Znów wypalają trawy nad Jeziorkiem Czerniakowskim

Znów wypalają trawy nad Jeziorkiem Czerniakowskim

Szeroki pas ziemi przylegający bezpośrednio do Jeziorka Czerniakowskiego został doszczętnie spalony. Między piątkiem i sobotą nieznani sprawcy podpalili okoliczne trawy po raz drugi tej wiosny.

– Znowu jakiś suk…. wzniecił ogień – napisała do nas wczesnym rankiem w sobotę nasza czytelniczka Małgosia. – Byłam tu wczoraj o 13.00 i tego jeszcze nie było – dodała. Na dowód Internautka przesłała zdjęcia wypalonej trawy. Widać na nich smołowaty pas ziemi od strony bloków na Bernardyńskiej.

Inna nasza czytelniczka, Anna Tryc-Bromley, która również wróciła zbulwersowana ze spaceru w tej okolicy, wskazuje na potencjalną przyczynę. – Widać wyraźnie, że przyczyną był grill, który leżał tam przewrócony. Dodam, że obok siedziały dwie grupy też robiące grilla – zauważyła pani Anna.

Stała praktyka

To drugi raz tej wiosny, kiedy płoną łąki i trawy w rezerwacie Jeziorka Czerniakowskiego. Pani Anna przesłała nam podobne zdjęcia z innego miejsca już 31 marca. – W tamten weekend napotkałam wypaloną połać traw w rezerwacie po stronie działek, bliżej wału. Na truchłach spalonych myszy polnych i ropuch pożywiały się wrony. Śmierdziało spalenizną.

Sprawdziliśmy w straży pożarnej. Jak nam powiedział Michał Konopka z wydziału prasowego, strażacy otrzymali ostatnio dwa zgłoszenia z okolic Jeziorka Czerniakowskiego. Najpierw 8 marca dwa zastępy straży pożarnej gasiły hektar palącej się trawy w okolicach Mostu Siekierkowskiego, a 5 kwietnia jeden zastęp gasił pół hektara trawy w okolicach Bernardyńskiej 16c.  

Podobne podpalenia zdarzają się w tym miejscu regularnie co roku na początku wiosny.

Areszt lub grzywna

Prawo zabrania palenia traw pod groźbą aresztu lub grzywny. Reguluje to ustawa o ochronie przyrody. Zgodnie z art. 124. tej ustawy „zabrania się wypalania łąk, pastwisk, nieużytków, rowów, pasów przydrożnych, szlaków kolejowych oraz trzcinowisk i szuwarów”, a zgodnie z art. 131 tej ustawy, „kto (…) wypala łąki, pastwiska, nieużytki (…) – podlega karze aresztu albo grzywny”.

Ponadto art. 30 ustawy o lasach wskazuje, że „w lasach oraz na terenach śródleśnych, jak również w odległości do 100 m od granicy lasu, zabrania się działań i czynności mogących wywołać niebezpieczeństwo, a w szczególności (…) m.in. wypalania wierzchniej warstwy gleby i pozostałości roślinnych”. Za podpalenia grożą sankcje: zgodnie z art. 82 Kodeksu wykroczeń – kara aresztu, nagany lub grzywny do 5 tys. zł, a zgodnie z art. 163. par. 1 Kodeksu karnego (kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać pożaru) – kara pozbawienia wolności od roku do lat 10. 

Wypalanie traw powoduje, że do atmosfery trafia szereg trujących związków chemicznych. Niszczone są też miejsca lęgowe gatunków zwierząt gnieżdżących się na ziemi i w krzewach.

Potrzebny stały strażnik

Anna Tryc-Bromley zwraca uwagę, że pożary traw to nie pojedynczy incydent, lecz naturalna konsekwencja braku opieki nad rezerwatem. Mówi: – Przekonałam się będąc mieszkanką Sadyby, że udostępnianie rezerwatów przyrody w mieście, przez stworzenie ścieżek do biegania i jeżdżenia na rowerach powoduje, że ludzie zaczynają się pojawiać tłumnie i w przypadku Rezerwatu Jeziorko Czerniakowskie w Warszawie, traktują go gorzej niż park. Palą grille, ogniska, puszczają głośną muzykę, śmiecą, a niektórzy wjeżdżają samochodami. To musi się skończyć.

Jak twierdzi pani Anna, rozwiązaniem może być powołanie czynnego strażnika. – Rezerwat w mieście musi mieć czynnego strażnika, aby reagował na to, co się dzieje. Przykładem jest londyński Wetland Center, który działa, ludzie go nie rozdeptują, prowadzone są zajęcia edukacyjne, można też obserwować ptaki.  Obawiam się, że tych wkrótce nad Jeziorkiem Czerniakowskim nie będzie – przewiduje pani Anna.

Teren rezerwatu podlega Zarządowi Zieleni. Czekamy na jego reakcję.


Czytaj dalej

Kompleks biurowców na przedpolu Jeziorka Czerniakowskiego wziąż żyje

Kompleks biurowców na przedpolu Jeziorka Czerniakowskiego wziąż żyje

Projekt zabudowy biurowej na przedpolu Jeziorka Czerniakowskiego wciąż żyje. Deweloper opublikował nową wizualizację i komunikat dla prasy.

 

W raporcie o warszawskich inwestycjach, który był rozdawany na francuskich targach, można było znaleźć nową wizualizację projektu zwanego Czerniaków Libretto. Co ciekawe, nie ma już na niej dwóch strzelistych wież, które były dotąd cechą charakterystyczną projektu. W połowie stycznia 2019 roku powstanie tych wież wykluczyli miejscy urzędnicy, rozpatrując uwagi do projektu planu miejscowego dla obszaru Czerniaków Południowy.

Deweloper tak pisze o swoim projekcie w komunikacie prasowym, wydanym z okazji targów w Cannes:

„Przedstawiona na targach koncepcja urbanistyczna Czerniaków Libretto zakłada powstanie innowacyjnego i wielofunkcyjnego centrum dzielnicy na Dolnym Mokotowie. Bliskie sąsiedztwo centrum Warszawy (5km od Pałacu Kultury i Nauki), zurbanizowanych terenów oraz otwarcie w kierunku Jeziora Czerniakowskiego i okolicznych terenów rekreacyjnych zapewni wyjątkową jakość przestrzeni do życia i pracy.”

Nic więcej nie przedostało się do mediów. Inwestycja, która według ostatnich informacji miała ruszyć w 2018 roku i potrwać do 2022, nadal się nie rozpoczęła. Start projektu wstrzymuje zapewne brak planu miejscowego, który czeka na uchwalenie przez Radę Warszawy.


Czytaj dalej

Stara Sadyba zostanie odcięta od pieniędzy z budżetu partycypacyjnego?

Stara Sadyba zostanie odcięta od pieniędzy z budżetu partycypacyjnego?

Nowe zasady organizacji budżetu partycypacyjnego w Warszawie grożą zmarginalizowaniem słabiej zaludnionych części miasta. Jeśli zostaną przyjęte, stara Sadyba nie dostanie na inicjatywy mieszkańców ani grosza.

Pchli targ, pawilon międzypokoleniowy na Skwerze Ormiańskim i cykl zajęć fitness w plenerze – to trzy inicjatywy mieszkańców starej Sadyby, które zostaną zrealizowane na Sadybie w tym roku. Nie powstałyby gdyby nie budżet partycypacyjny. To on co roku zasila pieniędzmi rozwój tego zabytkowego osiedla i wielu innych osiedli w całej Warszawie.

Z właśnie konsultowanego projektu uchwały rady miasta wynika, że ten kurek z pieniędzmi może zostać wkrótce szczelnie zakręcony. Nie dla wszystkich. Zyskać mogą osiedla o intensywnej zabudowie, wypełnione blokami i kamienicami, a stracić – te z przeważającą zabudową jednorodzinną.

