Sadybianie od podszewki: Jerzy Piasecki

Sadybianie od podszewki: Jerzy Piasecki

W plebiscycie Sadyba24.pl na najaktywniejszego Sadybianina 2020 wygrał z dużą przewagą nad resztą stawki. Jerzy Piasecki. Jaki jest – społecznie i prywatnie? 

W pierwszym odcinku cyklu wywiadów z mieszkańcami Sadyby „Sadybianie od podszewki” pytamy pierwszego aktywistę Sadyby o to, jaki jest – społecznie i prywatnie. Od podszewki. 

Jerzy Piasecki tylko nam mówi m.in. dlaczego zaczął działać społecznie, jak reaguje w spornych sprawach, jakie miejsca lubi na swoim osiedlu, ale też… co myśli o schowaniu Wisłostrady w tunel na wysokości Powsińskiej.

Autorką wywiadu i całego cyklu jest nasza nowa współpracowniczka, Ida Kożuchowska. 18-latka z Sadyby, tegoroczna maturzystka, zaangażowana w wiele akcji społecznych – dziś debiutuje na naszych łamach. Witamy!

 

W plebiscycie portalu Sadyba24.pl na najaktywniejszego Sadybianina 2020 został Pan wyróżniony pierwszym miejscem, z dużą przewagą nad resztą stawki. Na taką zgodność i uznanie jurorów pracuje się latami. Jak to się wszystko zaczęło? Co sprawiło, że zaangażował się Pan w działalność na Sadybie?

Jerzy Piasecki: Moi rodzice sprowadzili się na Sadybę, kiedy byłem jeszcze dzieckiem w 1976 roku. Nie miałem wtedy pojęcia, że Miasto-Ogród Sadyba jest wpisane do rejestru zabytków. W tej błogiej nieświadomości żyłem aż do roku 2003. To były burzliwe czasy, z ogromną presją deweloperów na budowę na Sadybie. Powstał tu wtedy ruch społeczny, walczący o zachowanie ładu architektonicznego na naszym historycznym osiedlu.

Zacząłem działać na mojej ulicy, by zapobiec budowie apartamentowców i od tego się zaczęło. Gdy zorientowałem się, że piękno i architektura tego miejsca niszczone będą rozkopami czy zabudową nowych terenów i ogrodów, pomyślałem, że tak nie powinno to wyglądać. I wtedy właśnie okazało się, że żyję w sercu Miasta-Ogrodu Sadyba, w którym zgodnie z jego ideą obowiązują pewne procedury. Wybitni architekci Oskar Sosnowski i Antoni Jawornicki w latach 20. zaplanowali wzorcowy plan osiedla, a zadaniem mieszkańców na czele z konserwatorem zabytków jest dbać o historyczną Sadybę. Tak zaczęła się moja przygoda z Towarzystwem Miasto-Ogród Sadyba.

Mieszkańcy słyszą wiele o Towarzystwie w kontekście różnych wydarzeń kulturalnych, takich jak festiwal Otwarte Ogrody, czy działań na rzecz ochrony Jeziorka Czerniakowskiego. Czym jeszcze zajmuje się organizacja, w której obecnie pełni Pan funkcję prezesa?

Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Miasto-Ogród Sadyba ma bardzo szeroki zakres działań, który zresztą nieustannie się zmienia i rozwija wraz z nowymi problemami czy wyzwaniami. Głównym celem jest zachowanie historycznego osiedla, zgodnie z ideą miasta-ogrodu.

Ale TSK MOS to przede wszystkim mieszkańcy, a my pragniemy zagwarantować tej społeczności jak najlepsze warunki do życia. Dlatego chronimy miejsca zielone i Jeziorko Czerniakowskie, walczymy ze smogiem oraz dbamy o infrastrukturę, dostosowaną do potrzeb zabytkowej zabudowy.

Kolejnym kluczowym aspektem, którym się zajmujemy jest edukacja na temat historii Sadyby. Rozpowszechniamy wśród mieszkańców wiadomości o tożsamości osiedla i w ten sposób staramy się budować świadomość o wyjątkowości tego miejsca.

Ważna jest dla nas również integracja mieszkańców na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony jest to identyfikowanie się z Sadybą i dbanie o nią, a z drugiej integracja mieszkańców jako społeczności lokalnej, która tworzy wspierającą się wspólnotę. Chcemy promować postawę obywatelską i wspólnotową, jednocześnie dbając o poczucie bezpieczeństwa i porządku na Sadybie.

Działa Pan w Towarzystwie od kilkunastu lat. Co przez ten czas udało się osiągnąć? Jak zmieniła się Sadyba?

Faktycznie, w Towarzystwie działam od roku 2003, a od pięciu lat pełnię funkcję prezesa. Z perspektywy 17 lat widzę, że Towarzystwo wykonało gigantyczną pracę pod kątem zachowania ładu urbanistycznego, ochrony środowiska, czy infrastruktury – w tym ostatnim przypadku mam na myśli choćby zachowanie kamienia polnego na Okrężnej, czy rewitalizację 100-letniej ulicy Goraszewskiej. Mamy też duże osiągnięcia w renowacji skwerów, ulic czy zabytkowego oświetlenia gazowego. Na przykładzie innych osiedli uświadamiam sobie, jak mocno zostały one zniekształcone, ponieważ nie powstały tam takie organizacje jak TSK MOS.

Odkąd się tu wprowadziłem obserwuję również mieszkańców i jak wiele zmieniło się wśród nich. Wcześniej każdy dbał o swój kawałek ogródka, nikt nikomu nie przeszkadzał. Natomiast teraz Sadyba to tętniąca życiem wspólnota, pełna ludzi z pasją, w której każdy może znaleźć swoje miejsce. Mieszkańcy są dumni nie tylko z tego, że tu mieszkają, ale również z tego, że przynależą do lokalnej społeczności. Dzięki temu na Sadybie kwitnie życie społeczne. Razem realizujemy projekty, razem też się spotykamy. Dobrze czujemy się w swoim gronie.

