Goraszewska łapie opóźnienie

Goraszewska łapie opóźnienie

Znów opóźnia się remont jednej z głównych ulic starej Sadyby, Goraszewskiej. Mokotowscy urzędnicy nawet nie podają nowego terminu, a jedynie bariery na drodze do przebudowy.

Kilka miesięcy temu mokotowscy urzędnicy zapowiadali, że prace ruszą w maju. Na tydzień przed potencjalnym terminem zapytaliśmy urząd dzielnicy Mokotów, czy ta data jest nadal realna. Przedstawiciele dzielnicowego ratusza nie odpowiedzieli na to pytanie.  W zamian zaoferowali długie wyjaśnienie, z którego wynika, że opóźnienie może potrwać jeszcze kilka miesięcy.

– Na podstawie opracowanej dokumentacji Wojewódzki Mazowiecki Konserwator Zabytków wydał decyzję umożliwiającą wykonanie robót na terenie wpisanym do rejestru zabytków. Decyzja ta umożliwia złożenie wniosku o pozwolenie na budowę – tłumaczy Piotr Pełka z wydziału komunikacji społecznej w urzędzie dzielnicy Mokotów.

Tu jednak dobre wieści się kończą. – W powyższej decyzji,  w jednym z zapisów, konserwator nie wyraził jednak zgody na budowę tzw.,,wyniesionych „skrzyżowań”. Były one wymogiem wskazanym przez Biuro Polityki Mobilności i Transportu w zakresie uspokojenia ruchu, przy wprowadzeniu oznakowania dla strefy ograniczenia prędkości do 30km/h – mówi przedstawiciel urzędu. Po czym zaskakuje – Taka strefa została zaprojektowana na podstawie wyników konsultacji z mieszkańcami Sadyby – dopowiada Pełka, choć o zaprojektowaniu strefy żaden z urzędników dzielnicy Mokotów nie wspomniał dotąd ani słowem.

– Obecnie Urząd Dzielnicy Mokotów wystąpił z wnioskiem do Wojewódzkiego Mazowieckiego Konserwatora Zabytków o zmianę zapisów decyzji umożliwiających budowę tzw.  wyniesionych „skrzyżowań” jako elementu uspokojenia ruchu, z uwagi na wynik konsultacji – informuje Piotr Pełka. W przypadku odmowy zmiany zapisów, co jest bardzo prawdopodobne, zważywszy, że rewizji ma dokonać ta sama instancja, która wydała pierwotną decyzję, sprawa trafi do instancji wyżej – Generalnego Konserwatora Zabytków.


Czytaj dalej

Czerniaków Południowy – Przyjazne nowe miasto, na które nie ma pieniędzy

Czerniaków Południowy - Przyjazne nowe miasto, na które nie ma pieniędzy

Bezkresne łąki w otulinie rezerwatu Jeziorko Czerniakowskie przekształcą się w regularne miasto. Tak planuje stołeczny ratusz w nowym planie miejscowym. Problem w tym, że nikt nie policzył, ile będą kosztować roszczenia od prywatnych właścicieli. Mokotowscy urzędnicy już się zarzekają, że ich na to nie stać.

Po trzech latach od konsultacji społecznych, na biurka stołecznych urzędników wrócił poprawiony projekt planu miejscowego dla Czerniakowa Południowego.  Reguluje on przyszłą zabudowę między Jeziorkiem Czerniakowskim a Trasą Siekierkowską. Dziś to tereny dziewicze, dzikie – wypełnione łąkami i nieco zapuszczonymi ogródkami pracowniczymi. Jednocześnie to atrakcyjny teren pod zabudowę – nie ma tu ograniczeń przestrzennych, a dosłownie obok przebiegają duże arterie drogowe – wspomniana Trasa Siekierkowska i Wisłostrada. 

Jak będzie wyglądał Czerniaków Południowy?

Autorka projektu, Krystyna Solarek, zadbała o umieszczenie w nim wszystkich funkcji, potrzebnych mieszkańcom do wygodnego życia.  Niczym klamrą teren ten spina szeroki pas urządzonej zieleni parkowej.  Pasy zieleni parkowej znajdują się też między ulicami.  Trzy duże działki przeznaczone są na funkcje oświatowe – szkoły, przedszkola. Jest też kilka lokalizacji dla usług kultury i sportu.  W centralnych punktach nowego miasta mają powstać duże place – jeden z nich ma graniczyć z terenem oświaty. Nie zabraknie miejsca dla usług – te będą ukryte w parterach budynków wielorodzinnych, jak też w pobliskim centrum handlowym, zaplanowanym na rogu Becka i Czerniakowskiej. Od północy i południa Czerniaków Południowy ma być wypełniony blokami, biurami i inną intensywną zabudową. W środku i w pobliżu Jeziorka Czerniakowskiego ma natomiast dominować zabudowa jednorodzinna.

Projekt Solarek unika problemów, dobrze znanych z innych osiedli Warszawy. Nie ma tu mowy o monokulturze – o kolejnym zagłębiu biurowym w rodzaju Mordoru, czy dużym osiedlu mieszkaniowym, pełniącym głównie funkcję sypialni, w rodzaju Mariny Mokotów. Nie ma też intensywnej zabudowy deweloperskiej, która wypełnia każdy skrawek ziemi, nie dopuszczając do powstania szkoły i przedszkola, tak jak ma to miejsce ostatnio na Żoliborzu Południowym. W projekcie planu miejscowego jest też szczegółowo rozrysowana sieć dróg, na której brak narzekało niegdyś Miasteczko Wilanów. 

Dodajcie nam pieniędzy – wzywają mokotowscy urzędnicy

Zrównoważony rozwój wszystkich potrzebnych mieszkańcom funkcji nie wszystkim się jednak podoba. Zarząd Dzielnicy Mokotów, opiniując projekt planu dla Czerniakowa Południowego, skrytykował dokument. Uznał za niepotrzebne tworzenie dużych placów miejskich (zaznaczyliśmy je na rysunku kółkami)- w ich miejsce zarekomondował wprowadzenie zabudowy wielorodzinnej, zaplanowanej na sąsiednich działkach. Urzędnikom nie podobają się też pasy urządzonej zieleni między ulicami – wolą szpalery drzew z miejscami parkingowymi. Nie chcą też niektórych ulic. Największe działa wytaczają jednak na koniec swojej opinii.  Wzywają miejskich planistów do tego, by określili dokładne koszty wprowadzenia tej wizji w życie i by równowartość tych kosztów przekazali dzielnicy, bo ta nie ma ich w swoim budżecie. 

Apel mokotowskich urzędników uwidacznia duży problem związany z uchwalaniem planów miejscowych na dziewiczych terenach. Dobrze rozplanowane miasto wymaga bowiem od urzędników poniesienia ogromnych kosztów. Po pierwsze, na roszczenia od prywatnych właścicieli, którzy nie mogą swobodnie dysponować swoją działką i maksymalizować swojego zysku, sprzedając działkę na przykład pod budynek biurowy, czy mieszkaniowy. Jak zaznacza zarząd dzielnicy Mokotów w swojej opinii do planu, takie roszczenia spływają lawinowo w pierwszym roku od uchwalenia planu, a muszą być rozpatrzone w ciągu 6 miesięcy od złożenia wniosku. 

Po drugie, dzielnica musi poczynić duże nakłady na zbudowanie infrastruktury publicznej takiej jak drogi, czy szkoły. Niestety, nie może liczyć na zgarnięcie tzw. renty planistycznej, czyli dodatkowej opłaty, związanej ze sprzedażą nieruchomości w ulepszonej okolicy w ciągu 5 lat od uchwaleniu planu.  Właściciele prywatni czekają bowiem na to, aż urzędnicy najpierw zbudują drogi czy wodociągi, a dopiero potem szukają kupca. W efekcie, dzielnica ponosi duże koszty roszczeń i budowy infrastruktury, nie otrzymując za to rekomensaty ani ze strony miasta, ani ze strony inwestorów. Apel mokotowskich urzędników może więc sugerować, że uchwalanie planu miejscowego dla Czerniakowa Południowego będzie odsuwane w czasie ze względu na zbyt wysokie koszty wdrożenia. Przeciwwagą dla tych prób mogą być jedynie deweloperzy, którzy mają gotowe do wdrożenia projekty biurowo-handlowe na granicy z Trasą Siekierkowską.