Uchwała rady miasta przewiduje – mówiąc w uproszczeniu – że mieszkańcy będą mogli głosować tylko na projekty ogólnomiejskie i ogólnodzielnicowe. Nie będzie możliwe podzielenie dzielnicy na mniejsze obszary. Zniknie zatem ubiegłoroczny podział Mokotowa m.in. na Stegny i Sadybę, czy Siekierki. Zniknie też osobny obszar głosowania, zwany w ostatnim roku „Miasto Ogród Sadyba”. Według nowych zasad projekty z Sadyby będą wówczas konkurowały o głosy mieszkańców z projektami zgłoszonymi w innych częściach Mokotowa – na Stegnach, na Służewie, na starym Mokotowie itd.

Willowe i rozproszone osiedla na straconej pozycji

Brak podziału dzielnicy na mniejsze obszary z własnymi pod-budżetami, powoduje, że mniej liczne osiedla takie jak willowa stara Sadyba będą stały z góry na straconej pozycji w stosunku do osiedli blokowych, posiadających dużą liczbę mieszkańców. Tak wynika z analiz, jakie portal Sadyba24.pl przeprowadził na wynikach głosowania z poprzedniego roku.

W naszej analizie zestawiliśmy ze sobą wszystkie projekty, które były głosowane w całej dzielnicy Mokotów w ubiegłym roku. Uporządkowaliśmy je pod względem zdobytych głosów.

Jak się okazało, najwięcej głosów w ubiegłym roku zdobyły projekty ze starego Mokotowa. Gdyby zrobić ranking dla całej dzielnicy, obszar ten zająłby dwanaście miejsc w pierwszej trzynastce. Aż siedem projektów ze Starego Mokotowa przekroczyło magiczny próg tysiąca głosów. W sumie na pierwszych 40 najpopularniejszych projektów w całej dzielnicy aż 19 (czyli prawie połowa!) pochodziło z tego właśnie okręgu.

Drugim obszarem, który brylował pod względem liczby głosów, były Stegny i Sadyba. Z tego rejonu pochodziła jedna czwarta z 40 najpopularniejszych projektów w skali dzielnicy (dokładnie 11). Nieźle wypadł także region Wierzbna i Wyględowa. Wprowadził 8 projektów do pierwszej 40-tki. Jeden projekt z 494 głosami przypadł w udziale Siekierkom i Augustówce.

Gdzie w tym rankingu najpopularniejszych zeszłorocznych projektów znalazły się projekty z Miasta Ogrodu Sadyba? Najlepszy z nich, pomysł pchlego targu z 485 głosami, uplasował się na ostatnim, czterdziestym miejscu.

Przepis do zmiany?

Zmiana zasad budżetu partycypacyjnego w Warszawie to konsekwencja przegłosowanej przez Sejm ustawy o samorządzie gminnym, wprowadzającej obowiązek organizowania budżetu we wszystkich miastach na prawach powiatu. Ustawa nie daje radom miast dowolności w podziale puli budżetowej. Nie pozwala im dzielić puli pieniędzy przewidzianej dla jednostek niższego rzędu (w Warszawie są to dzielnice) na mniejsze obszary. Przypomniała ostatnio o tym Regionalna Izba Obrachunkowa, która zakwestionowała poprzednią bardziej liberalną uchwałę radnych stolicy.

Czy można jeszcze zmienić przepis o braku podziału wewnątrz dzielnicy i uratować rzadziej zaludnione osiedla Warszawy przed odcięciem pieniędzy? Pytanie to warto zadać przedstawicielom miasta, którzy prowadzą właśnie konsultacje społeczne projektu uchwały dotyczącej budżetu obywatelskiego w Warszawie. Spotkanie konsultacyjne odbędzie się we wtorek, 2 kwietnia o 18.00 w Centrum Komunikacji Społecznej, przy Senatorskiej 27. Uwagi można też wysłać mailem na adres  twojbudzet@um.warszawa.pl. Dokumenty będące przedmiotem konsultacji społecznych:  http://konsultacje.um.warszawa.pl/jaki_bedzie_budzet_obywatelski?fbclid=IwAR078ahaJmFeVDEFS39AOvwVcFCuAYwYQhGolFkgO2BddSra-FOQxpg8PNY


Czytaj dalej

Dzielnica zapłaci mieszkańcowi Sadyby za zniszczenie samochodu

Dzielnica zapłaci mieszkańcowi Sadyby za zniszczenie samochodu

Mieszkaniec Sadyby otrzyma od miasta odszkodowanie za szkodę wyrządzoną przez przydrożne drzewo. Czy to precedens, który zapoczątkuje pozwy mieszkańców o szkody z tytułu nierównych chodników czy dziur w jezdni?   

 Latem 2017 roku mieszkający na Sadybie pan Przemek był świadkiem przykrego zdarzenia. W środku dnia, tuż po gwałtownej burzy z silnym wiatrem, na maskę jego samochodu spadł konar przydrożnej brzozy i zrobił kilka wgnieceń. Pojazd stał przed domem na ulicy Zelwerowicza, tuż obok drzewa rosnącego na trawniku.

Po zrobieniu kilku zdjęć na dowód swoich racji, pan Przemek pojechał do urzędu dzielnicy Mokotów, aby zgłosić wniosek o odszkodowanie. Sprawa okazała się jednak trudniejsza niż myślał. PZU, w którym ubezpiecza się urząd miasta, wprawdzie przyznał odszkodowanie na kwotę tysiąca złotych, ale urząd dzielnicy się od tej decyzji odwołał. W uzasadnieniu zastępca naczelnika jednego z dzielnicowych wydziałów powołał się na ocenę swojego pracownika. Ten po przybyciu na miejsce zdarzenia miał uznać, że drzewo jest w dobrym stanie, a zawiniły złe warunki pogodowe. Jak twierdzi Sadybianin, decyzji urzędnika nie towarzyszyła jednak żadna oficjalna ekspertyza, podbita pieczątką osoby z uprawnieniami dendrologa. Z pisma zastępcy naczelnika miało nie wynikać nawet jak ten pracownik się nazywał i jakie miał kompetencje do tego, by fachowo ocenić przyczynę zajścia.

– Odwoływałem się – mówi pan Przemek. – Kiedy jednak znaleziony przeze mnie w Internecie dendrolog podał mi wysoką stawkę za swoją ekspertyzę, uznałem, że gra nie jest warta świeczki. I odpuściłem – dodaje.

Co się odwlecze

Sprawa powtórzyła się po półtora roku. W styczniu 2019 znów miała miejsce wichura nad Sadybą i znów z pobliskiej brzozy spadła gałęź. Tym razem w tym samym miejscu uszkodzeniu uległ samochód ojca narzeczonej. Skala uszkodzenia nie była duża – ot, zwykłe zarysowanie. Pan Przemek nie dał jednak za wygraną i znów pofatygował się do urzędu dzielnicy Mokotów. Uznał, że tym razem nie ustąpi. Brzoza uschła bowiem jeszcze bardziej i przy braku jakiejkolwiek reakcji ze strony dzielnicy stwarzała realne zagrożenie powtórzenia się podobnych szkód w przyszłości.

Na szczęście dla mieszkańca Sadyby, urzędnicy mieli w swoich aktach zarejestrowane zgłoszenie wypadku z tego samego miejsca sprzed półtora roku. To przeważyło. Wniosek o odszkodowanie tym razem rozpatrzono ekspresowo. I pozytywnie. Panu Przemkowi przyznano – z tytułu tzw. franszyzy redukcyjnej – kwotę 500 złotych – taką, o jaką zabiegał.

To nie wszystko. Z polisy Warszawskiego Programu Ubezpieczeniowego w zakresie ryzyka odpowiedzialności cywilnej ogólnej pokryto resztę kosztów odszkodowania ponad poziom 500 złotych.