Z kilku osób utworzyło się potężne grono aktywistów. To już nie jest 100 członków stowarzyszenia, ale 300 mieszkańców zaangażowanych w niektóre akcje, dążących do osiągnięcia konkretnego celu. Mamy liderów lokalnych, działających w najróżniejszych sferach – społecznej, kulturalnej, edukacyjnej. To oni potrafią zainspirować i porwać do działania. Dzięki wsparciu Sadybian wyrobiliśmy sobie markę, rozpoznawalną wśród władz Mokotowa oraz Warszawy. Znani jesteśmy z ogromnie zmobilizowanych do działania osób, którzy nawzajem się wspierają. Za naszymi inicjatywami stoi parę tysięcy racjonalnych ludzi, którzy wiedzą, czego pragną, lecz jednocześnie potrafią z szacunkiem artykułować swoje potrzeby. Umiemy rozmawiać zarówno w naszej wspólnocie jak i poza nią, a to nie jest bardzo częste zjawisko. Myślę, że przede wszystkim dlatego Sadybianie są tak niezwykłą społecznością. 

A z jakiej inicjatywy jest Pan osobiście najbardziej dumny?

Jeśli mogę wybrać tylko jedną, to będzie to akcja z zeszłego roku „Ratujmy Rezerwat Jeziorko Czerniakowskie”. Jej głównym celem było wprowadzenie regulacji chroniących nasze Jeziorko Czerniakowskie przed wysychaniem i presją człowieka (w tym zabudową). Po zebraniu ponad 7500 podpisów pod petycją, na wydarzenie nad samym Jeziorkiem zostali zaproszeni urzędnicy. Wtedy właśnie zostały przedstawione wnioski, jak to miejsce możemy wspólnie ratować.

Najbardziej zapadł mi w pamięć moment, gdy wszyscy stanęliśmy wspólnie i zaśpiewaliśmy autorską piosenkę zespołu Sadyba Śpiewa „Ratuj Jeziorko”. Mam wrażenie, że nawet obecni na miejscu urzędnicy byli wzruszeni naszą postawą i poczuli jedność naszej wspólnoty. Zapowiedzieli oni wkrótce konkretne działania, w ratuszu powołany został zespół do spraw ochrony Jeziorka Czerniakowskiego, a akcja odbiła się szerokim echem w mediach. Odnieśliśmy ogromny sukces.

Mimo że akcja wymagała wielkiego zaangażowania, dała nam ona nieopisaną satysfakcję. Wspólnie pokazaliśmy, jak wiele jest w stanie zrobić wspólnota. Nie mieliśmy wcześniej akcji, w którą zaangażowałoby się tyle osób z najróżniejszych środowisk – z chóru, Towarzystwa, ale były to również osoby prywatne i publiczne. Myślę, że mogę powiedzieć, że z tej akcji jestem niezwykle dumny.

Działalność społeczna to jednak nie tylko sukcesy. Każda zmiana ma przecież swoich przeciwników. Jak radzi Pan sobie, gdy trzeba podjąć decyzję w sprawie spornej, w której mieszkańcy mają sprzeczne opinie?

Wszystko zależy od konkretnej sprawy. Jeżeli dotyczy ona na przykład zabudowy, to kieruję się zasadami, a nie interesami stron. Żyjemy w mieście ogrodzie. Tłumaczę stronom, że chronimy tu ład urbanistyczny, przestrzenie wolne od zabudowy i oczywiście ogrody. Buduję ich świadomość.

W przypadku konfliktu staram się być mediatorem i tworzyć warunki, aby mimo różnicy zdań strony słuchały się nawzajem z szacunkiem. Jeśli rozwiązanie się nie pojawi – sam proponuję jedną, dwie opcje. Podejmowanie decyzji i wypracowywanie rozwiązań to wyzwanie, ale warto je podejmować.

Wypracowywanie takich rozwiązań to zapewne nie tylko nagły pomysł w Pana głowie, ale też seria spotkań, rozmów, uzgodnień. To wszystko wymaga czasu. Ile czasu zajmuje Panu praca społeczna na Sadybie?

Parę lat temu było to od 2 do 4 godzin dziennie. Zawsze zajmowałem się kilkoma projektami jednocześnie. W każdym z nim ważne były systematyczność i konsekwencja. Ostatnio nad sprawą ochrony Jeziorka pracowałem przez 1,5 miesiąca przez 4 godziny dziennie, 7 dni w tygodniu W tym przypadku walczyłem z czasem, bo zbliżające się wybory parlamentarne 13 października 2019 zmotywowały urzędników do przychylnego spojrzenia na latami ignorowany temat.

Historycznie najwięcej czasu zajmowało mi jednak przeciwdziałanie powstaniu zabudowy apartamentowej – uczestniczenie w parudziesięciu postępowaniach jednocześnie i doprowadzenie do uchwalenia planu miejscowego. To jedno zadanie zajęło mi prawie 9 lat.

Uczestniczenie w tworzeniu planu miejscowego czy w postępowaniach administracyjnych związanych z budową domów lub apartamentowców wymaga dobrej znajomości wielu przepisów prawa budowlanego i administracyjnego. To może odpychać potencjalnych aktywistów od angażowania się w sprawy inwestycji. Skąd Pan miał taką wiedzę?