Znaki zapytania

Projekt planu miejscowego dla Czerniakowa Południowego wprowadza też kilka kontrowersji. Najważniejsza z nich to nowy wskaźnik powierzchni biologicznie czynnej.  W poprzedniej wersji planu, jego autorka różnicowała ten wskaźnik między działkami (bliżej Jeziorka Czerniakowskiego wskaźnik potrafił wynosić 90%, na obszarach pod zabudowę jednorodzinną 70%, a w miejscach przeznaczonych pod biurowce – 30%), starając się, by wartość wskaźnika dla całego obszaru planu przekraczała 60%. W nowej wersji planu, Krystyna Solarek powołując się na decyzje wojewody, zrywa ze zróżnicowaniem i ogłasza dla wszystkich działek to samo minimum 60% powierzchni biologicznie czynnej. W anekcie do prognozy oddziaływania na środowisko planistka zapewnia, że efekt tej zmiany ma być pozytywny dla środowiska. Wątpliwości w tej sprawie wyraził również zarząd dzielnicy Mokotów w swojej opinii do projektu.

Kontrowersje wywoła zapewne pomysł projektantki, by naprzeciwko oddziału szkoły podstawowej 103 przy Limanowskiego stworzyć teren zielony z parkową zielenią urządzoną. Zarząd dzielnicy Mokotów, bojąc się roszczeń od właścicieli posesji, przez które przebiegałby przyszły mini-park, zaproponował, by z niego zrezygnować i przyłączyć do sąsiedniego obszaru z bduownictwem wielorodzinnym. 

Naruszeniem istniejącego status quo na osiedlu Bernardyńska może być zapisana w projekcie propozycja, by pod budownictwo wielorodzinne przeznaczyć grunty bezpośrednio sąsiadujące z ulicą Starowieyskiego, po przeciwnej stronie od sklepu Hamann.

Duże poruszenie wśród mieszkańców osiedla Bernardyńska wywołał niegdyś pomysł projektantki planu, by między blokami przy początkowych numerach ulicy poprowadzić drogę przelotową od ulicy Bernardyńskiej do nowej części osiedla.  W najnowszej wersji planu droga ta została zlikwidowana, a w jej miejsce poprowadzono ciąg pieszy, który otacza wieżowce od wschodu.

Z opinii zarządu dzielnicy Mokotów wynika, że urzędnicy znaleźli nową lokalizację dla likwidowanego bazarku Sadyba przy Konstancińskiej. Domagają się od planistów, by funkcję targowiska wprowadzili na terenie obecnie zajmowanym przez parking przy sklepie Hamann na Gołkowskiej, tuż przy murze klasztoru oo. Bernardynów. Jak twierdzą urzędnicy, ich poprzednia prośba o doprecyzowanie funkcji tego terenu spotkała się z akceptacją planistów, ale nie została uwzględniona w najnowszej wersji planu.

Projekt planu miejscowego dla Czerniakowa Południowego jest obecnie opiniowany przez różne agendy urzędu miasta.  Po naniesieniu uwag, plan zostanie wyłożony do konsultacji społecznych. Każdy będzie mógł wówczas złożyć swoje uwagi do planu. Termin publicznego wyłożenia nie jest jeszcze znany.


Czytaj dalej

Ratusz ujawnia: blisko 1200 możliwych kopciuchów na Mokotowie

Ratusz ujawnia: blisko 1200 możliwych kopciuchów na Mokotowie

Stołeczni urzędnicy ujawnili, że ponad rok temu przygotowali szczegółową mapę źrodeł niskiej emisji w Warszawie. Jak wynika z dokumentu, na samym Mokotowie jest blisko 1200 potencjalnych kopciuchów, z czego niemal 50 na Sadybie.

Biuro Infrastruktury w stołecznym ratuszu, na prośbę radnego Mokotowa, Jacka Ozdoby, ujawniło, że już w marcu 2017 zidentyfikowało adresy potencjalnych kopciuchów w Warszawie. W ramach inwentaryzacji pieców na paliwa stałe, które nie spełniają odpowiednich wymogów w zakresie ochrony środowiska, urzędnicy przygotowali tzw. mapę źródeł niskiej emisji.  Jak sami stwierdzili, jest to „rejestr punktów adresowych nieruchomości na terenie Warszawy, mogących stanowić potencjalne źródła zanieczyszczeń powietrza o charakterze komunlano-bytowym.”

Liczba kopciuchów większa niż szacowali aktywiści

Liczba działek i nieruchomości, które zostały zidentyfikowane jako niepodłączone do sieci ciepłowniczej oraz do sieci gazowej, znacznie przekracza szacunki podawane wcześniej przed anty-smogowych aktywistów.  Dla samego Mokotowa naliczono aż 1185 takich nieruchomości. 

W odpowiedzi na zapytanie radnego, Biuro Infrastruktury rozbiło dane dla całej dzielnicy na poszczególne obszary MSI (Miejskiego Systemu Informacji). Obszarami o największej liczbie potencjalnych kopciuchów okazały się Siekierki i Augustówka, od lat najbardziej niedoinwestowane na Mokotowie obszary zabudowy jednorodzinnej. Zlokalizowano w nich odpowiednio 300 i 254 potencjalnych źródeł niskiej emisji. Daleko za nimi, ale mimo to w pierwszej piątce, znalazły się obszary: Stegien (120 adresów), Służewa (109 adresów) oraz Sielc (96 adresów).

50 adresów na Sadybie

Trzecia grupa trucicieli to 7 obszarów MSI, które zawierają po kilkadziesiąt podejrzanych nieruchomości.  Są to w kolejności: Ksawerów (66 adresów), Służewiec (54), Sadyba (49), Stary Mokotów (41), Wyględów (39), Wierzbno (35) i Czerniaków (22). 

W typologii Miejskiego Systemu Informacji, obszar Sadyby jest ograniczony ulicami: Gołkowską – Idzikowskiego – Witosa – Sobieskiego – Nałęczowską – Goplańską (wzdłuż granicy dzielnicy) – Okrężną – Jeziorną (wzdłuż zachodniego brzegu Jeziorka Czerniakowskiego). Pokrywa się zatem w dużym stopniu z rejonem konserwatorskim zwanym Miasto Ogród Sadyba lub potocznie starą Sadybą.

Mapa z kilku źródeł

Stołeczna mapa niskiej emisji powstała z zestawienia kilku różnych źrodeł danych. Katarzyna Kacpura, zastępca dyrektora Biura Infrastruktury w stołecznym ratuszu, wyjaśnia: – Przy opracowaniu rejestru wykorzystano dane z zasobu geodezyjnego, którymi dysponuje Urząd miasta, a także skorzystano z danych pozyskanych ze spółek Veolia Energia Warszawa SA oraz PSG Sp z o.o.

– Przyjęto założenie – kontynuuje Kacpura – że źródłami emisji mogą być instalacje grzewcze w budynkach mieszkalnych, usługowych, użyteczności publicznej, itd., które nie są przyłączone do ogólnomiejskich sieci: ciepłowniczej i gazowej.

Urzędniczka ratusza zastrzega, że z wyliczeń nie można wprost wyprowadzać wniosku o liczbie potencjalnych kopciuchów. – Zestawienia mogą zawierać także budynki, które do ogrzewania wykorzystują indywidualny kocioł zasilany gazem ze zbiornika, bądź olejem opałowym lub ogrzewane są energią elektryczną, czyli budynki, które nie stanowią źródła niskiej emisji na danym terenie – mówi Kacpura.

Co miasto zrobiło z wiedzą z inwentaryzacji?

