicznego dotyczącego remontu instalacji elektrycznej w trybie negocjacji z potencjalnymi oferentami – informuje burmistrz dzielnicy Mokotów, Bogdan Olesiński.

Opóźnienie rośnie

Rozbicie robót na trzy różne przetargi powoduje, że cały remont mocno opóźni się w czasie. Pierwotny plan zakładał bowiem, że wszystkie roboty zakończą się do 20 października. Tymczasem instalacje sanitarne mają być gotowe na koniec listopada, a roboty elektryczne – które nie mają jeszcze terminu realizacji – zapewne jeszcze później. Prowadzony w trakcie roku szkolnego front robót z pewnością nie ułatwi pracy uczniom szkoły podstawowej nr 115, którzy już obecnie chodzą na dwie zmiany.

Decyzja mokotowskich urzędników o etapowaniu remontu szkoły ma jednak również swoje dobre strony. Mimo hossy budowlanej i rosnących kosztów prac budowlanych, dzielnica może wydać na remont kwotę zbliżoną do zakładanej w budżecie. W pierwszym z trzech rozstrzygniętych przetargów – na remont szatni i izolację fundamentów – zapłaci wprawdzie o 169 tysięcy więcej niż miała w planach, ale za to w drugim przetargu – na wymianę instalacji sanitarnych – zaoszczędzi 87 tysięcy wobec założonej pierwotnie kwoty.

Kompleksowy remont placówki w trakcie roku szkolnego będzie kolejnym dużym wyzwaniem dla dyrektorki szkoły, Grażyny Gozdeckiej. Niedawno w wyniku reformy oświaty musiała zmierzyć się z koniecznością utworzenia klas dla siódmo- i ósmoklasistów pomimo ewidentnych braków lokalowych. W jej umiejętności zarządcze nie wątpią jednak jej szefowie i współpracownicy. W konkursie zakończonym 28 sierpnia, komisja złożona m.in. z wiceburmistrza Mokotowa ds. oświaty, oraz przedstawicieli kuratorium, rady rodziców i rady pedagogocznej, powierzyła jej stanowisko dyrektora szkoły na kolejną czteroletnią kadencję, do 31 sierpnia 2021 roku.


Czytaj dalej

Jesienny pchli targ na Sadybie zagrożony. Miasto stawia zaporową cenę

Jesienny pchli targ na Sadybie zagrożony. Miasto stawia zaporową cenę

Trzecia edycja jesiennego pchlego targu na starej Sadybie prawdopodobnie nie dojdzie do skutku. A na pewno nie w najbliższą sobotę. Wszystko przez wielotysięczną opłatę, jaką miasto chce nałożyć na organizatorów za dzierżawę Skweru Ormiańskiego.

– Jestem załamana – mówi Katarzyna Molska, pomysłodawczyni i organizatorka jesiennych edycji pchlego targu na starej Sadybie. – Przedstawicielka Zarządu Zieleni Miejskiej, do której trafił mój wniosek o zgodę na zorganizowanie pchlego targu, domaga się kilku tysięcy złotych za dopuszczenie imprezy. To nie łapówka tylko nowe zarządzenie ratusza, które niedawno weszło w życie – dodała członkini zarządu Towarzystwa Miasto Ogród Sadyba.

Uchwała uderza we wszystkich 

Chodzi o uchwałę, którą Rada Warszawy przegłosowała na początku sierpnia. Przewiduje ona pobieranie przez stołeczny ratusz wysokich opłat za każde wydzierżawienie miejskiego terenu. Na każdy rodzaj aktywności i każdą dzielnicę jest w przepisie osobny, skomplikowany taryfikator. Stawki rosną nawet kilkukrotnie w przypadku przedsięwzięć komercyjnych – zarobkowych. I właśnie za takie urzędnicy uznali pchli targ.

– Zamiast nieco ponad tysiąca złotych, które trzeba by wyłożyć na dzierżawę pod działania kulturalne i społeczne, za pchli targ trzeba będzie zapłacić nawet ponad pięć tysięcy – mówi Molska. Zaraz zaznacza jednak, że to stawki nieoficjalne. Takie wywnioskowała z rozmowy telefonicznej z urzędniczką analizującą jej wniosek. Na razie Molska nie może potwierdzić kwot, które padły przez telefon, bo choć do terminu pchlego targu zostało już tylko kilka dni, ratusz wciąż (informacja z końca dnia we wtorek) nie przesłał jej propozycji umowy z wysokością opłat.