Wiedza przyszła z czasem. Na początku nic nie było łatwe – akty prawne o ochronie zabytków i planowaniu przestrzennym nie były moją ulubioną lekturą. Stopniowo – również przez rozmowy z ekspertami – dowiadywałem się, o co w nich chodzi i na co zwracać uwagę. Dowiadywałem się też coraz więcej o innych obszarach – na przykład o historii i korzeniach Sadyby. Po pewnym czasie to, że mogę się czegoś dodatkowego dowiedzieć, coś przeczytać, zaczęło sprawiać mi ogromną przyjemność.

Ale znajomość przepisów czy dokumentów to tylko jeden, twardy czynnik sukcesu. Drugi czynnik jest miękki, ludzki – to współdziałanie i determinacja w dążeniu do celu. Tego też musiałem się nauczyć. Wspólnie z innymi aktywistami odkrywałem, jak osiągać wysokie, wręcz abstrakcyjne cele, o których nawet nie moglibyśmy pomyśleć na początku działalności. Powiedzenie „nie ma rzeczy niemożliwych” nabrało nowego znaczenia. Teraz już wiemy, jak radzić sobie z każdą sytuacją i jak dążyć do wspólnego celu.

Wciąż rozmawiamy o Pana działalności społecznej. Ale jak Pan wspomniał wcześniej, poświęca jej Pan 2-4 godziny dziennie. Co lubi Pan robić w pozostałym czasie?

Czytam książki dotyczące komunikacji międzyludzkiej, uprawiam sport: głównie ping-pong, piłkę nożną, narciarstwo. Na odpoczynek wyjeżdżam do Puszczy Białowieskiej. Znam też wiele osób – uwielbiam spotkania towarzyskie u przyjaciół z Sadyby.

A jakie jest Pana ulubione miejsce na Sadybie?

Najpiękniejszym miejscem na Sadybie jest dla mnie dom przy ul. Morszyńskiej 23. Obok znajdują się budynki z lat 20 XX. wieku, w których mieszkali najwyżsi rangą współpracownicy marszałka Józefa Piłsudskiego – Tadeusz Piskor, szef Sztabu Generalnego czy Tadeusz Kasprzycki, minister Spraw Wojskowych. Kiedy odwracam się, widzę fosę, zieleń, a w oddali blok oficerski z czerwoną dachówką. Kiedy tamtędy przechodzę, zamykam oczy i przenoszę się w lata 20. Jest cicho, śpiewają ptaki, fosy nie przecina jeszcze głośna Powsińska. Myślami wracam wtedy do korzeni Sadyby.

Sielska Sadyba, czemu nie? Wystarczy wpuścić Wisłostradę na Powsińskiej w tunel. Mówił Pan, że nie ma rzeczy niemożliwych…

To prawda, jestem marzycielem. Ale też twardo stąpam po ziemi. Zauważam, że od czasów przedwojennych trochę się na świecie zmieniło, a Sadyba przestała być osiedlem na peryferiach miasta. Jeśli miałbym coś odtwarzać z przeszłości, to postawiłbym raczej na przedwojenny duch osiedla i przedwojenną wspólnotę jego mieszkańców.


Czytaj dalej

Wszystko gotowe. A mimo to otwarcie kąpieliska niepewne

Wszystko gotowe. A mimo to otwarcie kąpieliska niepewne

Zgodnie z planem w sobotę ma ruszyć kąpielisko na Jeziorku Czerniakowskim. Na dzień przed otwarciem nadal jednak nie wiadomo, czy tak się stanie.

– Kąpielisko jest przygotowane – powiedziała nam w piątek przed godziną 18.00 zastępczyni dyrektora OSiR Mokotów, Agnieszka Macheta. Przedstawicielka organizatora przyznała, że nie wszystko jednak idzie zgodnie z planem. – Nadal czekamy na bieżącą ocenę jakości wody, którą wydaje PSSE, aby potwierdzić, że woda jest przydatna do kąpieli – stwierdziła.

Pozytywna ocena powinna być formalnością. Dokładnie tydzień temu, w wyniku naszej interwencji po domniemanym incydencie śnięcia ryb, Wydział Ochrony Środowiska Straży Miejskiej zlecił badania poglądowe wody w Jeziorku Czerniakowskim. Jak zapewniła nas Anna Stopińska z Zarządu Zieleni miejskiej, specjalistyczne badania wykonane w trzech różnych miejscach zbiornika nie wykazały żadnych niepokojących sygnałów.

Bez otrzymania oceny od Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej kąpielisko nie może jednak zostać dopuszczone do użytku.

Puste zalecenia?

Jeśli ocena wody jednak dojdzie na czas i kąpielisko ruszy w zaplanowanym terminie, pierwsze dni jego funkcjonowania mogą być trudne zarówno dla użytkowników jak i organizatora.

Zgodnie z zaleceniami GIS, użytkownicy kąpieliska muszą stosować się do nowego reżimu sanitarnego. Według regulaminu kąpieliska plażowicze powinni zachować dystans społeczny (co najmniej 2-metrowy odstęp) wobec osób niespokrewnionych ze sobą. Dotyczy to zarówno przebywania na plaży jak i podczas kąpieli w wodzie. Mają również obowiązek zakrywać usta i nos na terenie plaży za pomocą odzieży lub jej części, maski, maseczki, przyłbicy, chyba że zostanie zachowana odległość co najmniej 2 metrów od innych plażowiczów.

Jak organizator zamierza wyegzekwować te zasady? – Osoby korzystające z kąpieliska Jeziorko Czerniakowskie zostaną poinformowane o zaleceniach i ograniczeniach w postaci stosownego Regulaminu (analogicznie jak miało to miejsce w poprzednich latach), a w szczególności o zachowaniu dystansu społecznego – powiedziała nam dyrektorka OSiR Mokotów. – Na terenie będą odpowiednie piktogramy mówiące o zakazach i nakazach, o tym co wolno, a czego nie wolno – uzupełniła Agnieszka Macheta.