Choć mapa źródeł niskiej emisji powstała ponad rok temu, stołeczny ratusz używał jej dotąd rzadko. Po wykryciu dwóch najliczniejszych obszarów potencjalnych kopciuchów, w ciągu dwunastu miesięcy zorganizował w nich dwa spotkania informacyjne dla mieszkańców. Pierwsze odbyło się 27 czerwca 2017 roku na Augustówce. W jego wyniku mieszkańcy złożyli ponad 80 wniosków o przyłączenie do sieci gazowej. Jak zapewnia wicedyrektorka Biura Infrastruktury, „obecnie w Polskiej Spółce Gazowej prowadzone są analizy zmierzające do wytyczenia w tym obszarze przebiegu sieci gazowej oraz procedury związane z przygotowaniem umów przyłączeniowych.”

Drugie spotkanie stołecznych urzędników i spółki gazowniczej PSG z mieszkańcami miało miejsce 27 stycznia 2018 na Siekierkach.  Podczas spotkania urzędnicy omawiali system dotacji do wymiany pieców oraz procedurę przyłączenia budynku do sieci gazowej. Urzędnicy ratusza nie podali w tym przypadku, ilu uczestników spotkania zdecydowało się złożyć wnioski o dotację do wymiany pieca. 

O podanie adresów nieruchomości nieprzyłączonych do sieci gazowej ani miejskiej sieci ciepłowniczej występowali do dzielnicy Mokotów mieszkańcy skupieni przy Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym Miasto Ogród Sadyba.  W odpowiedzi dzielnica Mokotów deklarowała, że takich danych nie posiada.  Udzielała jedynie informacji na temat nieruchomości będących w zarządzie dzielnicy lub stanowiących ich pełną własność.  Z danych przekazanych portalowi Sadyba24.pl przez Monikę Chrobak-Brudzińską, rzeczniczkę dzielnicy Mokotów, wynika, że na tereni Mokotowa jest tylko 17 lokali korzystających z paliwa stałego, w tym trzy na starej Sadybie – przy Goraszewskiej 21, Jodłowej 25 i Jodłowej 28. Dodatkowo dochodzi kamienica, która należy w całości do miasta – przy Morszyńskiej 27. Z 9 lokali 3 są tam nadal zamieszkałe.  Według deklaracji dzielnicy, Zarząd Gospodarki Nieruchomościami na Mokotowie przygotowuje obecnie szacunkowy kosztorys i harmonogram wymiany wszystkich gminnych pieców na paliwo stałe do końca 2019 roku.

Więcej:
http://www.sadyba24.pl/wiadomosci/item/1793-gminni-truciciele-zidentyfikowani-ich-piece-znikn%C4%85-do-ko%C5%84ca-2019


Czytaj dalej

Po 8 latach wraca pomysł centrum handlowo-biurowego przy Becka i Czerniakowskiej

Po 8 latach wraca pomysł centrum handlowo-biurowego przy Becka i Czerniakowskiej

Na marcowych targach nieruchomości w Cannes firma Mayland pokazała nowe wizualizacje swojej dawno zaniechanej inwestycji o nazwie Libretto Park. Ani projekty ani komentarz firmy nie wskazują jasno, jak zmieni się ten obiekt handlowo-biurowy.

Każdego roku w marcu na targach nieruchomości w Cannes deweloperzy z całej Europy pokazują swoje nowe projekty, dla których szukają inwestorów.  W tym roku firma Mayland przedstawiła dwie inwestycje z Warszawy.  Jednym z nich jest Galeria Wola przy Połczyńskiej – centrum handlowe na Woli, które po przebudowie mieścić będzie m.in. trzeci w stolicy sklep Ikea.  Drugi projekt nosi nazwę Czerniaków Libretto. To centrum handlowo-biurowe, które będzie zlokalizowane na dziewiczych łąkach czerniakowskich, na rogu Czerniakowskiej i Becka.

To samo miejsce, ten sam inwestor i podobna nazwa nasuwają skojarzenia z inwestycją, która była tu planowana jeszcze w 2011 roku. Firma Mayland chciała tu postawić siedem budynków, z czego sześć mniejszych bliżniaczych, ustawionych wzdłuż Trasy Siekierkowskiej, i jeden wysoki z 55-metrową wieżą na rogu skrzyżowania. W kompleksie miały się znaleźć biura, sklepy i hotel. W głębi inwestycji miały natomiast wyrosnąć apartamentowce. Modny obecnie typ wielofunkcyjnej zabudowy nie doszedł jednak do skutku. Po protestach ekologów, inwestor musiał ponownie ubiegać się o decyzję środowiskową. Inwestycja trafiła też na okres dekoniunktury.  Mimo szumnych zapowiedzi z 2011 roku, projekt schowany do szuflady na długie lata.

Firma Mayland oficjalnie nie chce odnosić się do poprzednich koncepcji inwestycyjnych.  Widać to już w samej nazwie. W miejsce starej nazwy Libretto Park pojawiła się nowa, bardziej lokalna – Czerniaków Libretto. Ukłon w kierunku poszanowania lokalności widać też w opisie projektu. – Nasze analizy wskazują na potrzebę stworzenia na Dolnym Mokotowie innowacyjnego centrum dzielnicowego, integrującego różnorodne funkcje – mówi Dominika Kantorowicz reprezentująca inwestora. Firma chce, by nowe centrum było mocno osadzone w historii dzielnicy. – Czerniaków to jedna z najważniejszych ikon warszawskiego folkloru i warszawskiej tożsamości – zapewnia Kantorowicz. – Zależy nam, by w większej mierze niż dotychczas czerpać z tej tradycji i odtwarzać w dużej mierze zapomniane tradycje podmiejskiej społeczności. To wartość istotna zarówno dla starych warszawiaków, jak i poszukiwany element budowy nowej tożsamości lokalnej dla osób osiedlających się na Czerniakowie.

Jak będzie podtrzymywana wartość lokalnej tradycji, inwestor nie precyzuje.  Bardziej konkretne są zapowiedzi funkcji praktycznych.  Czerniaków Libretto ma być miejscem spotkań lokalnej społeczności, czemu służyć będzie agora, rynek.  Ma tu też powstać lokalne centrum kultury, „dostępne dla mieszkańców, integrujące i ożywiające społeczność dzielnicy”. Z analiz inwestora wynika również, że w nowym centrum przydałaby się „rozbudowana infrastruktura pierwszej potrzeby”. Chodzi o pocztę, biuro obsługi mieszkańców urzędu miasta, oraz takie usługi jak drobne naprawy, fryzjer, kosmetyczka, czy usługi zdrowia i edukacji. Mają też powstać sale zabaw dla dzieci, a także kawiarnie i gastronomia. 

W Czerniaków Libretto mają się też pojawić sklepy w różnych formach i z różnych branż. Inwestor planuje zlokalizować tu m.in. bazar ze świeżą żywnością, targi okazjonalne i tematyczne, oraz wyprzedaż garażową. Jak w każdym centrum handlowym nie zabraknie dużych, nowoczesnych sklepów – zarówno sieciowych jak i indywidualnych. Mayland chce też stworzyć w nowym miejscu centrum rekreacji. W tym celu zamierza powiązać centrum z zielonymi ciągami spacerowymi, joggingowymi i rowerowymi oraz z terenami zielonymi leżącymi w głąb doliny Wisły.  Takie związanie z otoczeniem ma ułatwić organizację imprez rekreacyjnych i integrację funkcji lifestylowych z pozostałymi usługami.  Zgodnie z deklaracjami inwestora, Czerniaków Libretto ma stać się również centrum innowacji. Oznacza to w praktyce duży kompleks biurowy, otwarty na otoczenie. 