Pas drogowy ulicy gminnej

W uzasadnieniu uchwały z 13 marca 2019 zarząd dzielnicy Mokotów uznał za zasadne wypłacenie odszkodowania za „zniszczenie samochodu przez wyłamaną gałęź z drzewa rosnącego w pasie drogowym ulicy gminnej”. Potwierdził tym samym swoją odpowiedzialność nie tylko za ulicę, ale także za przyległy pas zieleni. Istotne, że był to pas zieleni przy ulicy gminnej – niektóre ulice w mieście „należą” bowiem do Zarządu Dróg Miejskich i wtedy to ZDM, a nie dzielnica, rozpatruje skargi mieszkańców. W gestii ZDM leżą drogi powiatowe, wojewódzkie i krajowe, z wyjątkiem dróg ekspresowych i autostrad. Na Sadybie drogami powiatowymi są św. Bonifacego (między Sikorskiego a Powsińską) i Nałęczowska (między Powsińską i Sobieskiego), a drogami wojewódzkimi – Powsińska (od Idzikowskiego do Augustówki) i Sobieskiego (od Al. Wilanowskiej do Dolnej). Pozostałe drogi na Sadybie to ulice gminne, podlegające dzielnicy Mokotów.

Burmistrz Mokotowa, Rafał Miastowski wskazał w uzasadnieniu swojej decyzji, skąd bierze się odpowiedzialność dzielnicy. W uchwale czytamy:

Zgodnie z § 9 pkt 1 uchwały nr XLVI/1422/2008 Rady  Miasta Stołecznego Warszawy z dnia 18 grudnia 2008 r. w sprawie przekazania dzielnicom m. st. Warszawy do wykonywania niektórych zadań i kompetencji m.st. Warszawy (Dz. Urz. Woj. Maz. z 2016 r. poz. 6725) zarządca terenu ma obowiązek utrzymania, ochronę i eksploatację zieleni oraz terenów zieleni położonych na obszarze dzielnicy oraz zgodnie z art. 415 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. kodeks cywilny (Dz.U. z 2017 r. poz. 459 z późn.zm.) ”kto z winy swojej wyrządził drugiemu szkodę zobowiązany jest do jej naprawienia”.

– Czy jestem zadowolony z załatwienia sprawy? Zobaczymy, jak przyjdzie odszkodowanie. Na razie pieniędzy jeszcze nie dostałem – mówi Sadybianin. Pan Przemek dostrzega jednak również pozytywne aspekty zdarzenia. – Cieszę się z tego, że urząd dzielnicy Mokotów zajął się wreszcie źródłem problemu. Jak się dowiedziałem, urzędniczka z dzielnicy Mokotów wystąpiła z wnioskiem do konserwatora zabytków o wycięcie zeschniętego drzewa.


Czytaj dalej

Kolor jest kobietą – nowa wystawa na Zielonej

Kolor jest kobietą – nowa wystawa na Zielonej

Nowa sadybiańska galeria przy Zielonej zaprasza na wystawę malarstwa Adriany Peraj. Jak zachwalają organizatorzy, prace artystki znajdują nabywców zanim powstaną.

Galeria Zielona 39 wraca z nową wystawą. Od 16 marca w zaadaptowanych piwnicach starej kamienicy można oglądać obrazy Adriany Peraj.

Artystka jest absolwentką wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie studiowała architekturę wnętrz. Jak dowiadujemy się na profilu organizatorów na Facebooku, dyplom magisterski realizowała w pracowni meblarstwa. Malarstwem zajmuje się od czasów studiów, kiedy to w pracowni profesor Anny Szewczyk, w ramach zaliczenia semestralnego, zrealizowała niewielki cykl obrazów, który został wysoko oceniony oraz… w całości później sprzedany. Od tej chwili prace powstające na uczelni były sprzedawane regularnie, a w ostatnim semestrze wszystkie miały klientów, zanim zostały namalowane. 

Jak informują organizatorzy wystawy, artystka zrealizowała dotąd ponad trzydzieści obrazów. Każdy z nich nosi w sobie pierwiastek kobiecości, bardzo charakterystyczny dla stylu malarki. Prace wyróżnia wysublimowana kolorystyka oraz nietypowe, niekiedy zaskakujące połączenie barw, które w rezultacie dają wrażenie spójności, dopełniają się.

Wystawa artystki będzie czynna przy Zielonej 39 w godzinach 18.00-20.00 do 30 kwietnia 2019. Wstęp wolny.


Czytaj dalej

Chciałabym być niewidzialnym ptakiem

Chciałabym być niewidzialnym ptakiem

Mówi o sobie „dyżurna staruszka”. Kilka lat temu na lokalnym festiwalu ogłoszono ją Sadybianką Roku. 87-latka z niespożytą energią opowiada nam, skąd się wzięła i dlaczego mimo gorszego zdrowia wciąż czuje się dobrze mieszkając na Sadybie. A my próbujemy dociec, co sprawia, że obserwuje ją na Facebooku kilkadziesiąt sąsiadek w wieku jej córki i kolejne pół tysiąca znajomych.

Umawiamy się w jej mieszkaniu, na wschodniej Sadybie. Otwiera uśmiechnięta, zaprasza do salonu. Porusza się wolno, przytrzymuje się ścian, widać, że ruch sprawia jej trudność. W tle słychać głośne dźwięki telewizji dochodzące z sąsiedniego pokoju. Telewizja gra, bo dziś akurat dzieje się coś ważnego – przez Warszawę przechodzi manifestacja. – Jeszcze spokojnie – komentuje gospodyni. Mimo widocznego podekscytowania, pani Iza wyłącza telewizor. Nie mam wątpliwości, że kiedy wyjdę, telewizor wróci do łask. – Wieczorem jeszcze będzie Szkło kontaktowe – rzuca niejako na potwierdzenie.

– Przyjechali. Ona – piękna dziewczyna – Izabela wspomina wczorajsze spotkanie. Wczoraj odwiedził ją prawnuk, po raz pierwszy z narzeczoną. Z daleka, z Zamościa. Czasem życie samotnej wdowy urozmaici ktoś z rodziny lub znajomych, kto wpadnie z umówioną wizytą. Jutro Iza sama idzie z wizytą – piętro wyżej, do sąsiadów. – Kuba ma jutro urodziny. Muszę upiec jego ulubione ciasto – mówi. Choć nieco kręci się jej w głowie i drżą dłonie, nie rezygnuje z pieczenia. – Nie mogę ich zawieść – komentuje.

Jaśnie panienka

Izabela Płatkowska urodziła się w 1931 roku na południu Polski, nad Bugiem, blisko obecnej granicy z Ukrainą. Do dwunastego roku życia wychowywała się na wsi, w 800-hektarowym majątku. Do dziś pamięta piękny duży ogród, lokaja Jana, służbę, kobiety pracujące boso w błocie. I jeszcze 32 konie fornalskie. Do tego cztery konie do powozu, jeden mamy pod siodło i mały, który należał do niej. Jej ciało wciąż pamięta silny zapach koni i dotyk ulubionych drzew w ogrodzie.

Mama Izabeli – Szwajcarka – poznała tatę w ośrodku leczniczym w Davos. Ona tam pracowała, on przyjechał na kurację. Zainspirowana życiem w prawdziwym pałacu, ożeniła się i wyjechała za mężem do Polski.

Szwajcaria przewija się w życiu Izabeli do dziś. Jeszcze do niedawna regularnie odwiedzała swoją siostrę, która tam mieszka. Mimo beztroskiego dzieciństwa w pałacu ze służbą, Szwajcaria nie jest jednak dla Izabeli synonimem bogactwa i szczęścia. We wrześniu 1939 udało jej się uciec z majątku wraz z rodzicami. Uciekała przed bolszewikami. Bryczką, końmi, nocą, po bitwie, przez lasy. Byle dalej na Zachód.  Do końca życia nie zapomni pola bitwy z martwymi napuchniętymi końmi, o nogach sterczących ku niebu. Po kilku tygodniach, gdy bolszewicy cofnęli się za Bug, wróciła do domu, z którego nic nie zostało. W małej przybudówce mieszkała z rodzicami do 1943 roku, gdy znów musiała uciekać, tym razem przed bandami UPA, do krewnych w Szczawnicy. Jesienią 1944 Niemcy wywieźli ją na przymusowe roboty.