Nie jest jasne, co się stanie, kiedy plażowicze zignorują zalecenia, ani też kto powinien w takiej sytuacji interweniować. Przedstawicielka organizatorów uspokaja: – Kąpielisko działać będzie na podstawie stosownych regulaminów, w których określone będą obowiązki osób korzystających z kąpieliska jak i podmiotów odpowiedzialnych za prowadzenie kąpieliska.

Jeziorko Czerniakowskie jest jednym z trzech na Mazowszu i 17 w kraju kąpielisk, które otworzą się w pierwszym tygodniu po zniesieniu zakazu przez polskie władze. Będzie ono funkcjonowało od 6 czerwca do 13 września tego roku. Jak czytamy w uchwale rady miasta dot. organizacji kąpieliska, długość wykorzystywanej linii brzegu to 30 m, a przewidywana maksymalna liczba osób korzystających z kąpieli to 500 osób dziennie. Na czas funkcjonowania kąpieliska teren będzie wyposażony w toalety przenośne, kosze na śmieci oraz kontenery na odpady.


Czytaj dalej

Gwiazdy skrzyknęły się dla Starszych Panów

Gwiazdy skrzyknęły się dla Starszych Panów

 

Taki zestaw gwiazd w jednym miejscu to rzadkość. A jednak udało się! Kilkadziesiąt znanych aktorek, aktorów, piosenkarek i piosenkarzy zgodziło się bez wahania.

W zaledwie dwa tygodnie na dwóch kartkach papieru swój podpis złożyli m.in.: Grzegorz Turnau, Irena Santor, Hanna Banaszak, Marek Kondrat, Wojciech Młynarski, Wiesław Michnikowski, Wiesław Gołas, Bogdan Łazuka, Zofia Kucówna, Barbara Wrzesińska, Piotr Fronczewski, Magdalena Zawadzka, Joanna Szczepkowska, Edyta Wojtczak, Krystyna Sienkiewicz, Alina Janowska-Zabłocka, Jerzy Kamas, Andrzej Poniedzielski, Barbara Krafftówna, Tadeusz Suchocki, Krzysztof Tyniec, Krystyna Tkacz, Jerzy Derfel, Grzegorz Damięcki.

Na kartkach widnieją też podpisy rodziny: Marii i Grzegorza Wasowskich (żony i syna Grzegorza Wasowskiego), oraz Kota Przybory (syna Jeremiego Przybory). Wstęp wymyśliła Magda Umer.

Wszyscy skrzyknęli się w grudniu 2008 roku. Podpisy składali najczęściej w swoich domach, ale też w kawiarniach, teatrach, centrach handlowych. Z entuzjazmem i z własnej inicjatywy gwiazdy telefonowały do kolejnych gwiazd, spotkały się przy kawie na wspólne podpisywanie, dzieliły się nigdzie nie publikowanymi anegdotami z prywatnego życia Jeremiego i Grzegorza.

Tak powstała lista poparcia (druga, po liście mieszkańców) dla utworzenia Skweru Starszych Panów na starej Sadybie. Kilkaset metrów od tego miejsca na plażę Jeziorka Czerniakowskiego w czasie wojny chodził Jeremi Przybora. To tu, przy Okrężnej mieszkał ze swoją pierwszą żoną i dzieckiem. W swoich wspomnieniach uznawał Sadybę za „zieloną fatamorganę warszawskiej pustyni”. Decyzją Rady Warszawy miejsce to wpisano na mapę stolicy 28 maja 2009 roku. 11 lat temu.

Magda Umer, kiedy w swoim salonie pod Warszawą wymyślała wstęp do listy poparcia, napisała: „miejsce to będzie tętniło piosenkami i światem wymyślonym przez Starszych Panów, przy okazji różnego rodzaju dorocznych działań artystycznych. Jesteśmy pewni, że znakomicie będzie łączyło pokolenia i „powiększało wyobraźnię” coraz młodszych mieszkańców Warszawy.” 

Od 2009 roku na Skwerze Starszych Panów odbywają się coroczne potańcówki w starym stylu, koncerty i inne wydarzenia kulturalne, organizowane przez mieszkańców Sadyby i Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Miasto Ogród Sadyba.


Czytaj dalej

Duże martwe ryby dryfują w Jeziorku Czerniakowskim

Duże martwe ryby dryfują w Jeziorku Czerniakowskim

Mieszkańcy okolic Jeziorka Czerniakowskiego zauważyli wczoraj z przerażeniem, jak przy brzegach zbiornika dryfuje kilka dużych martwych ryb. Zarządcy terenu uspokajają.

– Coś się wydarzyło niedobrego. Obok mostu leżą dwie duże martwe ryby – napisała do nas wczoraj pani Malwina. Kilka godzin wcześniej podobną informację dostaliśmy od pani Renaty. Tym razem chodziło o pojedynczą rybę, dryfującą w wodzie. Wszystkie trzy ryby łączyło jedno: były duże, martwe i unosiły się na wodzie blisko siebie – po obu stronach mostu przy Gołkowskiej.

Przyducha?

Po naszej interwencji, w niedzielę wczesnym popołudniem na miejsce udał się ekopatrol straży miejskiej. Zamiast trzech, znalazł tylko jedną martwą rybę. Nie wziął jej, ale sprawę obiecał przekazać Zarządowi Zieleni, czyli jednostce miejskiej, która zarządza m.in. Jeziorkiem Czerniakowskim.