Wstępne zapowiedzi nie są bardzo konkretne. – Inwestycja Czerniaków Libretto, prezentowana na tegorocznych targach inwestycyjnych MIPIM, znajduje się we wstępnej fazie rozważań – mówi Kanotorowicz.  Dlatego inwestor nie udzielił nam odpowiedzi na pytania o harmonogram prac, czy ostateczną wizualizację obiektu. Dwie udostępnione wizualizacje różnią się od projektu przedstawionego w mediach w 2011 roku.  Ale różnią się również… między sobą. Na jednej nowej wizualizacji widać wieżę w dawnej części handlowej, tymczasem na drugiej wizualizacji wieży nie ma, jest za to siedem podobnej wielkości budynków ułożonych obok siebie.


Czytaj dalej

Kolejna gminna nieruchomość na Sadybie idzie na sprzedaż

Kolejna gminna nieruchomość na Sadybie idzie na sprzedaż

Po tym jak sprzedali kilka domów na starej Sadybie, mokotowscy urzędnicy wystawiają na przetarg pierwsze na tym osiedlu gminne mieszkanie. Tym razem lokal przy Klarysewskiej trudno uznać za cenową okazję.

Na rynek trafi wkrótce duże mieszkanie przy Klarysewskiej 55. To lokal zajmujący cały parter jednopiętrowego domu. Niemal sto metrów kwadratowych. Cztery pokoje, przedpokój, korytarz, dwie kuchnie, łazienka i wc. Do tego dwa pomieszczenia w piwnicy – o powierzchni 10 i 9 metrów.  I jeszcze bonus w postaci połowy działki, na której leży budynek – czyli prywatny ogródek wielkości ok. 320 metrów.

Są i gorsze wiadomości. Głównie cena. 10 tysięcy za metr kwadratowy lokalu to średnia cena na stołecznym rynku.  Problem w tym, że trzeba ją wyłożyć w całości i to w krótkim okresie – nieruchomość została wyceniona na 992 tysiące złotych, z czego aby wziąć udział w przetargu trzeba wpłacić wadium w wysokości niemal 100 tysięcy.  Do tego inwestor, który wygra, musi razem z pełną wartością lokalu wpłacić dodatkowo pierwszą opłatę z tytułu użytkowania wieczystego, wynoszącą 25% wynegocjowanej ceny swojej części gruntu.  Razem z VAT-em może to oznaczać dodatkowe ok. 140 tysięcy złotych.

Nowy właściciel musi się też liczyć z ograniczeniami w remoncie. Budynek przy Klarysewskiej 55 jest bowiem indywidualnie wpisany do gminnej ewidencji zabytków. Ewentualny remont lokalu wymagać będzie zgłoszenia do Wydziału Architektury i Budownictwa dla Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy, a jego przebudowa wystąpienia z wnioskiem o pozwolenie na budowę. Oferowany przez dzielnicę lokal z pewnością będzie wymagał generalnego remontu, więc do powyższych kwot potencjalny właściciel powinien doliczyć kolejnych kilkaset tysięcy.

Na osłodę pozostaje okolica. To głównie domki jednorodzinne i bliźniacze, niekóre z nich przechodzą remont lub wkrótce będą jemu poddane w wyniku sprzedaży gminnych zasobów prywatnym inwestorom. Obok ulica Orężna z najdłuższym w Warszawie ciągiem latarni gazowych. Wokół cisza, spokój i zieleń.

Sprzedaż prowadzi Wydział Obrotu Nieruchomościami dla Dzielnicy Mokotów przy ul. Rakowieckiej 25/27. Ustny przetarg ma się odbyć na początku czerwca.


Czytaj dalej

Urzędnicy wyszli poza schemat. Zabytkowa ulica utrzyma klimat pomimo kontraruchu

Urzędnicy wyszli poza schemat. Zabytkowa ulica utrzyma klimat pomimo kontraruchu

Po wielu miesiącach rozmów z mieszkańcami i autorem projektu, urzędnicy z Mokotowa znaleźli kompromisowe rozwiązanie dla oznaczenia kontraruchu rowerowego na zabytkowej ulicy Jodłowej na Sadybie. Zastąpią standardowe garby z betonowej kostki kamieniem naturalnym, spójnym z charakterem dzielnicy.

– Nie jest to rozwiązanie idealne, ale cieszę się, że potrafiliśmy z dzielnicą wypracować kompromis – skomentował nowe oznakowanie rowerowego kontraruchu na Jodłowej Jerzy Piasecki, prezes Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Miasto Ogród Sadyba. To lokalne stowarzyszenie od kilku miesięcy intensywnie negocjowało z urzędnikami dzielnicy Mokotów i stołecznego ratusza w sprawie kontrowersyjnego projektu budżetu partycypacyjnego. W wyniku uzgodnień utrzymane będą obowiązkowe krzykliwe oznakowania na wjeździe w ulicę Jodłową, ale za to dwa rozłożyste spowalniacze na dalszym odcinku ulicy zostaną zbudowane nie z czerwonej kostki bauma, lecz z materiałów naturalnych – bazaltu lub granitu.

Pół roku negocjacji

Przyjęty kompromis kończy długą walkę mieszkańców o zachowanie ładu przestrzennego ulicy, która powszechnie jest uznawana za perełkę starej Sadyby. Sprawa rozpoczęła się równo pół roku temu. Na początku października ubiegłego roku poinformowaliśmy, że dzielnica Mokotów zamierza wprowadzić na ulicy Jodłowej na Sadybie oznakowania drogowe rażąco odbiegające od charakteru zabytkowego osiedla. W ramach realizacji projektu budżetu partycypacyjnego „Usprawnienie ruchu rowerowego na Sadybie” miały powstać: słupek przeszkodowy z intensywnie żółtego plastiku, azyl i oznakowanie poziome – oba elementy z czerwonej masy przypominającej plastik, oraz dwa progi zwalniające z czerwonej kostki bauma. Ostrzegaliśmy, że takie rozwiązania bezpowrotnie oszpecą ulicę, oświetlaną latarniami gazowymi i pokrytą jednorodną granitową kostką.

Artykuł wywołał poruszenie wśród mieszkańców Sadyby, którzy w komentarzach na naszym Facebooku apelowali do urzędników o odwołanie przetargu i rezygnację z krzykliwych rozwiązań. Głosy mieszkańców nic nie dały. Przetarg rozstrzygnięto, a wyłoniony w nim wykonawca przystąpił nawet do pracy, nacinając piłą istniejącą nawierzchnię z granitu i gromadząc na chodniku materiały pod wymianę. W ostatniej chwili dalsze prace powstrzymał wspominany wcześniej Jerzy Piasecki. Miał do tego ważny powód. To on razem z mieszkającą nieopodal Anną Pietrasz oraz autorem projektu Robertem Buciakiem wynegocjował z urzędem dzielnicy Mokotów i biurem mobilności w stołecznym ratuszu, by wstrzymać prace budowlane do czasu wypracowania kompromisu. Decyzja podjęta w ganinetach urzędów nie dotarła jednak na czas do wykonawcy i gdyby nie interwencja Piaseckiego mogłaby okazać się nieaktualna.

Mimo dobrej woli z obu stron – mieszkańców i urzędników – poszukiwania kompromisu przeciągały się. Urzędnicy upierali się przy pierwotnych rozwiązaniach. Twierdzili, że ich stosowanie wymuszone jest przez prawo i że konserwator zabytków nic nie pomoże, bo nie jest konsultowany w projektach związanych z bezpieczeństwem na drodze. Drogowcy powoływali się też na względy praktyczne i doświadczenie przy innych projektach. Nautralna nawierzchnia dla dwóch spowalniaczy, pomalowana farbą, miała być nietrwała. Przy podobnych projektach okazywało się, że obowiązkowe białe pasy na granicie bardzo szybko ulegają starciu.