Wraz z końcem wojny w 1945 pani Iza wyjechała do rodziny w Szwajcarii. Świat nie zmienił się jednak dla niej radykalnie. Starsza siostra matki, która dobrze wyszła za mąż, wysłała 14-letnią dziewczynę do szkoły z internatem. Surowy wychów bardzo dał się nastolatce we znaki. Nie widziała żadnych atrakcji poza szkołą. W żeńskiej szkole nie było też chłopców, ani okazji do tego, by ich choćby zobaczyć. Nie mogła jednak narzekać. Kształciła się w dobrej wysokopłatnej szkole, nie musiała od razu iść do pracy. Po pierwszej szkole prowadzonej przez siostry zakonne była następna. Też w Szwajcarii i też zamknięta.

Wraz z końcem wojny w maju 1945, po wyzwoleniu przez Francuzów, Izabela z mamą i urodzoną w Niemczech siostrą dostały się do rodziny w Szwajcarii. Ojciec pozostał w Niemczech, gdyż okupacyjne władze francuskie zleciły mu zorganizowanie i prowadzenie służb specjalnych opieki nad byłymi więźniami i robotnikami przymusowymi. W Szwajcarii mamę wraz z córkami przygarnęła starsza siostra matki z mężem, bezdzietni, zamożni.

Ciotka wysłała 14-letnią dziewczynę do szkoły z internatem. Surowy wychów bardzo dał się nastolatce we znaki. Nie widziała żadnych atrakcji poza szkołą. W żeńskiej szkole nie było też chłopców, ani okazji do tego, by ich choćby zobaczyć. Nie mogła jednak narzekać. Kształciła się w dobrej szkole. Po pierwszej szkole prowadzonej przez siostry zakonne była następna. Też w Szwajcarii i też zamknięta. W tej drugiej zdała maturę. 

Ptak w czapce niewidce

– Dziś byłam we Włoszech – przerywa opowieść, obwieszczając zagadkowo. I zaraz dodaje – W Perugggi mszę odprawiał wspaniały ksiądz. Mówił spokojnie, prosto, ciepło. W Peruggi miałam studiować jako młoda dziewczyna prosto po szkole z internatem, na rok chciała mnie tam wysłać starsza siostra mojej mamy. Ale wybrałam pracę au pair w Anglii. Nie chciałam ciągle być wdzięczna cioci. Taki bunt nastolatki! Teraz trochę żałuję. Trzeba było ciocię naciągnąć. Ale to dawno było. Dziś zostają mi tylko cotygodniowe wizyty we Włoszech – mówi pani Iza. – Przed telewizorem w RAI – wyjaśnia.

Włochy były dla Izy szansą, ale to Anglia ją zmieniła. Wróciła stamtąd odmieniona. – Chciałam wreszcie sama o sobie decydować. Nie być już zależna od bogatej ciotki.

W Szwajcarii, jako cudzoziemka, mogła dostać pozwolenie tylko na pracę fizyczną. Była więc salową w szpitalu, sprzątaczką w biurach…. Któregoś razu w Tygodniku Powszechnym, który przesyłali krewni z Polski, przeczytała pamiętne słowa. Antoni Gołubiew pisał, że Polska leży nad Wisłą i że nad Wisłą trzeba dla Polski pracować. W 1956 pojechała więc do Polski na dwa miesiące z  wizytą do krewnych. Zamieszkała w wynajętym pokoiku na Krakowskim Przedmieściu u dziennikarki Ekspresu Wieczornego.  (Do swoich stron rodzinnych nie mogła nawet pojechać – tak stanowiły ostre przepisy reformy rolnej). Razem chodziły na protesty, pod ambasadę węgierską, pod Politechnikę…. W 1959 wróciła na stałe i dostała pracę jako czterojęzyczna maszynistka w Animeksie. Tam poznała przyszłego męża. Pobrali się w 1963.

Rok później podjęła pracę tłumaczki, głównie polsko-niemieckiej. Pracowała najchętniej w kabinie. Nieźle zarabiała. Jako tłumaczka zaczęła jeździć po świecie. Ale jak to w pracy: lotnisko, sala konferencyjna, lotnisko. Gdzie była? Łatwiej jej powiedzieć, gdzie nie była i gdzie jeszcze zamierza pojechać. – Chciałabym być kiedyś ptakiem, ale z czapką niewidką. Bo na pewno będzie jakiś ptak o wiele większy ode mnie i on będzie dominował. A jak będę ptakiem z czapką niewidką, to polecę na Martynikę. W sumie do odwiedzenia mam 12 miejsc. Egina, Bornhom, Majorka, Malta, Gozo, Gran Canaria. To sześć. A gdzie się podziało pozostałe sześć? Zapominałam. O, mam, bardzo bym jeszcze chciała pojechać na wyspy eolskie przy Sycylii.

Każde z tych miejsc to przyczynek do spontanicznej opowieści o dalekich stronach i emocjonalnych spotkaniach. Sycylia to dyrektor festiwalu teatralnego, któremu pomagała w tłumaczeniach. Martynika rodzi skojarzenie z czarnoskórym mechanikiem z tego kraju, który przyjechał niegdyś do Polski, instalować skomplikowaną technicznie maszynę. Izie wyraźnie świecą się oczy na samo wspomnienie – czy chodzi o mechanika czy zamorski kraj, trudno dociec. Jest też Egina – grecka wyspa, której nazwa pochodzi od nimfy Aiginy, córki boga Asoposa. Jeśli wierzyć mitologii, nimfa została porwana przez Zeusa i zabrana właśnie w to miejsce. I znów w tle przewija się jakiś silny mężczyzna, choć mitologiczny.

– Miałam męża. Niestety, zmarł za wcześnie – prostuje pani Iza. – Ale to prawda, praktycznie nie widziałam mężczyzn, póki nie skończyłam 28 lat – tłumaczy bez zażenowania.

Pionierka

Pierwsze podejście do Sadyby było w roku 1979. Po śmierci męża i sprzedaniu wspólnego mieszkania na Willowej w centrum miasta, Izabela chciała kupić domek na Sadybie, na Kąpielowej. W dniu, w którym Iza miała podpisać umowę kupna, właścicielka domu – po naradzie z rodziną – podniosła cenę dwukrotnie. Izabela zrezygnowała. Szybko kupiła kawalerkę na Bruna i równie szybko parter domu na rogu Zacisznej i Rabczańskiej. Zdewastowane mieszkanie remontowała przez dwa lata. – Potrzebowałam czegoś własnego, przy ziemi – mówi. – Na Sadybie miałam wreszcie swój własny kąt.

Wprowadziła się na jesieni 1981. Wokół gruntowe, „piaskowe” ulice („era kostki Bauma nastała we wczesnych latach 2000”), za parkanem pekin – tak nazywano wtedy kamienice z gminnymi lokatorami. Przy Goraszewskiej stał właśnie co wzniesiony kościół. Dalej był spożywczy przy Zielonej i komis z meblami przy Okrężnej w miejscu obecnego Carrefour Express. Tam gdzie dziś jest NABO działał sklep spożywczy.

Z tamtych czasów Izabela żywo wspomina lokalnego pijaczka i rząd półlitrówek, które u niego przehandlowała za kilkadziesiąt litrów ropy do samochodu dowożącego dary. Wielki przyjaciel, osiemdziesięcioletni murarz, sławny Pietrek Osuch, „rzucił” jej też „baranka” na elewacji domu. Z ówczesnym proboszczem sadybiańskiej parafii jeździła do malarki  uzgodnić szczegóły obrazu św. Tadeusza Judy, pomagała nawiązywać kontakty z niemiecką parafią w Mayer przy granicy z Luksemburgiem. Organizowała paczki żywnościowe dla wiernych. Miała też sąsiadkę z góry, z którą dzieliła jedną linię telefoniczną. Tak było 30 lat temu.