W poniedziałek sprawą zainteresowaliśmy dodatkowo Zarząd Zieleni oraz Mazowiecki Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Ten drugi bada m.in. jakość wody w zbiornikach wodnych, co często jest konieczne, by wykluczyć przyduchę spowodowaną zanieczyszczeniem wody. W wyniku naszego zgłoszenia obie instytucje wspólnie ustaliły przyczynę.

Wszyscy zgodni

– Znalezione martwe ryby były okaleczone w wyniku niewłaściwego postępowania wędkarzy – mówi Iwona Zdunek z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Magdalena Zakrzewska z Zarządu Zieleni Miejskiej w Warszawie doprecyzowuje, że ryby znajdowały się w pobliżu pomostu wędkarskiego.

– Gdyby to była przyducha, to byłoby więcej śniętych ryb. A nie ma. Bardziej prawdopodobne, że byli to kłusownicy. Łowią tutaj nielegalnie na pomostach po północnej stronie. Zapewne nieumiejętnie łowili, okaleczyli i zostawili – mówi Wiesław Domaszewski, prezes pobliskiej przystani wędkarskiej Różanka.

Szef koła wędkarskiego przypuszcza, kto mógł być sprawcą. – Jest ich tu dużo. Zwykle pochodzą ze Wschodu. Tutaj niedaleko na Augustówce mają swój hotel – komentuje. Domaszewski przyznaje jednak, że to tylko przypuszczenia. O incydencie dowiedział się podczas pobytu na Mazurach i od tego czasu nie przyjechał jeszcze do Warszawy.


Czytaj dalej

Znów będziemy się kąpać w Jeziorku Czerniakowskim?

Znów będziemy się kąpać w Jeziorku Czerniakowskim?

Mokotowski OSiR robi wszystko, by otworzyć kąpielisko nad Jeziorkiem Czerniakowskim już od 1 czerwca. Na razie ograniczenia pandemiczne na to nie pozwalają.

Odmrażanie gospodarki i życia społecznego postępuje w szybkich tempie. Po otwarciu centrów handlowych, restauracji, zakładów fryzjerskich, boisk, przedszkoli i żłobków, jednymi z ostatnich bastionów pozostały masowa rozrywka i rekreacja. Wygląda na to, że i ten bastion może wkrótce polec.

Oto Ośrodek Sportu i Rekreacji na Mokotowie planuje otworzyć kąpielisko nad Jeziorkiem Czerniakowskim już od 1 czerwca. Dziś rano ogłosił decyzję o poszukiwaniu organizatora kąpieliska.

W opisie przetargu nie ma na razie żadnych dodatkowych warunków sanitarnych ponad te, które obowiązywały w poprzednich sezonach. Istnieje jednak zastrzeżenie, że zakres umowy może być rozszerzony o takie wymogi.

Zapytaliśmy OSIR o to, czy istnieją jakiekolwiek zapowiedzi rządu lub ratusza, które dawałyby nadzieję, że sezon kąpielowy nad Jeziorkiem Czerniakowskim rozpocznie się z dniem 1 czerwca, zapisanym w przetargu.

– OSiR Mokotow czyni przygotowania do otwarcia infrastruktury sportowo-rekreacyjnej – potwierdza plany dyrektor jednostki, Krzysztof Rosiński. – Szczegółów organizacyjnych oraz terminów możemy się spodziewać w najbliższym czasie – dodaje.

Pewności co do otwarcia kąpieliska jednak nie ma. Szef OSIR-u uczula, że otwarcie kąpieliska zależy m. in. od otrzymania i wdrożenia szczegółowych wytycznych wydanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego..


Czytaj dalej

Trzy ogródki i zakaz mięsa, czyli sklep, którego Warszawa jeszcze nie widziała

Trzy ogródki i zakaz mięsa, czyli sklep, którego Warszawa jeszcze nie widziała

Owoce & Warzywa & Bistro. Nowy sklep na mapie starej Sadyby otwiera się w sobotę o 9.00.

W czasie pandemii lokale usługowe najczęściej się zamykają – na chwilę lub na stałe. Ten przeciwnie – właśnie się otwiera. W dawnym lokalu po restauracji NABO przy Zakręt 8 rusza hybryda – najpierw sklep z wszystkim oprócz mięsa, a za jakiś czas również bistro z prostymi daniami. Dzień przed otwarciem sprawdziliśmy, jak ten niecodzienny koncept wygląda w praktyce.

Trzy ogródki na zewnątrz

Co już jest? Ogródek nr 1. Od strony ulicy Zakręt rzuca się w oczy duży drewniany podest. To tam mają być wystawiane stoliki, gdy ruszy gastronomia. Goły na razie podest ma być wkrótce uzupełniony o pergolę (taka sama ma powstać w sąsiednim lokalu NABOku) i donice z zielenią. Jak informuje właściciel, Jan Jungst, z otwarciem tej części trzeba poczekać aż właściciel budynku zakończy remont elewacji. Po ociepleniu mury mają być pomalowane ponownie na szaro. Przy podeście powstanie też podjazd dla wózków.

Na zewnątrz jest już też ogródek nr 2 – pole soczystej trawy od strony Jodłowej, otoczone krzewami. Kilka nowych krzewów i zupełnie nowy system nawadniania dają nadzieję na wiecznie zielone otoczenie. Po poprzednikach pozostanie stół na środku ogrodu i zjeżdżalnia dla dzieci. Mają przybyć też kolejne urządzenia do zabawy dla dzieci. Będzie też sporo miejsca do siedzenia i relaksu – właściciele mają rozstawić kilkanaście leżaków.