Pierwszy raz w Warszawie

W połowie grudnia pojawiła się pierwsza jaskółka. Urzędnicy zgodzili się, by zamiast szpecących spowalniaczy z czerwonej kostki bauma, ustawić niestosowane wcześniej w stolicy szykany, na przykład donice, ustawione naprzemiennie, po obu stronach ulicy. Z pierwszych wyliczeń autora projektu, Roberta Buciaka, wynikało, że uda się przeprowadzić tę zmianę bez uszczerbku dla łącznej liczby miejsc parkingowej na ulicy. Późniejsze wyliczenia urzędników z marca 2018 nie były już jednak tak optymistyczne. Z projektu przedstawionego przez stołeczne Biuro Mobilności i Transportu wynikało, że musiałoby zniknąć około 10 miejsc parkingowych. Obecnie takich miejsc jest 18, więc ubytek byłby poważny. Wraz z szykanami musiałyby się też pojawić na jezdni dodatkowe oznakowania. Na likwidację połowy miejsc parkingowych na ulicy mieszkańcy Sadyby nie chcieli się zgodzić, więc pomysł z donicami upadł.

Prawdziwy przełom nastąpił w połowie marca. Obok dopracowanego pomysłu z donicami, Artur Piotrkowicz i Mariusz Bochen z wydziału infrastruktury w urzędzie dzielnicy Mokotów przedstawili mieszkańcom Sadyby zupełnie nowy pomysł. Zaproponowali zainstalowanie dwóch progów zwalniających wykonanych z tego samego materiału naturalnego co jezdnia. Do wyboru mieszkańców pozostawili to, czy będzie to czarna kostka bazaltowa, czy kostka granitowa w kolorze ceglastym. Progi miałyby być oznakowane poziomo, a pasy na progach pokryte antypoślizgową żywicą w kolorze białym. Jak zapewnili, będzie to realizacja nowatorska z wykorzystaniem nowoczesnych materiałów, jeszcze nie stosowanych na obszarze miasta Warszawy.

Akceptowalny kompromis

Mieszkańcy starej Sadyby z ochotą podchwycili pomysł urzędników dotyczący wykonania spowalniaczy z naturalnych materiałów. Do entuzjazmu jednak daleko. – Cieszę się, że dzielnica otworzyła się na współpracę i że wypracowaliśmy kompromis. Rozwiązanie jest jednak dalekie od ideału – mówi Jerzy Piasecki. Prezes Towarzystwa Miasto Ogród Sadyba podkreśla, że nadal pozostają dwa elementy nie wpisujące się w historyczny charakter ulicy. Chodzi o montaż słupka przeszkodowego U-5a w kolorze intensywnie żółtym. Drugi to malowanie oznakowania poziomego, przy użyciu białej i czerwonej masy chemoutwardzalnej wykonanej w fakturze „baranka”.

– Na wypracowane rozwiązanie patrzymy w szerszym kontekście – tłumaczy Piasecki. – Projekt kontraruchu uzyskał spore poparcie mieszkańców w budżecie partycypacyjnym i zgodnie z prawem dzielnica musi go zrealizować. Dlatego kluczowe jest dla nas, że doszliśmy do kompromisu, który jest akceptowalny z punktu widzenia zachowania charakteru ulicy – dodaje lokalny aktywista.

Z informacji uzyskanych z mokotowskiego ratusza wynika, że projekt kontraruchu rowerowego na Jodłowej ma zostać sfinalizowany do końca tego roku. Teraz mokotowskich urzędników czeka przerobienie uzgodnionego pomysłu w projekt budowlany, a następnie rozpisanie zupełnie nowego przetargu na wykonawcę.

Więcej o sprawie:
http://www.sadyba24.pl/wiadomosci/item/1673-mokotowski-ratusz-oszpeci-zabytkową-ulicę-na-sadybie
http://www.sadyba24.pl/wiadomosci/item/1687-urzędnicy-forsują-krzykliwy-kontraruch-na-jodłowej-mimo-protestów
http://www.sadyba24.pl/wiadomosci/item/1742-donice-na-ulicy?-tak-może-być-na-sadybie
http://www.sadyba24.pl/wiadomosci/item/1744-tak-może-wyglądać-pierwsza-w-warszawie-ulica-z-szykanami


Czytaj dalej

Mała uliczka, duży kłopot. Remont Juraty zapewne dojdzie do skutku, ale znów się opóźni.

Mała uliczka, duży kłopot. Remont Juraty zapewne dojdzie do skutku, ale znów się opóźni.

Kolejny poślizg z remontem małej ulicy Juraty na starej Sadybie. Dzielnica Mokotów rozpisuje już trzeci przetarg na wykonawcę w ciągu trzech miesięcy.

Ulica Juraty na starej Sadybie nie ma szczęścia do remontów. Po kilkunastu latach i trzech projektach budowlanych, modernizacja zaledwie 200-metrowej gruntowej drogi przy Jeziorku Czerniakowskim znów złapała kilkumiesięczne opóźnienie.

Mieszkańcy protestują

Według planów dzielnicy, ujętych w budżecie Warszawy na rok 2017, ulica Juraty miała być przebudowana w ubiegłym roku. Stosunkowo niewielkie zadanie budowlane, wyceniane pierwotnie na 600 tysięcy złotych, spotkało się jednak ze zdecydowanym sprzeciwem mieszkańców. Ci nie chcieli dobrowolnie oddać za odszkodowaniem części swoich działek, aby stworzyć ulicę o szerokości pozwalającej na dojazd straży pożarnej. Niektórzy sąsiedzi sprzeciwiali się też zmianie gruntowej nawierzchni na bezduszną kostkę. Jeszcze inni obawiali się wadliwego systemu odprowadzania wody deszczowej i zalewania ich nieruchomości. Dzielnica postawiła jednak na swoim i objęła przebudowę przepisami specustawy drogowej. To oznacza szybsze procedury administracyjne oraz przymusowe wywłaszczenie za odszkodowaniem. Pewne pasy działek zostały już wywłaszczone i przejęte przez miasto.

Firmy budowlane podnoszą poprzeczkę

Opóźnienie przebudowy wynikające z odwołań mieszkańców wydłużyło się ostatnio jeszcze bardziej. Dwa tegoroczne przetargi na wyłonienie wykonawcy prac budowlanych nie przyniosły rozstrzygnięcia. Pierwszy przetarg rozpisano 18 stycznia. Urzędnicy chcieli wówczas, by w najgorszym razie wykonawca przebudował ulicę do 28 września tego roku. 2 lutego okazało się, że wpłynęła tylko jedna oferta i to na kwotę aż o 284 tysiące wyższą od zakładanej przez urząd. Zamiast 501 tysięcy złothych, przewidzianej przez dzielnicę, warszawska spółka Instal-Nika chciała otrzymać 785 tysięcy i obiecywała zakończyć prace do 31 sierpnia 2018. 6 lutego burmistrz Mokotowa unieważnił jednak przetarg, twierdząc, że nie może podnieść wartości przetargu do kwoty podanej przez oferenta.

Sytuacja powtórzyła się w lutym. Ogłoszenie o przetargu ukazało się 13 lutego. Tym razem ofertę złożyły dwie firmy – Instal-Nika i Rokom, obie z Warszawy. Pierwsza obniżyła swoją wcześniejszą kwotę o 20 tysięcy do 765 tysięcy złotych. Jednocześnie wydłużyła termin realizacji o dwa miesiące do 26 października, czyli do maksymalnego terminu wymaganego przez urząd. Rokom z kolei zaproponował termin odbioru o dwa miesiące wcześniejszy od maksymalnego (do 30 września), ale za to zażyczył sobie wynagrodzenie wyższe od konkurenta aż o ponad 200 tysięcy złotych (972 tysiące złotych). I znów, 1 marca burmistrz Mokotowa unieważnił przetarg, powołując się na zbyt dużą różnicę między kwotą zaplanowaną w swoim budżecie i kwotą zaoferowaną przez kontrahentów.

Do trzech razy sztuka?

Niezrażony niepowodzeniami we wcześniejszych zamówieniach, urząd dzielnicy Mokotów właśnie ogłosił trzeci przetarg w ciągu trzech miesięcy. W ogłoszeniu, które ukazało się 23 marca, znów podaje pożądany termin realizacji na 26 października 2018. Biorąc pod uwagę informacje udostępnione w poprzednich przetargach, można domniemywać, że mokotowscy drogowcy również oczekują ofert o wartości nie wyższej od 501 tysięcy złotych.