Sieciowa aktywistka

Dziś życie codzienne Izabeli niewiele różni się od życia wielu seniorów mieszkających samotnie i mających problemy z poruszaniem się. Stan zdrowia nie pozwala jej robić wiele więcej ponad mieszkanie w czterech ścianach. Właśnie wystawiła na sprzedaż swojego Volkswagena Golfa z dużym przebiegiem i długą historią (pierwsza rejestracja: 1991), który wciąż jest sprawny, po przeglądach, z ważnym ubezpieczeniem. Nie będzie już jeździć samochodem. Dziś za samochód służy chodzik.

„Dyżurna staruszka”, jak sama się lubi nazywać, nie odpuszcza niedzielnej mszy w telewizji. Niedzielna transmisja to święto, obowiązkowy punkt programu. Nie chodzi tylko o religijny rytuał. Telewizor to okno na świat. Szeroki świat.

Jest i drugie okno. Nazywa się Facebook. Izabela codziennie komentuje tamtejsze wiadomości. Raz pochwali znajomych za ciekawą inicjatywę. Innym razem poprosi o pomoc, bo nie może wstawić zdjęcia lub udostępnić ogłoszenia. Albo zachęci do akcji charytatywnej na rzecz uczniów podstawówki z jej rodzimej wsi. Kiedy dzieje się coś ciekawego w okolicy – spotkanie autorskie, koncert, warsztat – nie waha się poprosić dobre dusze o podwiezienie. – Bywam na imprezach, ale nie lubię grupy, stąd może nie chodzę na Uniwersytet Trzeciego Wieku.

Wszędzie jej pełno. Polubia, komentuje, udostępnia. Ale Facebook to dla niej nie tylko nowsza wersja telewizora. To też miejsce do głoszenia publicznych manifestów. Pisanych prosto, od serca. Jak ten z listopada ubiegłego roku. – Mój ojciec, ur. 1899, miał 19 lat gdy nastała Polska. Żył tym, a nasz dom był pełen radości ojca. Żaden wójt, starosta, wojewoda czy prezydent, żadna partia nie była nam potrzebna, by się cieszyć Polską. Jako dziecko dumna byłam z małej, papierowej chorągiewki, z przejęciem czytałam „Skarby”, książkę w której Żurakowska pisze, że dla Wolnej Polski trzeba nawet dom poświęcić.

Sprawnie obsługuje Facebooka, emaila, faks a nawet WhatsAppa, ale sercem mieszka w latach 30-tych. Nowoczesna i staroświecka zarazem. Pogodna i tolerancyjna, choć mówi jasno, co myśli.

– Przydałby się ktoś, kto by co jakiś czas przyszedł naprawić karnisz czy żarówkę w żyrandolu. Albo gdzieś podwiózł. Choćby do sklepu. Ostatnio przeszłam się chodzikiem do sklepu na Okrężną i dwa razy okazało się, że był zamknięty. Niby nic. Ale pokonanie nierównych chodników na tak długiej trasie to jak cała seria wstrząsów mózgu. I to na własne życzenie!

Zwyczajna Sadybianka

– Dlaczego mnie nazwali Sadybianką Roku? Nie wiem. Niczym specjalnie się nie wyróżniam, żyję zwyczajnie – mówi Iza, nieco speszona.


Czytaj dalej

Chaos z opłatą za wieczyste. Płacić do końca marca czy nie?

Chaos z opłatą za wieczyste. Płacić do końca marca czy nie?

– Niektóre gazety i wy mówicie, że z płaceniem można poczekać do końca lutego przyszłego roku, a urząd dzielnicy Mokotów, że jednak trzeba do końca marca tego roku. To płacić teraz czy nie? – pyta jeden z naszych czytelników, zdezorientowany sprawą przekształcenia wieczystego użytkowania na własność. Tłumaczymy.

W związku z przekształceniem wieczystego użytkowania we własność czytelnicy naszego portalu proszą nas o jasną odpowiedź, czy powinni płacić roczną stawkę podatku do końca marca tego roku. Z tym samym problemem spotkała się radna dzielnicy Mokotów, Monika Czerniewska. W oficjalnej interpelacji do zarządu dzielnicy przyznała, że nie wie, jak odpowiedzieć interesantom w tej sprawie. Problem sformułowała następująco: „Gdy ktoś złożył wniosek do urzędu dzielnicy o przekształcenie użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości, to płaci w bieżącym roku podatek od użytkowania wieczystego czy nie? (przecież z automatu w bieżącym roku stał się właścicielem!)”

Aby rozwiać wątpliwości sięgnęliśmy do oświadczeń, które dokładnie w tej sprawie opublikowali w ostatnich dniach urzędnicy – wiceburmistrz Mokotowa, Jan Ozimek (który powołuje się na pismo swojego zwierzchnika, Wiceprezydenta Warszawy, Roberta Soszyńskiego z 20 lutego 2019) oraz Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju (w zestawie pytań i odpowiedzi na stronie internetowej urzędu).

Wiceburmistrz Mokotowa: uzasadnione jest zapłacić

W odpowiedzi na interpelację dzielnicowej radnej Moniki Czerniewskiej, wiceburmistrz Mokotowa Jan Ozimek stwierdził, że „uzasadnione jest” zapłacić podatek od wieczystego użytkowania do 31 marca 2019, jeśli do tego terminu nie dostaniemy od urzędu dzielnicy zaświadczenia o przekształceniu. Dlaczego? Otóż dopiero uzyskanie takiego zaświadczenia jest dowodem na to, że nie ma formalnych przeszkód do przekształcenia i że takie przekształcenie nastąpiło z mocy prawa. Pamiętać należy bowiem, że nie każdy grunt automatycznie ulega przekształceniu we własność. Automat działa tylko w przypadku gruntów mieszkaniowych, które spełniają warunki ustawy. Tym samym po 1 stycznia 2019 roku nadal istnieć będą grunty, które nie kwalifikują się do przekształcenia – od nich wciąż będzie pobierana roczna opłata za wieczyste użytkowanie.

W piśmie z 5 marca tego roku, Jan Ozimek tłumaczy to następująco: – Złożenie wniosku do Urzędu Dzielnicy Mokotów o przekształcenie prawa wieczystego gruntu w prawo włąsności nie powoduje automatycznego wydawania zaświadczeń o przekształceniu z mocy prawa. Każda nieruchomość gruntowa objęta jedną księgą wieczystą musi być uprzednio przebadana pod kątem spełniania przesłanek wynikających z art. 1 ust. 2 ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. o przekształceniu prawa użytkownika wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własnośći tych gruntów (Dz. U. z 2018 r. poz. 1716 ze zm.).

Wiceburmistrz Ozimek powołuje się dodatkowo na wykładnię swojego zwierzchnika, którą wiceprezydent Warszawy, Robert Soszyński – po konsultacji ze skarbnikiem miasta – przesłał do realizacji wszystkim burmistrzom dzielnic. W wykładni czytamy: „Mając na uwadze (…) konieczność dbania o interes mieszkańców miatsa, zasadne wydaje się informawanie ich, iż w przypadku gdy przed dniem 31 marca 2019 r. nie otrzymają zaświadczenia potwierdzającego przekształcenie prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości, uzasadnione jest wniesienie opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego w dotychczasowej wysokości z zastrzeżeniem możliwości przeksięgowania wpłaconej kwoty na poczet opłaty przekształceniowej w przypadku wydania zaświadczenia w późniejszym terminie.”