Na tyłach budynku jest już też zalążek ogrodu nr 3 – to na razie skrzynki, w których zasadzono różne owoce i warzywa. Jak zapewnia właściciel, ma to być ogród społeczny, co oznacza, że każdy będzie mógł sobie tutaj przyjść i coś zasadzić lub zebrać. Ta zaniedbana dotąd część działki ma być ogrodzona płotkiem, a widok na śmietnik ma przysłonić drewniana konstrukcja. Wszystko po to, by w ogrodzonym ogrodzie społecznym mogły odbywać się otwarte warsztaty z ogrodnictwa i pszczelarstwa (przybędą dwa-trzy ule), a rodzice mogli bezpiecznie organizować urodziny i przyjęcia dla swoich pociech.

W środku praca wre

A co jest w środku? Kiedy weszliśmy do środka budynku w piątek po 15.00 dziesięć osób krzątało się wśród swobodnie rozłożonych towarów. Gotowe dania i soki stały w dużej mierze na swoich półkach. Właściciel dopiero pokazywał nam, gdzie stanie lada (przed dawną czarną tablicą z menu), a gdzie skrzynki z owocami i warzywami (pod białą ceglaną ścianą). Jak stwierdził, będzie wszystko poza mięsem.

– Może tak to nie wygląda, ale wszystko będzie na czas – zapewnia nas Jan Jungst. Mimo spokoju i pozytywnej energii, widać po nim, że trochę jednak niepokoi się o frekwencję w dniu otwarcia. – W ciągu kilku ostatnich godzin przeszło tędy zaledwie kilka osób – mówi.

Wielkie otwarcie w sobotę, 16 maja – dzień po urodzinach właściciela („w handlu otwiera się tylko w środę lub w sobotę”). Lokal będzie tego dnia otwarty od 9.00 do 15.00.


Czytaj dalej

Śmieci jednak po staremu (na razie)

Śmieci jednak po staremu (na razie)

Radni m.st. Warszawy nie podjęli dziś decyzji o zmianie opłat za odpady. Uchwała na ten temat została wycofana z porządku obrad.

Powodem wycofania uchwały była decyzja ratusza o rezygnacji z obsługi tzw. nieruchomości niezamieszkałych – czyli posesji zajmowanych przez firmy i sklepy, takie jak centra handlowe i biura. W ich przypadku maksymalna stawka zapisana w ustawie dalece nie pokrywa kosztów obsługi. W praktyce oznacza to, że miasto dopłaca do odbioru odpadów z tych posesji.

– Musimy policzyć skutek wyłączenia tych nieruchomości z systemu – mówi Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy. Według szacunków stołecznego ratusza, wyłączenie z obsługi śmieciowej nieruchomości niezamieszkałych (komercyjnych) obniży koszty całego systemu o ok. 200-250 mln zł rocznie. To z kolei może wpłynąć na obniżenie wysokości opłat za odpady wśród mieszkańców. O ile? Na razie nie wiadomo. Urzędnicy zapowiedzieli, że na ponowną analizę wysokości opłat za gospodarkę odpadami (przy uzależnieniu opłat od zużycia wody) potrzebują 2-3 miesiące.

Decyzja stołecznego ratusza oznacza, że zapowiedziane podwyżki za śmieci nie wejdą w życie od lipca 2020.


Czytaj dalej

Dbasz o ogród? Zapłacisz dużo więcej za śmieci

Dbasz o ogród? Zapłacisz dużo więcej za śmieci

Zgodnie z zapowiedzią sprzed kilku miesięcy, stołeczny ratusz zamierza zmienić system obliczania opłat za śmieci. Tym razem opłata zależeć będzie od zużytej wody.

Dopiero co w marcu wszedł w życie nowy system opłat za śmieci, a już stołeczny ratusz przygotowuje nowy. Zgodnie z zapowiedziami, opłata ma teraz zależeć od ilości zużytej wody. To jeden ze sposobów rozliczenia kosztów odpadów, jaki dopuszcza najnowsza ustawa śmieciowa.

Zdaniem urzędników, zużycie wody bardziej koreluje z ilością produkowanych odpadów, niż to, czy mieszkamy w mieszkaniu czy w domku jednorodzinnym. W aktualnym systemie właściciel mieszkania płaci 65 złotych a właściciel domku 90-94 złote miesięcznie, niezależnie od tego, czy jego lokal zajmuje jedna osoba, dwie, czy pięć. A przecież znacznie mniej odpadów produkuje samotny emeryt niż duża rodzina z trójką małych dzieci.

Nowe zasady

Według nowego systemu opłata będzie kalkulowana na podstawie średniej liczby metrów sześciennych wody, jaką zużywał dany lokal w ostatnich 6 miesiącach przed wejściem w życie nowych przepisów. Liczba metrów sześciennych będzie mnożona przez kwotę 12,73 zł za metr sześcienny. Podstawą obliczeń będzie wskazanie wodomierza głównego przypisanego do danej nieruchomości lub informacja, faktura lub korekta faktury uzyskana z przedsiębiorstwa wodociągowo – kanalizacyjnego.

Stołeczni urzędnicy biorą również pod uwagę sytuację, kiedy dana nieruchomość nie ma wodomierza głównego, jest niepodłączona do sieci wodociągowej lub nieruchomości, dotychczas nie była zamieszkana, lub dla której nie ma danych dotyczących średniego zużycia wody, za okres wskazany w przepisach. Zużycie wody ustala się wówczas inaczej. Liczbę osób zamieszkujących nieruchomość mnoży się przez przeciętną miesięczną normę zużycia wody na jednego mieszkańca w gospodarstwie domowym, która wynosi 4 m3.

Będzie drożej, dużo drożej

Co oznacza ta zmiana w portfelach przykładowych gospodarstw domowych na starej Sadybie? Aby wyliczyć nowe opłaty poprosiliśmy kilku mieszkańców osiedla o podanie nam dotychczasowego zużycia wody w ich lokalach.