Co zamierza zrobić urząd w sytuacji tak dużego rozjazdu cenowego między oczekiwaniami i realiami rynku? Czy poszuka wykonawcy z własnej stopy, czy poszuka dodatkowych środków w swoim budżecie lub w budżecie miasta, czy też całkowicie zrezygnuje z projektu w tym roku? – Nie planujemy rezygnacji z inwestycji – zapewnia Monika Chrobak-Budzińska, rzecznik mokotowskiego urzędu. – Przygotowywany jest drugi (sic!) przetarg na budowę ulicy Juraty – zapowiada. – Przy kwocie określonej na to zadanie inwestycyjne, nie możemy wybrać wykonawcy z wyłączeniem stosowania Ustawy o zamówieniach publicznych – tłumaczy przedstawicielka dzielnicowego ratusza.

Poza przetargami, urzędnicy mają jednak w zanadrzu inne opcje. – Poczekamy na wyniki kolejnego postępowania przetargowego i w zależności od zgłoszonych ofert będziemy podejmować dalsze decyzje, w tym ewentualnie o zwiększeniu budżetu na realizację zadania – mówi Chrobak-Brudzińska. Mając na uwadze sprawność dzielnicy w rozpisywaniu przetargów, istnieje szansa na to, że nowa ulica, z kamienną kostką i dogęszczonymi latarniami gazowymi, otwarta zostanie jeszcze w tym roku, na przełomie jesieni i zimy.


Czytaj dalej

Najpierw meczet, potem synagoga. Podstawówka na Sadybie uczy tolerancji przez kontakt z innymi kulturami

Najpierw meczet, potem synagoga. Podstawówka na Sadybie uczy tolerancji przez kontakt z innymi kulturami

Niewinna wycieczka do meczetu jednej z klas sadybiańskiej podstawówki w mgnieniu oka wzbudziła zachwyt ponad 120 Internautów. Komentarz ucznia przebił jednak wszystkie zachwyty.

Szkoły publiczne rzadko są znane z szybkiego i trafnego reagowania na problemy wychowawcze, jakie stwarzają ich podopieczni. Częściej stosują praktykę zamiatania problemów pod dywan. Nic dziwnego, że opisane na Facebooku wydarzenie, które burzy ten stereotyp, wzbudziło nagły wybuch entuzjazmu ponad 120 osób. Wydarzenie opisała matka jednej z uczennic szkoły przy Jeziornej, Urszula Eriksen. Uczestniczyła w wycieczce jako „opiekunka” klasy.

– Zwykła państwowa podstawówka. Niezwykła Wychowawczyni klasy 6, do której uczęszcza moja Tonia, na sygnały o rasistowskich komentarzach w klasie zorganizowała cykl wycieczek, ktore przybliżą młodzieży różne kultury – zaczęła na swoim profilu Facebook mieszkanka starej Sadyby. – Dziś odwiedzili Centrum Kultury Islamu i Meczet, po którym oprowadził nas sam Imam. Dzieciaki zachowywały się wspaniale i z szacunkiem zadawali trafne i ciekawe pytania. Na koniec zostaliśmy poczęstowani daktylami, ciasteczkami i arabską herbatą – opisuje pobyt Urszula Eriksen. W podobnym, rzeczowym tonie relacjonował wycieczkę autor wpisu na oficjalnym profilu Facebook szkoły. Szkolny Facebook podsumował elegancko – Zajęcia były wspaniałą okazją do poznania tej wielowiekowej kultury, z którą nasi uczniowie nie mają okazji obcować na co dzień.

Rzeczową narrację obu społecznościowych profili rozbił jednak emocjonalny komentarz jednego z chłopców, po odbytej wycieczce, przytoczony przez mamę Tosi. – „I po co Oni tak nas straszą tymi muzułmanami. Super było” – napisała Eriksen. – Następna wizyta będzie w Synagodze – zakończyła swój wpis.

Pod wpisem Urszuli Eriksen na Facebooku natychmiast posypały się komentarze. Wszystkie entuzjastyczne. – Świetna kobitka, wie co może w swoim zakresie merytorycznym i ma poparcie osoby, która jest nad Nią. Ponadto wychodzi poza ramy i nie boi się krytyki rodziców! Tak mało takich ludzi …niestety – napisała pani Anna. Pani Katarzyna dodała – Fajnie, ze jeszcze sa tacy nauczyciele i ze jeszcze mogą wychodzić z takimi inicjatywami. Kolejny komplement pod kierunkiem nauczycielki rzuciła pani Zuzanna – Wspaniale, że są nauczyciele z otwartą głową, gotowi pokazać dzieciakom jak piekny jest świat w swojej różnorodności! – napisała. Do pochwał dołączyłą się lokalna seniorka, pani Iza. – Serce rośnie, że takie rzeczy się dzieją, bo to nam pokazuje, że nasz kraj jest jeszcze normalny i że mamy szansę na odbudowę wszystkiego,bo są ludzie, którzy uczą dzieci Samodzielnie Myśleć !!! – podkreśla. Niesamowicie potrzebna inicjatywa! Chapeau bas! – chwali pomysł nauczycielki pani Magdalena.

Autorka wpisu uznała, że takie zachowanie nie powinno być jedynie przejawem dobrej woli wychowawczyni. – Osobiście, uważam, że to powinno być obowiązkowe w programie nauczania – stwierdziła Eriksen. Okazuje się, że jest, ale w Londynie. Komentująca wpis pani Agnieszka napisała – U mojej siostry w Londynie dzieci w ten sposób poznają inne religie, kultury. Teraz mieli dni kulinarne i przygotowywali potrawy z różnych stron świata. Brakuje tego u nas, oj brakuje.

Wycieczkę zorganizowała pani Agnieszka, wychowawczyni klasy 6 z publicznej Szkoły Podstawowej nr 103 przy Jeziornej na starej Sadybie.


Czytaj dalej

Pasek odsunięty. Nowy opiekun Jeziorka Czerniakowskiego odziedziczy róże i przeprawę

Pasek odsunięty. Nowy opiekun Jeziorka Czerniakowskiego odziedziczy róże i przeprawę

Jeziorko Czerniakowskie traci swojego wieloletniego opiekuna, Przemka Paska. Od końca marca rezerwat przechodzi w ręce nowej miejskiej jednostki – Zarządu Zieleni Miejskiej.

Największy naturalny zbiornik wodny w Warszawie czeka rewolucja. Jeziorko Czerniakowskie straci swojego wieloletniego społecznego opiekuna, Przemka Paska, szefa fundacji Ja Wisła. Trzy lata temu wymyślił on i zgłosił do budżetu partycypacyjnego projekt „Ścieżka dla Jeziorka Czerniakowskiego”. Renoma znanego stołecznego społecznika, zaproponowany przez Paska szeroki, spójny plan działań edukacyjnych i inwestycyjnych oraz widoczne efekty, spowodowały, że mieszkańcy dolnego Mokotowa co roku tłumnie głosowali za projektem, zapewniając mu realizację. Projekt cieszył się ogromną popularnością również dlatego, że był realizowany z widocznym emocjonalnym zaangażowaniem autora, zaangażowaniem lokalnej społeczności, determinacją w osiąganiu celu i dużą dbałością o jakość.

Pasek odsunięty od Jeziorka

To wszystko może się zmienić już niedługo. W ostatnich dniach lutego tego roku fundacja Ja Wisła przepadła w przetargu na realizację kolejnego etapu Ścieżki. Najpierw komisja przetargowa, a następnie zarząd dzielnicy Mokotów zdecydowali, by nie przyznawać dotacji Paskowi, „ponieważ oferent nie gwarantował właściwego wykonania projektu z budżetu partycypacyjnego i właściwego rozliczenia dotacji”. To pokłosie wcześniejszych problemów między Paskiem i dzielnicą Mokotów związanych z rozliczeniem projektów budżetu partycypacyjnego.