Furtki w przepisach

Od ogólnej zasady istnieją wyjątki. Z opłat na rzecz miasta może zwolnić na przykład to, że dana impreza jest objęta patronatem prezydenta miasta. Jak twierdzi przedstawicielka Towarzystwa Miasto Ogród Sadyba, patronat może zwolnić, ale nie musi. Taką opinię usłyszała przez telefon od urzędniczki prowadzącej jej sprawę.

– Biorę jeszcze pod uwagę przeniesienie pchlego targu na teren szkoły 115 przy Skwerze Ormiańskim albo na teren muzeum wojskowego przy Powsińskiej – mówi Katarzyna Molska. – To bowiem kolejne wyjątki. Tam opłat nie ma.

Czy dojdzie do przeniesienia lokalizacji nie wiadomo – tu decyzja leży po stronie zarówno organizatorów imprezy jak i szefostwa instytucji, które mogłyby być gospodarzami. Wiadomo już jednak na pewno, że nie uda się dotrzymać planowanego terminu najbliższej imprezy. Pchli targ miał się odbyć w sobotę, 8 września, na dzień przed jesiennym turniejem tenisowym na kortach Wars przy Zacisznej.


Czytaj dalej

Kandydaci na radnych po zachodniej stronie Sadyby. Nowe twarze czy starzy wyjadacze?

Kandydaci na radnych po zachodniej stronie Sadyby. Nowe twarze czy starzy wyjadacze?

Listy wyborcze Koalicji Obywatelskiej do rad stołecznych dzielnic pokazują, kto faktycznie stoi za wizją miasta zapowiadaną przez Rafała Trzaskowskiego. Po okręgu nr 4., dziś analizujemy kandydatów, których wysunęła Koalicja w drugim sadybiańskim okręgu – nr 5 – na zachód od Powsińskiej.

Wczoraj przedstawiliśmy osoby, które mają największe szanse na zdobycie mandatu z list Koalicji Obywatelskiej w okręgu nr 4 – czyli w tym obszarze Mokotowa, który obejmuje starą Sadybę na wschód od Powsińskiej (aż po Jeziorko Czerniakowskie), oraz Siekierki i Czerniaków. Dziś analizujemy okręg nr 5., który oprócz zachodniej części starej Sadyby (od Powsińskiej do Sobieskiego), zawiera Stegny i wysoką Sadybę, należące do spółdzielni Energetyka. Czy tu również biorące miejsca trafiły do znanych działaczy Platformy Obywatelskiej?

Żelaźni kandydaci na radnych Koalicji Obywatelskiej w okręgu 5. – po zachodniej stronie Sadyby

O pięć mandatów radnego w okręgu 5. ubiegać się będzie siedmiu kandydatów Koalicji Obywatelskiej. To o jedną osobę mniej niż w poprzednich wyborach samorządowych. Jak wynika z list wyborczych, które wyciekły do sieci w niedzielę, Platforma Obywatelska i Nowoczesna postanowiły mocno przewietrzyć listę do okręgu 5. Z ośmiu osób, które Platforma wystawiła tu w poprzednich wyborach samorządowych, dziś pozostały tylko dwie (Krzysztof Sosnowski i Małgorzata Drop).

Biorące miejsce na szpicy listy w okręgu 5. dostał ponownie Krzysztof Sosnowski. To radny, który ma już za sobą dwie kadencje w tym okręgu. W poprzednich wyborach startując z pierwszego miejsca zdobył 2439 głosów, tj. aż 15,1% wszystkich głosów ważnych w okręgu. Jak wykazaliśmy w artykule z połowy maja tego roku, Krzysztof Sosnowski – mimo ogromnego zaufania wyborców – jest umiarkowanie aktywny. W ciągu 3,5 roku mijającej kadencji skierował do zarządu dzielnicy 12 interpelacji, w tym przez ostatnie 1,5 roku – 5. Trzy z nich dotyczyły Sadyby.