Jakby co, będą przeksięgowania

Wiceprezydent Soszyński namawia zatem mieszkańców do płacenia podatku w dotychczasowej wysokości. Jeśli okaże się, że dostaniemy zaświadczenie po 31 marca 2019, wówczas wpłacony podatek będzie można przeksięgować na poczet opłaty przekształceniowej.

Soszyński podaje również w swoim piśmie do burmistrzów, jak takie przeksięgowanie będzie wyglądać.

„1. W przypadku zapłaty na rzecz miasta, przez byłego użytkownika wieczystego opłaty za użytkowanie wieczyste w 2019 r. warunkiem jej przeksięgowania i zaliczenia na opłatę przekształceniową będzie uzyskanie przez mieszkańca zaświadczenia potwierdzającego przekształcenie oraz złożenie dyspozycji przeksięgowania zapłaconej opłaty;

2. W przypadku zgłoszenia przez byłego użytkownika wieczystego zamiaru uiszczenia wpłaty jednorazowej warunkiem przeksięgowania wcześniej wpłaconej opłaty rocznej będzie złożenie dyspozycji jej przeksięgowania;

3. W przypadku powstania nadpłaty po dokonaniu rozliczenia przypisanych należności i wpłat dokonanych przez mieszkańca, zwrot nadpłaty dokonywany jest na wniosek osoby wpłacającej;

4. W przypadku powstania nadpłaty po dokonaniu roziczenia przypisanych należności i wpłat przekazanych przez mieszkańca, brak jest podstaw naliczania odsetek przy dokonywaniu zwrotu, chyba że zwrot następuje na wniosek mieszkańca z przekroczeniem terminu.”

Z powyższych wyjaśnień wiceburmistrza Ozimka i wiceprezydenta Soszyńskiego wynika, że osoba, która do niedawna wniosiła roczne opłaty za użytkowanie wieczyste raczej powinna wpłacić taką opłatę ponownie do 31 marca 2019 roku, jeśli nie otrzymała jeszcze zaświadczenia o przekształceniu.

Ministerstwo: Dopiero zaświadczenie daje pewność przekształcenia

Stołeczni urzędnicy nie wspominają nic o tym, co się stanie, jeśli – mimo braku zaświadczenia do 31 marca 2019 – nie wpłacimy opłaty rocznej w dotychczasowej wysokości, licząc że zaświadczenie o przekształceniu przyjdzie po tym terminie. Dobrze tłumaczy ten przypadek Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju na swojej stronie internetowej. Z tłumaczenia resortu, które publikujemy poniżej w całości, wynika, że jeśli spełnią się nasze przewidywania co do późniejszego otrzymania zaświadczenia, wówczas termin na wpłacenie opłaty przekształceniowej za rok 2019 minie nam dopiero – wyjątkowo – 29 lutego 2020 roku. W tej sytuacji – nawet jeśli otrzymamy zaświadczenie na przykład w listopadzie 2019 i wtedy uregulujemy należność za przekształcenie – nadal nie będziemy zalegać dzielnicy z opłatami za rok 2019. Takie podejście może być właściwe, jeśli chcemy przekształcić swój grunt, wpłacając należność jednorazowo i korzystając przy tym z hojnych bonifikat. Opłata po 98% bonifikacie będzie bowiem znacznie mniejsza od opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste w dotychczasowej wysokości.

Zwlekanie z płatnością wobec urzędu dzielnicy do momentu otrzymania zaświadczenia (w tym po 31 marca 2019) może zatem być sensownym wyborem, który nie uczyni z nas dłużników wobec gminy. Jest tylko jedno ale – zakładamy, że zaświadczenie późno, ale jednak przyjdzie. Jeśli tak się nie stanie (ponieważ – w wyniku analizy w urzędzie dzielnicy – nasza nieruchomość okaże się nie spełniać warunków przekształcenia zapisanych w ustawie), wówczas zwlekając z wpłatą, od 31 marca 2019 stajemy się dłużnikami gminy i rosną nam odsetki od niewpłaconej na czas opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste.

Zgodnie z zapowiedzią, wyjaśnienia ministerstwa zamieszczamy w całości poniżej.

Czy przed wydaniem zaświadczenia o przekształceniu prawa do gruntu mogę wnieść jednorazową opłatę przekształceniową?

Zaświadczenie jest dokumentem potwierdzającym przekształcenie prawa do gruntu, więc dopiero wydanie takiego zaświadczenia przez organ pozwala jednoznacznie stwierdzić, że dana nieruchomość podlega przekształceniu. Bez tego zaświadczenia nie mamy pewności co do obowiązku zapłaty za przekształcenie, ponieważ ustawa określa konkretne warunki, które muszą spełniać grunty, w stosunku do których prawa uległy przekształceniu we własność. Jeżeli zatem organ wyda zaświadczenie, a tym samym potwierdzi, że grunt uległ przekształceniu wówczas osoba, która była dotychczasowym użytkownikiem zobowiązana jest do wnoszenia rocznych opłat przekształceniowych. Zaświadczenie oprócz potwierdzenia przekształcenia będzie zawierać informacje o obowiązku wnoszenia rocznej opłaty przekształceniowej, wysokości i okresie wnoszenia tej opłaty. W treści zaświadczenia znajdziemy także informację o tym, że możemy na piśmie zgłosić zamiar wniesienia opłaty jednorazowej. Po otrzymaniu zgłoszenia organ ma 14 dni na poinformowanie nas, na jakie konto mamy wnieść opłatę, ile wynosi opłata jednorazowa i udzieli nam bonifikaty od tej opłaty, jeżeli obowiązuje uchwała w tym zakresie. Bonifikata od opłaty jest udzielana przez właściwy organ (wójta, burmistrza, prezydenta miasta), co oznacza, że nie można jej udzielić sobie samodzielnie.

Z przyjętej w ustawie chronologii wynika, że opłata przekształceniowa jednorazowa może zostać uiszczona dopiero po otrzymaniu zaświadczenia potwierdzającego przekształcenie i po zgłoszeniu na piśmie zamiaru jej wniesienia. Dopiero bowiem po wydaniu zaświadczenia mamy pewność, że opłata jest należna, jaka jest jej wysokość oraz w jakim terminie i na jakie konto mamy wnieść tę opłatę, a także umożliwimy organowi udzielenie nam bonifikaty.

Wniesienie opłaty przed wydaniem zaświadczenia nie jest jednak wykluczone, ale w takim przypadku nie mamy pewności, czy grunt się przekształcił, jaką kwotę wnieść i na jakie konto. Najlepiej zatem w takich przypadkach wcześniej skonsultować decyzję o wniesieniu opłaty jednorazowej przed wydaniem zaświadczenia z urzędem gminy właściwym ze względu na położenie nieruchomości . Jeżeli organ dopuści taką praktykę, możemy też zapytać, czy w przypadku wcześniejszego wniesienia opłaty jednorazowej złoży oświadczenie o odstąpieniu od dokonywania przez sąd wpisu roszczenia o opłatę w księdze wieczystej.

Kiedy i jak wpłaca się opłaty za przekształcenie prawa użytkowania wieczystego gruntu w prawo własności?

Przekształcenie dotyczy gruntów zabudowanych budynkami mieszkalnymi jednorodzinnymi lub mieszkalnymi wielorodzinnymi, w których co najmniej połowę liczby lokali stanowią lokale mieszkalne. Jeżeli zatem grunt spełnia przesłanki ustawy i zostanie objęty przekształceniem (co powinno zostać potwierdzone w zaświadczeniu potwierdzającym przekształcenie) to nowy właściciel gruntu jest zobowiązany do wnoszenia rocznych opłat przekształceniowych. Ustawa stanowi, że opłaty te wnosi się w terminie do 31 marca danego roku. Termin ten jednak nie odnosi się do opłaty przekształceniowej należnej za rok 2019. Z uwagi na przewidziany 12 miesięczny okres wydawania zaświadczeń potwierdzających przekształcenie, który upłynie z dniem 2 stycznia 2020 r. wprowadzono przepis przejściowy (art. 20 ust. 1), zgodnie z którym opłatę należną za rok 2019 wnosi się w terminie do 29 lutego 2020 r.