80-letnia pani Iza mieszka samotnie w 50-metrowym mieszkaniu w centrum starej Sadyby. Od marca tego roku podobnie jak wszyscy właściciele mieszkań płaci za odpady stałą kwotę 65 złotych miesięcznie. Według administracji budynku pani Iza zużywa miesięcznie 6,67 metra sześciennego wody – taka jest wielkość ryczałtu, którą administracja przyjmuje do obliczenia kosztu zużytej wody. W nowym systemie, taka ilość zużytej wody, pomnożona przez 12,73 złotego za metr, daje 84,90 złotych. Przejście z typu lokalu na ilość zużytej wody oznaczać więc będzie dla pani Izy podwyżkę opłat za odpady o 20 złotych (85 złotych zamiast 65 złotych). – Będę dojna staruszka. Trudno. Za to mieszkam na Sadybie – śmieje się pani Iza. – Po prostu trzeba się psychicznie nastawić na ogólną drożyznę – dodaje.

Pan Rafał mieszka z kolei z żoną i trójką dzieci w domku jednorodzinnym w okolicach Jeziorka Czerniakowskiego. Za wywóz odpadów płaci obecnie 94 złote miesięcznie. Rodzina pana Rafała zużywa średnio 24,13 metrów wody miesięcznie. Ta liczba pomnożona przez koszt metra (12,73 zł) daje razem 307,17 złotych. Tyle mniej więcej pan Rafał będzie musiał płacić co miesiąc za odbiór odpadów. To aż o 213,17 złotych więcej niż dotąd.

Skąd tak duża różnica w opłacie między panią Izą i panem Rafałem? Duże znaczenie ma liczba osób w gospodarstwie domowym oraz poziom ich aktywności fizycznej. Ale jest też czynnik, który zdecydowanie odróżnia oba gospodarstwa – posiadanie lub nieposiadanie ogródka. Mieszkańcy domów jednorodzinnych, którzy dbają o swój ogród, często go podlewając, będą płacić zdecydowanie więcej. Do zużycia wody zalicza się bowiem całą wodę, która przejdzie przez wodomierz główny – zarówno wodę, którą zużywają mieszkańcy na własne potrzeby jak i wodę, którą podlewają ogródek. Im więcej będą podlewać swój ogród, tym więcej zapłacą za śmieci.

Nowe zasady obliczania opłat za odpady mają wejść w życie od 1 lipca 2020. Czy tak się stanie zdecydują stołeczni radni na sesji Rady Warszawy w najbliższy czwartek.


Czytaj dalej

Sadyba znów bez siłowni

Sadyba znów bez siłowni

Hasło „zostańwdomu” zbiera żniwo. Dziś sieć CityFit poinformowała, że zamyka swoją siłownię w Sadyba Best Mall.

Pierwszy dzień odmrażania centrów handlowych przyniósł wiadomość o zamknięciu siłowni w Sadyba Best Mall. W komunikacie prasowym sieci CityFit czytamy:

„Właściciele klubu robili co w ich mocy, aby zachować dla Was to miejsce. Walczyli o nie mimo, że klub od dłuższego czasu nie osiągał zakładanych wyników finansowych. Do pewnego momentu byli w stanie akceptować taką sytuację, wierząc, że to miejsce z czasem rozwinie się tak, jak inne kluby działające pod szyldem CityFit. Niestety okres, w którym z powodu epidemii klub nie może normalnie funkcjonować, przyczynił się do dalszego spadku jego rentowności.

Jednocześnie chcemy z całą mocą podkreślić, że sytuacja dotyczy tylko tego klubu. Pozostałe kluby działające pod szyldem CityFit są gotowe na ponowne otwarcie w terminie zgodnym z wytycznymi administracji rządowej.”

Klienci sieci otrzymali możliwość utrzymania karnetu i korzystania z pozostałych siłowni sieci.

Wiadomość o zamknięciu lokalu sieć CityFit trzymała w tajemnicy do ostatnich chwil. Jeszcze dziś, o godz. 11.00 Michał Mróz, prowadzący grupę na Facebooku #SilowniaWSadybaBestMall, otrzymał od sieci uspokajający wpis: „Klub na Sadybie jest aktualnie w trakcie gruntownego odświeżania. Absolutnie nie planujemy jego zamykania ani jakichkolwiek innych klubów CityFit w najbliższej przyszłości.” Po poznaniu prawdy, prowadzący grupę nie krył rozgoryczenia. – CityFit jeszcze kilka godzin temu na czacie i w prywatnej wiadomości (załączone zdjęcie) twierdziliście, że klub w Sadyba Best Mall jest remontowany. Teraz wysyłacie maila, że klub zamknięty. Wszystkich Klientów tak okłamujecie, czy tylko tych co już płacą za Wasze karnety? – pyta sadybiański fan fitnessu.

Niepokojące sygnały o możliwej likwidacji pojawiły się na portalu społecznościowym już 1 maja. Administrator grupy na Facebooku zauważył wtedy, że zdjęto banery reklamowe i szyldy przed centrum handlowym. Inny internauta dodał, że zniknęły także okleiny drzwi z logotypami przed samym wejściem do lokalu. Klubowicze aktywni na grupie uważali, że jest to związane z dezynfekcją lub konserwacją, inni że z likwidacją. Nikt nie potrafił jednak wskazać oficjalnego potwierdzenia dla domysłów o zamknięciu lokalu.

Siłownia Cityfit rozpoczęła działalność w tym miejscu 1 marca 2019.


Czytaj dalej

Duńskie NABO zostaje na Sadybie

Duńskie NABO zostaje na Sadybie

Po miesięcznym zawieszeniu, wraca do gry znane skandynawskie bistro z Sadyby. Zmieni się nazwa i miejsce, choć obie zmiany będą kosmetyczne.