Inne miejsce biorące – nr 3. – w okręgu 5. przypadło kolejnemu pewniakowi PO – Joannie Balińskiej. To etatowa trójka. Startowała z numerem trzecim w obu poprzednich edycjach wyborów w okręgu 1. na Mokotowie i dwukrotnie zdobywała tam mandat. Tym razem partyjni liderzy przesunęli ją z okręgu 1. (Górny Mokotów w okolicach Rakowieckiej) do okręgu 5. – na dolny Mokotów. Wysokie miejsce na liście zapewne pozwoli Joannie Balińskiej zdobyć mandat radnego w nowym rejonie. Pojawia się jednak pytanie, czy przyszła radna zdoła szybko poznać problemy nowego obwodu, aby faktycznie reprezentować jego interesy. Tym bardziej, że dotąd mało aktywnie reprezentowała interesy społeczności, z której się wywodzi. W minionej kadencji – czyli w ciągu 4 lat bez jednego miesiąca – zgłosiła zaledwie jedną interpelację do zarządu dzielnicy Mokotów w sprawach istotnych dla jej mieszkańców.

Jedyną nową twarzą wśród kandydatów na biorące miejsca w okręgu 5. jest Robert Kotański. Niewiele o nim wiadomo. Nie pojawiał się dotąd na listach Platformy Obywatelskiej. Przypuszczamy zatem, że jest to kandydat zgłoszony przez Nowoczesną. Na listach Koalicji Obywatelskiej otrzymał wysoki numer 2.

Kandydaci z miejsc niebiorących

Na niższych, niebiorących miejscach listy koalicyjnej znalazło się dwoje innych kandydatów Platformy Obywatelskiej, znanych z poprzednich wyborów do Rady Mokotowa. Pierwsza z tych osób to Małgorzata Drop, która trafiła w 2018 na ostatnie, siódme miejsce, mimo że w poprzednich wyborach zdobyła mandat, i to startując z dalekiej ósmej pozycji. Jako outsider skazany z góry na porażkę uzyskała wtedy 613 głosów. Niestety, mimo przekonania do siebie dużej liczby zwolenników, nie odpłaciła się zaangażowaniem w ich sprawy. W ciągu 4 lat mijającej kadencji zgłosiła zaledwie jedną interpelację do zarządu dzielnicy Mokotów dotyczącą problemów, którymi żyją reprezentowani przez nią mieszkańcy.

Drugą osobą, która znana jest z poprzednich wyborów samorządowych i trafiła na listę okręgu 5. z ramienia Platformy Obywatelskiej, jest Krzysztof Szczęsny. W wyborach z 2010 roku startował w tym samym okręgu z pozycji 4. Wtedy nie zdobył mandatu. W tegorocznych wyborach otrzymał numer 5.

Nową postacią na listach Koalicji Obywatelskiej jest Kinga Wróblewska, która otrzymała numer 4. Członkini mokotowskiego koła Nowoczesnej ma na swoim koncie m.in. aktywny udział w pracach zespołu budżetu partycypacyjnego na Mokotowie na lata 2018 i 2019. Zbierała też w plenerze opinie mieszkańców Mokotowa o problemach, które należy załatwić w ich okolicy. Jak wynika z informacji zamieszczonych na profilu kandydatki na Facebooku, Kinga Wróblewska opowiada się m.in. za legalizacją związków partnerskich.

Z ciekawostek warto odnotować, że w okręgu 5. – poza przyjściem radnej Joanny Balińskiej z okręgu 1. – dojdzie również do przenosin do sąsiedniego obwodu. Hanna Kosowska przeszła z okręgu piątego (pozycja 2.) w 2014 roku do okręgu czwartego (pozycja 3.) w 2018 roku. Do przenosin zdążyła się już przyzwyczaić. Wcześniej, w wyborach samorządowych w 2010 roku, startowała bowiem z jeszcze innego okręgu – okręgu nr 1 na Górnym Mokotowie.

Pełna lista kandydatów Koalicji Obywatelskiej do Rady Mokotowa z okręgu 5.