Ustawa o przekształceniu przewiduje również możliwość wniesienia opłaty jednorazowej. Nowy właściciel gruntu zgłasza właściwemu organowi zamiar jednorazowego wniesienia opłat przekształceniowych na piśmie. Właściwy organ informuje właściciela gruntu na piśmie o wysokości opłaty jednorazowej, w terminie 14 dni od dnia zgłoszenia zamiaru.

Natomiast zaświadczenie oprócz potwierdzenia przekształcenia powinno zawierać informacje o obowiązku wnoszenia rocznej opłaty przekształceniowej, wysokości i okresie jej wnoszenia. W zaświadczeniu właściwy organ informuje także o możliwości wniesienia opłaty jednorazowej oraz o zasadach jej wnoszenia. Opłata przekształceniowa powinna zostać uiszczona dopiero po otrzymaniu zaświadczenia potwierdzającego przekształcenie.

Kwestie dotyczące uzyskania bonifikaty od opłaty jednorazowej za przekształcenie prawa użytkowania wieczystego w prawo własności gruntu stanowiącego własność Skarbu Państwa w wysokości 60% zostały uregulowane w przepisie przejściowym (art. 20 ust. 2). Zgodnie z tym przepisem, jeżeli zaświadczenie potwierdzające przekształcenie zostało doręczone po dniu 31 grudnia 2019 r., osoby fizyczne objęte przekształceniem zamiar wniesienia opłaty jednorazowej w 2020 r. mogą zgłosić właściwemu organowi do dnia 1 lutego 2020 r. W przypadku wniesienia przez te osoby opłaty jednorazowej za przekształcenie w terminie do dnia 29 lutego 2020 r. przysługuje bonifikata od tej opłaty w wysokości 60%. Natomiast w odniesieniu do gruntów gminnych wysokość bonifikaty i szczegółowe warunki jej udzielenia określane są w uchwale rady gminy. W tej sprawie warto skontaktować się z samorządem właściwym ze względu na położenie nieruchomości.

Opłata przekształceniowa

Termin wpłaty pierwszej opłaty przekształceniowej będzie zależeć od terminu wydania zaświadczenia. Przepis art. 20 ust. 1 wyraźnie stwierdza, że opłatę należną za rok 2019 wnosi się w terminie do 29 lutego 2020 r., co oznacza, że za 2019 r. wnosi się opłatę przekształceniową, z tym że ustalony jest inny wyjątkowy termin do jej wniesienia. Opłata za 2019 r. może być wniesiona w 2019 r., jeżeli zaświadczenie zostanie wydane w 2019 roku. Za rok 2020 również obowiązuje wniesienie opłaty, z tym że już w terminie do 31 marca 2020. Zatem jeżeli właściciel będzie zwlekał z wniesieniem opłaty za 2019 r. może się zdarzyć, że w krótkim okresie będzie musiał wnieść dwie opłaty – za 2019 r. i 2020 r. Ustawa przewiduje możliwość ustalenia innego terminu na wniesienie opłaty przekształceniowej niż do 31 marca danego roku. Z tej możliwości będą mogły skorzystać osoby, które dostaną zaświadczenie w grudniu 2019 r., aby uniknąć płacenia dwóch opłat w krótkim okresie.

Źródło: https://www.miir.gov.pl/strony/zadania/gospodarka-nieruchomosciami/przeksztalcenie/


Czytaj dalej

Przedpola Jeziorka Czerniakowskiego idą pod zabudowę

Przedpola Jeziorka Czerniakowskiego idą pod zabudowę

W czwartek Rada Warszawy zdecyduje o losie pól leżących między rezerwatem Jeziorka Czerniakowskiego a Trasą Siekierkowską. Tereny na północ od Czerniakowskiej Bis czeka wielkorodzinna zabudowa.

Po 16 latach tworzenia i konsultowania, plan miejscowy dla Augustówki trafi wreszcie pod obrady Rady Warszawy. W czwartek, 7 marca, stołeczni radni najprawdopodobniej zatwierdzą powstanie czegoś, co można nazwać zupełnie nową dzielnicą mieszkaniową. W jej głównej części – na wschód od Czerniakowskiej Bis – mają powstać maksymalnie 5-kondygancyjne bloki z usługami, o wysokości do 17 metrów.

Kwartały apartamentowców będą niemal całkowicie zabudowane – maksymalna wielkość powierzchni biologicznie czynnej będzie bowiem wynosić tylko 25 procent. Tą główną częścią planu zainteresowany jest ponoć JW Construction. Jak deklarował wiceprezydent Michał Olszewski w poprzedniej kadencji stołecznego samorządu, to głównie pod naciskiem tego dewelopera ratusz zgodził się podzielić pierwotny plan miejscowy dla Augustówki na trzy części i skierować do szybkiego zatwierdzenia część pierwszą z terenami mieszkaniowymi.

Plan miejscowy dla Augustówki zakłada również nieco wyższe budynki niż 5-piętrowe bloki. Wzdłuż Trasy Siekierkowskiej planiści przewidzieli budynki usługowe oraz zabudowę wielorodzinną z usługami o wysokości od 3 do 6 kondygnacji. Ściana biurowców i apartamentowców wzdłuż trasy szybkiego ruchu ma sięgać 20-21 metrów.

Najbardziej łagodnie miejscy planiści podeszli do terenów na zachód od Czerniakowskiej Bis. W najbliższych okolicach rezerwatu Jeziorko Czerniakowskie przewidziano zabudowę jednorodzinną o maksymalnej wysokości 10 metrów (3 kondygnacje), nieco głębiej zaś zabudowę jednorodzinną z usługami o maksymalnej wysokości 12 metrów (i też 3 kondygnacji). Nad brzegami akwenu wpisano również tereny sportu i kultury o wysokości do 12 metrów (3 kondygnacje). Biologicznie czynne będzie 50% tych działek.

Zwolennicy środowiska i rekreacji też znajdą coś dla siebie. Na wysokości połowy Jeziorka Czerniakowskiego – między akwenem a trasą zwaną Czerniakowska Bis – ustanowiono ogromne tereny zielone. Park będzie miał aż 80% powierzchni biologicznie czynnej.


Czytaj dalej

Do końca roku znikną miejskie kopciuchy na Sadybie

Do końca roku znikną miejskie kopciuchy na Sadybie

Walka ze smogiem przybiera formę konkretnych deklaracji. Burmistrz Mokotowa zapowiedział zlikwidowanie wszystkich kopciuchów w dzielnicy do końca tego roku. Najbardziej zyska na tym stara Sadyba.

Walka ze smogiem, którą deklaruje stołeczny ratusz, zyskuje formę konkretnych zapowiedzi na poziomie dzielnic. W odpowiedzi na interpelację dzielnicowej radnej Kingi Wróblewskiej, burmistrz Mokotowa, Rafał Miastowski po raz pierwszy podzielił się planami dzielnicy wobec tzw. kopciuchów.

Kopciuchy do wymiany

– Zakład Gospodarowania Nieruchomościami w Dzielnicy Mokotów planuje wymienić w 2019 wszystkie czynne piece bezklasowe tzw. „kopciuchy” na piece spełniające wymogi ekoprojektu – zadeklarował Miastowski. – Koszt wymiany to 100.000 złotych – dodał.

Pewnym zaskoczeniem jest bardzo mała liczba gminnych kopciuchów, którą podał zarządca dzielnicy. Jak stwierdził, na całym Mokotowie działają tylko cztery – przy ulicach: Czeczota 17, Ursynowska 30, Jodłowa 28, Goraszewska 21. Dwa ostatnie adresy znajdują się na starej Sadybie. Na ich likwidacji Sadyba zyskałaby więc najbardziej.