Ponieważ podobnie jak w ubiegłym roku, fundacja Paska jako jedyna zgłosiła się do przetargu na wykonanie projektu, negatywna decyzja urzędników oznaczała konieczność poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Zamiast poszukiwać wykonawców w kolejnych konkursach dla organizacji pozarządowych, dzielnica postanowiła zaoferować to zadanie innym podmiotom. Formalnie oznacza to, że zadanie będzie teraz realizowane w trybie ustawy Prawo zamówień publicznych. – Ta dopuszcza do przetargu wszystkie podmioty spełniające warunki przetargu – wyjaśnia rzeczniczka prasowa dzielnicy, Monika Chrobak-Budzińska. Zmianę trybu wyłonienia wykonawcy Ścieżki pozytywnie zaopiniowały najpierw Dzielnicowa Komisja Dialogu Społecznego, a następnie w połowie marca Warszawska Rada Działalności Pożytku Publicznego.

Nowy gospodarz Jeziorka

Problem z realizacją projektu budżetu partycypacyjnego przypadkowo zbiegł się w czasie z momentem przekazania większości terenów zielonych w mieście w zarząd nowej jednostce – Zarządowi Zieleni. Do końca marca do stołecznego ratusza mają również przejść tereny wokół Jeziorka Czerniakowskiego. – Wraz z terenami przekazane zostaną środki na realizację zadania i to Zarząd Zieleni realizować będzie w tym roku ścieżkę, zgodnie ze zwycięskim projektem budżetu partycypacyjnego – mówi Chrobak-Budzińska.

Co ma powstać nad Jeziorkiem w tym roku

Ścieżka będzie zatem realizowana. W tym roku oznacza to, że ustawione zostaną szlabany i słupki umożliwiające nielegalną zwałkę, zbudowane zostaną drewniane schody na plaży przy Jeziornej i od skarpy do pomostów wzdłuż Jeziornej. Letnią atrakcją ma być przeprawa przez Jeziorko Czerniakowskie łodzią napędzaną siłą nóg. Chętni będą mogli przepłynąć przez zbiornik na wysokości dawnego mostu przy Goraszewskiej. Drewniany tradycyjny prom ma działać w czasie pogody: w weekendy w maju, czerwcu, wrześniu i październiku, oraz codziennie w godzinach od 12 do 20 w lipcu i sierpniu.

W tegorocznym projekcie Przemek Pasek zaplanował wiele działań edukacyjnych dla dzieci, młodzieży, seniorów, rodzin i ogólnie mieszkańców. Wśród nich 50 rejsów i 50 wycieczek, warsztaty etnologiczne, Tymczasowy Zakład Fotograficzny, album oraz wielkoformatowa wystawa edukacyjna pt. „Przyroda Jeziorka Czerniakowskiego”. Na uczestników zajęć edukacyjnych mają czekać pamiątkowe plakietki.

Przewidziane są również intensywnie działania, które mają zapewnić czystość i porządek. Teren rezerwatu ma być regularnie sprzątany z odpadów i wysypisk, na bioeżąco mają być opróżniane śmieci ze 100 koszy, wynajmowane i serwisowane mają być 4 toj-tojki.

Zarząd Zieleni Miejskiej będzie musiał również zadbać o ochronę zwierząt i roślin. W projekcie budżetu partycpacyjnego zapisano bowiem zarybianie podchowanym narybkiem 1000 sandaczy i 1500 węgorzy, utrzymywanie naturalnych łąk poprzez koszenie ok. 10 ha oraz odbudowę naturalnego drzewostanu łęgowego i grądowego poprzez nasadzenie 250 sztuk drzew rodzimych gatunków. To jeszcze nie wszystko. Autor projektu, Przemek Pasek, zaplanował dodatkowo nasadzenie aż 2 tysięcy sztuk sadzonek dzikiej róży (rosa carina). Spektakularny żywopłot ma powstać wzdłuż Jeziornej na odcinku ok. 500 metrów.

Po zachodniej stronie Jeziorka nasadzone zostaną 4 kopuły wiklinowe o średnicy ok. 6 metrów. Konserwacja, czyszczenie i remonty czekają również zainstalowane już nad Jeziorkiem 60 budki lęgowe dla ptaków, karmniki dla ptaków i zwierząt oraz pływającą platformę lęgową dla rybitw.

Nietypowym dla urzędników zadaniem będzie zatrudnienie Strażnika Jeziorka Czerniakowskiego, który miałby kierować realizacją projektu i monitorować stan rezerwatu podczas patroli. Do obowiązków takiej osoby należeć będzie kontrola stanu ścieżki, nadzór nad utrzymaniem czystości, drobne naprawy i interwencje do organów porządkowych. Strażnik ma też prowadzić relacje ze swojej pracy na Facebooku.

Działania zaplanowane w projekcie Ścieżki dla Jeziorka Czerniakowskiego będzie można śledzić na stronie internetowej i profilu Facebook projektu.

Według autora projektu, wszystkie prace miały kosztować 266 500 złotych. Czy zmiana trybu poszukiwania wykonawcy i brak autora, który wyceniał prace, wymusi podniesienie łącznych kosztów? – Poszukiwanie dodatkowych środków nie wydaje się konieczne, gdyż na etapie weryfikacji projektu w roku 2017 ustalono, że zaproponowany kosztorys zadania odpowiada jego rzeczywistym kosztom – zapewnia rzeczniczka Mokotowa.


Czytaj dalej

Najaktywniejsi Sadybianie wybrani. Debiutanci atakują

Najaktywniejsi Sadybianie wybrani. Debiutanci atakują

Już po raz trzeci, stara Sadyba wybrała najaktywniejszych mieszkańców. Wśród nowych twarzy jurorzy najbardziej docenili twórców sąsiedzkiego chóru „Sadyba Śpiewa”.

Jak zwykle w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, kilkunastu jurorów wybrało najaktywniejszych Sadybian minionego roku. Szczyt listy nie przyniósł niespodzianek. Podobnie jak w ubiegłym roku na czele nadal utrzymują się starzy wyjadacze – Andrzej Łokaj, Jerzy Piasecki, Aleksandra Karkowska i Przemek Pasek. Ale ostro depczą im po piętach debiutanci. Przebojem do pierwszej dziesiątki zestawienia wdarły się Katarzyna Szczepaniak, Agnieszka Bąk i Małgorzata Terlecka – wszystkie związane z powstaniem chóru „Sadyba Śpiewa”. Bardzo dobrze poradziła sobie też na liście para życiowa Małgorzata Durska i Maciej Wojas, właściciele restauracji „Zegarmistrzowska”, którzy cyklicznie organizują różnego rodzaju imprezy towarzyskie dla społeczności osiedla i charytatywnie wspierają inicjatywy społeczne. Tuż za pierwszą dziesiątką uwagę zwracają z kolei Izabela Płatkowska i Jarosław Wojciechowski. To też przykłady świeżej sadybiańskiej krwi, choć atrybuty te trzeba traktować z przymróżeniem oka – pani Iza to seniorka, a pan Jarek pochodzi spoza osiedla.

Do zabawy w ustalanie listy najaktywniejszych Sadybian zaprosiliśmy aktywnych czytelników Sadyba24.pl oraz animatorów życia na Sadybie. W sumie 12 osób. Każda z nich mogła zagłosować na 10 nazwisk spośród 38 przedłożonych jej postaci, które wyróżniły się w 2017 roku skutecznym działaniem na rzecz osiedla. Osoba z pierwszego miejsca na liście jurora otrzymywała 20 punktów, druga w kolejności – 18 punktów itd. Przy pełnej zgodności wszystkich jurorów, zwycięzca mógł zdobyć maksymalnie 240 punktów (12 jurorów, każdy po 20 punktów za pierwsze miejsce).