Dziś właściciele znanego sadybiańskiego bistro NABO oficjalnie pożegnali się z dotychczasową nazwą i dawnym lokalem. Jak ogłosili na Facebooku, nie oznacza to jednak, że kończą działalność. Wręcz przeciwnie – niedługo mają otworzyć się ponownie pod nieco inną nazwą… za ścianą. Ze względów finansowych zdecydowali się przenieść do mniejszego lokalu dawnego „Chińczyka”, z którym przez lata sąsiadowali w tym samym budynku przy Zakręt 8.

NABO bis, czyli co?

Nowe bistro będzie funkcjonować pod nazwą NABOku. Logo pokazane na Facebooku wprost nawiązuje do dobrze znanej marki – powstało w tej samej stylistyce i w tym samym liternictwie co stare. – Nasza marka jest dobrze rozpoznawalna. Ciężko na to pracowaliśmy i nie chcemy całkowicie tego zaprzepaścić. Z drugiej strony, poprzez nową nazwę dajemy znać, że będzie to jednak mniejsza działalność, na mniejszej powierzchni – mówi współwłaścicielka dawnego NABO, Urszula Eriksen.

Co zostanie z dawnego NABO? – Zabieramy ze sobą cały sprzęt – stoliki, witryny. Utrzymamy też możliwość jedzenia na zewnątrz, w ogródku przed lokalem. Co do menu, zostawimy w nim nasze podstawowe skandynawskie dania, z których jesteśmy znani – mówi Eriksen. – Dołożymy natomiast wina i bar z duńskim tapasem. Będzie można też u nas spróbować sery, wypić drinka. A ponieważ startujemy codziennie od 11.00, pożegnamy się na stałe ze śniadaniami – tłumaczy.

Mniejsza powierzchnia wymusiła zmiany funkcjonalności. Według zapowiedzi szefów, nie będzie już osobnej sali zabaw dla małych dzieci. Urszula Eriksen podkreśla, że rodziny z dziećmi nadal będą mile widziane, ale rodzice będą musieli tym razem zabierać ze sobą dzieci, które potrafią wysiedzieć i angażować się w rozmowę, a nie z nudy głośno przeszkadzać innym gościom.

Owoce & Warzywa + Bistro

Za ścianą od NABOku, w miejscu dawnego NABO, działać będzie sklep owocowo-warzywny Owoce & Warzywa. Jak mówi jego współwłaściciel, Jan Jungst, nazwa lokalu nie jest jeszcze zdecydowana. Kiedy miesiąc temu rozmawiał z portalem Sadyba24.pl, sklep miał być głównym elementem sadybiańskiego lokalu, a proste dania, kawa i wino miały być dodatkiem. Tymczasem nowe, dwa razy większe wnętrze spowodowało, że bistro wyrosło nagle na drugi, równie ważny filar działalności. W efekcie nowa nazwa może zmienić się na Owoce & Warzywa Bistro. Taki jest stan na dziś – śmieje się Jungst.

– Sprawa przenosin do lokalu po NABO i większej skali działalności jest bardzo świeża – tłumaczy właściciel Owoce & warzywa. – Inicjatywa wyszła od nowych właścicieli budynku. To oni nas spytali, czy uniesiemy dwa razy większą powierzchnię. Po długim namyśle postanowiliśmy spróbować. Dziś spisaliśmy liczniki i odebraliśmy klucze. Dopiero wybraliśmy projektanta wnętrz, musimy jeszcze wybrać menedżera od części gastronomicznej.

Co będzie można kupić w nowym warzywniaku-bistro? – Praktycznie wszystko poza mięsem – mówi Jungst. W sklepie będzie można dostać owoce, warzywa, gotowe dania do odgrzania, humus. W części gastronomicznej dominować będą proste dania wegetariańsko-wegańskie – zapiekanka, naleśniki, zupy. Będą też śniadania i desery – lody, ciacha, kawa. Do tego nisko procentowe trunki – polskie piwa kraftowe czy wina. – Bez mocnych alkoholi – zaznacza nowy właściciel.

Poza tym, co w środku, nowy lokal ma oferować ogródek z pergolą od strony Skweru Starszych Panów, a ogródek warzywny na zapleczu.

Kiedy otworzą?

Na razie w obu częściach budynku przy Zakręt 8 trwa remont. W części po NABO będzie on mniejszy, bo też nowi właściciele zamierzają zachować wyposażenie zaplecza i system wentylacji. W lokalu po dawnym „Chńczyku” prace rozbiórkowe mają większą skalę – obecna łazienka będzie zburzona i przeniesiona poza główną salę restauracyjną. Zlikwidowane zostaną ściany działowe na zapleczu, przez co NABOku zyska dwa razy większą przestrzeń kuchenną niż miało dotychczas. Całkowicie wymieniony będzie system wentylacji.

Od poniedziałku, 4 maja z remontem rusza również nowy właściciel budynku. Jak dowiedzieliśmy się od najemców, wymieniona zostanie elewacja oraz dach (z papy na blachę).

Najszybciej po remontach zapowiada swój start sklepo-restauracja „Owoce & Warzywa Bistro”. Nowy właściciel planuje ruszyć już od 15 maja. – To ważna data – moje urodziny – śmieje się Jan Jungst. Dopiero pod koniec maja ma za to otworzyć podwoje NABOku. – Ta data może się zmienić, ale głównie z powodu decyzji epidemiologicznych rządu. Jeśli obecne obostrzenia nie zostaną zniesione, zaczniemy z dostawą lub odbiorem własnym – zapowiada Urszula Eriksen.


Czytaj dalej