– Pozostałe budynki – oświatowe, instytucji kultury, urzędu Dzielnicy Mokotów – nie posiadają ogrzewania na paliwa stałe – dodaje burmistrz.

Liczenie pieców

Informacja burmistrza Mokotowa o liczbie czynnych kopciuchów kłóci się z informacjami, które zaledwie dwa tygodnie wcześniej przekazali nam rzecznicy: dzielnicy i ZGN Mokotów. Najpierw na początku lutego rzeczniczka dzielnicy Mokotów, Monika Chrobak-Brudzińska podała, że „po uzyskaniu informacji od administratorów (…) w zasobach miasta, którymi administruje ZGN Mokotów czynne są 3 piece wysokoemisyjne. Znajdują się one pod adresami: Jodłowa 21 – 1 piec i Jodłowa 28 – 2 piece.” Następnego dnia, informację tą sprostował rzecznik ZGN Mokotów, Dariusz Breda. – Miejskie kopciuchy są przy ul. Goraszewskiej 21 (szt. 1), a nie jak podaliśmy wcześniej Jodłowej 21 i Jodłowej 28 (szt. 2) – stwierdził, przepraszając za pomyłkę.

W ostatnich dniach lutego, ZGN Mokotów przysłał do naszej redakcji kolejne sprostowanie. – Z wymienionych adresów na terenie starej Sadyby czynne piece na paliwa stałe znajdują się tylko w budynkach przy ulicy Goraszewskiej 21 i Jodłowej 28 – napisał mailu do naszej redakcji kierownik działu planowania remontów ZGN Mokotów, Waldemar Cybulski. Te same adresy potwierdził tego samego dnia burmistrz Mokotowa.

Co ciekawe, kilka miesięcy wcześniej, ci sami rzecznicy podawali jeszcze inną liczbę kopciuchów. Poszerzona lista obejmowała – poza Jodłową 21 i 28 i Goraszewską 21 – również Orężną 1, Orężną 7, Orężną 7a oraz Morszyńską 27. Obecnie te dodatkowe nieruchomości znajdują się nadal w posiadaniu dzielnicy Mokotów, tyle że nikt w nich nie używa pozaklasowych pieców. Domy te stoją puste, czekając na sprzedaż na wolnym rynku.

Terminy likwidacji pieców nie są jeszcze znane. – Harmonogramu nie mamy – przyznał Waldemar Cybulski.


Czytaj dalej

Reżyser filmu „Kret” robi zbiórkę na dokończenie nowego filmu

Reżyser filmu „Kret” robi zbiórkę na dokończenie nowego filmu

Reżyser znanego hitu kinowego „Kret”, mieszkający na Sadybie, Rafael Lewandowski uruchomił internetową zbiórkę na dokończenie kolejnego filmu. Darczyńcy mogą liczyć m.in. na umieszczenie swoich nazwisk w napisach końcowych.

Rafael Lewandowski, reżyser filmowy młodego pokolenia, laureat Paszportów Polityki, uruchomił zbiórkę na dokończenie pracy nad swoim nowym filmem. Mieszkający na Sadybie reżyser pracuje nad obrazem już od 2,5 roku. – Dzisiaj mamy już wszystkie elementy, aby zrealizować wartościowy i ważny film (…) – pisze Lewandowski na portalu Wspieram.to. I dodaje – Projekt dostał dofinansowania od różnych instytucji, np. PISFu, jednak to niestety za mało… Potrzebujemy środków, aby dokończyć post-produkcję filmu!

Będzie dobry i mocny

Ma to być pełnometrażowy dokument o znanym polskim poecie Zbigniewie Herbercie. Lewandowski: – Moją ambicją jest opowiedzieć o losach tego wybitnego Polaka, Europejczyka, humanisty, docenionego na całym świecie, w sposób uniwersalny; aby jego historia i twórczość miały szansę zaistnieć na ekranach nie tylko polskich ale i zagranicznych. Z pomocą skromnej ale bardzo zaangażowanej ekipy (…) jeździłem śladami poety w Berlinie, we Francji, w Anglii, w Grecji, w Hiszpanii, w USA, w Szkocji, w Izraelu… Wszędzie spotykaliśmy się z osobami zafascynowanymi jego osobowością i jego twórczością. Nagraliśmy z nimi wyjątkowe wywiady. Odkryliśmy nowe materiały archiwalne. Sfilmowaliśmy niezwykłe miejsca. Nie zapominając również o Polsce!

Reżyser filmu „Herbert, mimo wszystko” zdradza, że najważniejszym przewodnikiem po życiu Zbigniewa Herberta w tym dziele będzie wdowa po nim, Katarzyna Herbert. Po raz pierwszy zgodziła się udzielić ekipie zdjęciowej tak intymnej, szczerej i niezwykle poruszającej wypowiedzi.

Rafael Lewandowski zastrzega od razu, że – mimo zarejestrowania kilkuset godzin wywiadów – jego dokument nie będzie prostym zestawieniem tzw. „gadających głów”, a dziełem artystycznym, kręconym w plenerach z całego świata.

– Jeszcze dużo pracy przede mną, ale jestem głęboko przekonany, że warto było pod każdym względem, nawet z perspektywy dzisiejszych kłopotów! – mówi reżyser w rozmowie z portalem Sadyba24.pl. – Wychodzę właśnie z montażowni. Mogę tylko powiedzieć, że film będzie dobry i mocny – zachęca.

Nazwisko w napisach końcowych i inne nagrody

Choć zdjęcia zostały ukończone, to wciąż brakuje pieniędzy na dokończenie filmu. Ile? – 100 tysięcy. To docelowa suma zbiórki – mówi reżyser filmu portalowi Sadyba24.pl. Dlaczego aż tyle? – Potrzebujemy tych pieniędzy głównie ze względu na bardzo wysoki koszt dokumentów archiwalnych o Herbercie (zdjęciowych i filmowych) – wyjaśnia Lewandowski.

Jak to bywa w internetowych zbiórkach, wszyscy chętni wesprzeć powstanie filmu mogą liczyć na atrakcyjne nagrody. Ci, którzy wpłacą nawet 50 złotych, stają się współproducentami. W zamian za minimalną cegiełkę otrzymają imienny certyfikat udziału w akcji oraz podziękowania mailowe. Już przy wpłacie o wartości 300 złotych do nagród dochodzi to, co zostanie na wieki – pojawienie się nazwiska darczyńcy w napisach końcowych filmu.

Z zapowiedzi producentów filmu wynika, że nazwiska darczyńców będzie mogło obejrzeć sporo osób. Film ma już bowiem zapewnioną dystrybucję kinową dzięki współpracy z firmą Against Gravity, jednym z najpoważniejszych dystrybutorów ambitnych filmów na rynku polskim i europejskim.

Wpłaty powyżej 500 złotych pozwalają uzyskać m.in. zaproszenie dla dwóch osób na specjalny pokaz premierowy oraz DVD z filmem. Za najdroższe cegiełki do wszystkich wspominanych nagród dochodzi zaproszenie na wystawną kolację z reżyserem (w przypadku wpłaty za 5 tysięcy złotych) oraz tytuł ekskluzywnego mecenasa filmu dokumentalnego „Herbert, mimo wszystko” (to ostatnie wymaga wpłaty 10 tysięcy).

Obecnie na portalu zbiórkowym zanotowano 25 wpłat na łączną kwotę 2400 złotych. Organizatorzy zbiórki czekają na wpłaty do 7 kwietnia. Wesprzeć film można pod adresem  https://wspieram.to/herbert.

Film „Herbert, mimo wszystko” ma zostać ostatecznie zmontowany w lipcu tego roku. Jego warszawska premiera zaplanowana jest na listopad, wkrótce po obchodach 95. rocznicy urodzin Zbigniewa Herberta.


Czytaj dalej