1. Krzysztof Sosnowski
2. Robert Kotański
3. Joanna Balińska
4. Kinga Wróblewska
5. Krzysztof Szczęsny
6. Sławomir Rzeszowski
7. Małgorzata Drop


Czytaj dalej

Wyciekły kandydatury radnych z PO i Nowoczesnej w Warszawie. Kto wystartuje na Sadybie?

Wyciekły kandydatury radnych z PO i Nowoczesnej w Warszawie. Kto wystartuje na Sadybie?

PiS opublikował w internecie listy kandydatów Koalicji Obywatelskiej na radnych w Warszawie. W dwóch okręgach przebiegających przez starą Sadybę partie opozycyjne stawiają na starych wyjadaczy. Jest też kilka niespodzianek.

Walka o władzę nad Warszawą zaostrza się. W niedzielę stołeczne koło Prawa i Sprawiedliwości ogłosiło listy kandydatów… Koalicji Obywatelskiej na radnych Warszawy. Zrobiło to zaledwie dzień po uzgodnieniu list między Platformą Obywatelską i Nowoczesną, i to jeszcze zanim zostały one ogłoszone zainteresowanym kandydatom.

Sprokurowany przez PiS wyciek wywołał zapewne trzęsienie ziemi wśród aktualnych radnych PO, którzy wciąż mieli nadzieje na zdobycie wysokich „biorących” miejsc na listach w kolejnych wyborach. Psikus PiS-u przyniósł jednak również pozytywne efekty. Dzięki niemu warszawiacy mogą bowiem wreszcie zobaczyć, czy kandydatura Rafała Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy oznacza odcięcie się od ekipy Hanny Gronkiewicz-Waltz czy raczej kontynuację dotychczasowej linii partii, z wykorzystaniem tych samych twarzy.

Trzęsienia ziemi jednak nie będzie

Jeśli wierzyć opublikowanym listom, trzęsienia ziemi w dzielnicowych radach nie będzie. Przynajmniej jeśli chodzi o dwa okręgi – nr 4 i nr 5 – które obejmą swoim zasięgiem starą Sadybę.

Zapowiedź kadrowej kontynuacji nie jest oczywista na pierwszy rzut oka. W obu sadybiańskich okręgach PO bardzo mocno przewietrzyło bowiem skład swoich kandydatów w stosunku do list z poprzednich wyborów w 2014. Najsilniej widać to w okręgu czwartym, gdzie z trzynastu kandydatów PO w 2014 roku do następnych wyborów wystartuje tylko dwóch. W okręgu piątym, z ośmiu kandydatów PO wystawionych w 2014, na liście w 2018 pozostanie trzech.

Silne przewietrzenie listy kandydatów PO na radnych z Sadyby i okolic nie powinno jednak mieć dużego wpływu na wynik wyborczy, ponieważ dotyczy głównie dalszych miejsc, tzw. „niebiorących”. Doświadczenie uczy bowiem, że wyborcy głosują głównie na pierwsze dwa-trzy miejsca z listy ulubionego komitetu wyborczego. A tu Koalicja Obywatelska – czyli Platforma Obywatelska i Nowoczesna – stawia na dobrze znane twarze, które były liderami list w poprzednich wyborach.

Żelaźni kandydaci na radnych Koalicji Obywatelskiej z okręgu 4. – po wschodniej stronie Sadyby

Okręg czwarty obejmuje Miasto Ogród Sadybę po wschodniej stronie (od Powsińskiej do Jeziorka Czerniakowskiego), oraz Siekierki i Czerniaków. Do zdobycia jest tutaj 7 mandatów radnych dzielnicy Mokotów. Zamiast 13 kandydatów PO zgłoszonych w 2010 roku, Koalicja Obywatelska w 2018 roku zamierza wystawić na tym terenie 9 osób. Wśród nich 4 kandydatów startowało w poprzednich wyborach.

Jak już wspomnieliśmy, na każdej liście kandydatów liczą się tylko tzw. miejsca biorące, na samym szczycie listy. W przypadku okręgu nr. 4 na tegorocznej liście Koalicji Obywatelskiej, biorące miejsca numer 2 i 3 zapewnili sobie odpowiednio: Marcin Stępień i Hanna Kosowska. Oboje są dobrze znani w mokotowskim samorządzie. Stępień to etatowy numer dwa w tym okręgu – na drugim miejscu umieszczono go na liście PO w latach 2010, 2014 i 2018. Kosowska również była jedną z liderek listy PO w poprzednich dwóch kadencjach i wszystko wskazuje na to, że pozostanie nią w następnej. W 2014 roku startując z miejsca trzeciego zdobyła aż 1542 głosy – o blisko 500 więcej niż Stępień (tyle że otrzymała je z sąsiedniego okręgu, nr 5).

Żelaźni ale czy aktywni?

Choć Marcin Stępień i Hanna Kosowska to żelaźni kandydaci do miejsca radnych, ich aktywność nie idzie w parze z liczbą zdobywanych głosów. W mijającej 4-letniej kadencji Kosowska zgłosiła 14 interpelacji do zarządu dzielnicy, z czego 6 dotyczyło starej Sadyby, w tym głównie dziur w ulicach. Jak wykazaliśmy w artykule z 18 maja tego roku, w którym prześwietlaliśmy wszystkich radnych Mokotowa, po początkowym okresie aktywności, z czasem Kosowska całkowicie ucichła. W ostatnim roku – od 27 czerwca 2017 do połowy maja 2018 – nie złożyła ani jednej interpelacji lub zapytania. Oczywiście składanie interpelacji to tylko jedna z form aktywności radnych. Forma ta jest jednak najbardziej widoczna i najlepiej dowodzi faktycznego kontaktu z życiem lokalnej społeczności.

O ile Hanna Kosowska notuje okresy umiarkowanej aktywności a czasem dłuższej ciszy, o tyle Marcin Stępień jest przykładem braku jakiejkolwiek aktywności. Jak pisaliśmy w maju tego roku, w ciągu 3,5 roku obecnej kadencji nie zgłosił ani jednej interpelacji do zarządu dzielnicy. Czerwona kartka, którą przyznawaliśmy radnemu w połowie kadencji i przed trzema miesiącami, nabiera jeszcze bardziej intensywnego koloru.

Do powyższej dwójki kandydatów dołącza na wysokim miejscu 4. Michał Zagórski. W poprzednich wyborach samorządowych w 2014 roku również startował z list PO w okręgu 4. Umieszczony na dalekim 12. miejscu mandatu jednak nie zdobył.

Reasumując, na 7 mandatów, które można zdobyć w okręgu 4. trzy miejsca – nr 2, 3 i 4 – należą do osób, które od lat stanowią żelazne zaplecze kadrowe Platformy Obywatelskiej na Mokotowie. Przełomu tutaj nie widać. Niespodzianką jest natomiast powierzenie biorącego miejsca przedstawicielowi Nowoczesnej. Listę Koalicji otwiera bowiem przewodniczący mokotowskiego koła tej partii, Jacek Fałek. Na razie niewiele o nim wiadomo. Z pewnością można jedynie powiedzieć, że to jedyny powiew świeżości na listach Koalicji Obywatelskiej w okręgu czwartym.

Z niespodzianek warte odnotowania jest zniknięcie z tegorocznych list dwóch radnych Platformy Obywatelskiej, które w poprzedniej kadencji były umieszczone na szczycie listy w okręgu 4. i w konsekwencji zdobyły dużą liczbę głosów. Na liście nie ma już Barbary Kozłowskiej, która w 2014 roku zdobyła 1395 głosów (6,8%) oraz Joanny Szymańskiej, która w poprzednich wyborach zdobyła 773 głosy (3,7%).

Pełna lista kandydatów Koalicji Obywatelskiej do Rady Mokotowa z okręgu 4.

1. Jacek Fałek
2. Marcin Stępień
3. Hanna Kosowska
4. Michał Zagórski
5. Tomasz Śmigulski
6. Monika Krawczonek
7. Paweł Gustaw
8. Joanna Kimpel
9. Anna Kuropatnicka-Jurek

Listę kandydatów Koalicji Obywatelskiej z drugiego sadybiańskiego okręgu – nr 5 – omówimy jutro.


Czytaj dalej