Ranking wzbudził mieszane uczucia wśród jurorów. – Coraz dłuższa ta lista do wyboru. Bardzo miło – skomentowała Aleksandra Karkowska. W podobnym tonie odnosiła się do typowania większość jurorów. Niektórzy uznali jednak wybór za zbyt trudny, a nawet niemożliwy. – Wiem, że chodzi tylko o aktywność i to w ogóle jest tylko niewinny plebiscyt w rodzaju Człowieka Roku tygodnika Time – stwierdziła jedna z osób, które poprosiliśmy o wskazanie czołowej dziesiątki. – Ale jak porównać czyjąś systematyczną trudną pracę z pracą kogoś innego, który zorganizował jedno wydarzenie czy tygodniowy festiwal, ale za to naprawdę z ogromnym wysiłkiem i zaangażowaniem? Podziwiam dziewczyny pracujące z dziećmi na Goraszewskiej, ale i medialny sukces Katarzyny Derkacz-Gajewskiej, której osobiście nawet nigdy nie poznałam. To, co robi Izabella Dembińska jest nie do przecenienia, choć nie będzie to „Wydarzeniem roku 2018” – zauważyła jurorka. Ostatecznie jurorka – jako jedyna – odmówiła wzięcia udziału w naszej zabawie.

Poniżej przedstawiamy pełne wyniki tegorocznego rankingu. Obok nazwisk i liczby punktów opisujemy krótko najważnniejsze naszym zdaniem dokonania danej osoby w minionym roku na starej Sadybie.

Pierwsza dziesiątka

Miejsce 1. – Andrzej Łokaj (164 punkty)

Trzeci rok z rzędu pierwsze miejsce przypadło wydawcy portalu Sadyba24.pl. Poza nadzorowaniem portalu prowadził w ubiegłym roku kilka projektów. Do czerwca 2017 koordynował trzecią edycję akcji Międzypokoleniowy Obiad z Seniorem na Sadybie, z udziałem seniorów, wolontariuszy, oraz lokalnych restauracji z Sadyby. Zgłosił też kilka projektów do budżetu partycypacyjnego na rok 2018 (tablice ogłoszeniowe dla mieszkańców Sadyby, cykl pokazów kina plenerowego Sadyba filmowa, ustawienie mierników powietrza na Sadybie). W lutym 2017 zainicjował i doprowadził do zbadania poziomu smogu na Sadybie przez stację pomiarową Polskiego Alarmu Smogowego, a w listopadzie ubiegłego roku zainicjował zwycięską akcję zbierania głosów za ustawieniem pierwszego na Sadybie bezpłatnego czujnika smogu firmy Airly. W przeciwieństwie do poprzednich lat, poparcie dla Andrzeja Łokaja nie jest już tak zdecydowane – tym razem nie zdobył ani jednej dziesiątki od żadnego z 12 jurorów, choć figurował na zestawieniach aż 11 z nich.

Miejsce 2. – Jerzy Piasecki (140 punktów)

Silny awans z szóstego miejsca w ubiegłym roku. Jerzy Piasecki od lat związany z Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Miasto Ogród Sadyba. Jako jego prezes kieruje licznymi inicjatywami społecznymi na starej Sadybie. W ubieglym roku współorganizował festiwal Otwarte Ogrody 2017 i wspierał kiermasz Okrężna Artystyczna. Dp jego zasług należą też mniej widoczne działania. „Wychodził” remont ulicy Goraszewskiej zaplanowany na 2018, doprowadził do przedłużenia zakazu alkoholu nad Jeziorkiem Czerniakowskim na kolejne dwa lata, uzgodnił z burmistrzem Mokotowa, by rewitalizacja plaży Jeziorka Czerniakowskiego została poprzedzona konsultacjami z mieszkańcami. Powstrzymał dewastację ulicy Jodłowej i uzgodnił z urzędnikami i autorem projektu budżetu partycypacyjnego, aby kontraruch rowerowy został dostosowany do zabytkowego otoczenia. Aktywnie działa w sprawach smogu. Powołał do życia i koordynował grupę mieszkańców Sadyby zainteresowanych walką ze smogiem. Dodatkowo pomagał w przeprowadzeniu na Sadybie badania poziomu smogu przez Polski Alarm Smogowy oraz w zmobilizowaniu mieszkańców Sadyby do zagłosowania na bezpłatny miernik smogu firmy Airly od Fundacji Aviva. Od jurorów ustrzelił aż dwie dziesiatki. Na Piaseckiego głosowało 11 jurorów (on sam – jako jeden z jurorów – nie mógł zagłosować na samego siebie).

Miejsce 3. – Aleksandra Karkowska (120 punktów)

Lekki awans o jedno miejsce, ale za to pierwszy raz na podium. Podobnie jako Jerzy Piasecki, na co dzień działa w Towarzystwie Miasto Ogród Sadyba, którego jest wiceprezeską. W stowarzyszeniu odpowiada za projekty kulturalne. Najbardziej znany z nich to festiwal „Otwarte Ogrody Sadyba”. W czerwcu ubiegłego roku zorganizowała i koordynowała kolejną edycję tego wydarzenia. Wśród blisko 30 pozycji, odbywających się w 2 pełne dni i 1 wieczór, osobiście współoprganizowała II Mokotowską Grę Miejską „Continuum 2, czyli Banany na Sadybie”, przedstawienie muzyczne „Sąsiedzi” z dziećmi Małej Filmówki śpiewającymi Przyborę i Wasowskiego, wieczór gawęd Jarosława Wojciechowskiego o przedwojennym życiu artystycznym stolicy, oraz spektakl muzyczny „Warszawiaki na Sadybie”. Kolejnym dużym przedsięwzięciem, który koordynowała Aleksandra Karkowska było „Babie Lato” – we wrześniu 2017 na Skwerze Ormniański odbyły się z tej okazji pchli targ, piknik sąsiedzki, potańcówka i wieczór wspomnień Dyżurnej Staruszki Sadyby, Izy Płatkowskiej, a drugiego dnia – turniej tenisowy Sadyba Cup na kortach TKKF Wars. Dodatkowo Karkowska aktywnie uczestniczyła w życiu chóru Sadyba Śpiewa oraz wspierała organizację grudniowego kiermaszu artystycznego na Okrężnej. Aleksandra Karkowska wyszła też ze swoją pasją do Sadyby poza Sadybę. W kolejnych miastach spotykała się z czytelnikami na spotkaniach autorskich, poświęconych jej książce „Banany z cukru pudru”, która popularyzuje Sadybę. Aleksandra Karkowska została uwzględniona w zestawieniach aż 10 jurorów, od jednego otrzymała 10 punktów, a od dwóch po 9 punktów.

Miejsce 4. – Przemek Pasek (110 punktów)

Prezes fundacji Ja Wisła zanotował lekki spadek z 3. lokaty w poprzednim roku. Związany ze starą Sadybą od 3 lat – od kiedy namówiony przez sadybiańskich aktywistów napisał i zgłosił pierwszy projekt dotyczący Jeziorka Czerniakowskiego do budżetu partycypacyjnegp. W ubiegłym roku zrealizował już 3. edycję swojego projektu nazwanego „Ścieżka dla Jeziorka Czerniakowskiego”. Projekt obejmował m.in. wywóz wielu ton śmieci, 100 zajęć edukacyjnych dla dzieci, w tym 50 na łódkach, wwiezienie 100 ton piasku na plażę Jeziorka, utwardzenie wielokilometrowej ścieżki wokół Jeziorka. Wszystko na to wskazuje, że będzie to jego ostatni projekt budżetu partycypacyjnego na starej Sadybie (więcej o tym za kilka dni). Poza budżetem, popularyzował Jeziorko Czerniakowskie przez organizowanie wielu akcji wolontariackich z pracownikami firm przy sadzeniu wierzb i sprzątaniu brzegów. Jurorzy dali Paskowi 3 dziesiątki, ale jednocześnie aż pięciu jurorów nie umieściło go w pierwszej dziesiątce swojej listy, co nie zdarzyło się w poprzednich edycjach naszego rankingu.

Miejsce 5. – Katarzyna Szczepaniak (108 punktów)

Pojawiła się zupełnie znikąd. Nienotowana wśród blisko 40 nazwisk za rok 2016, Katarzyna Szczepaniak tym razem wystrzeliła wprost na miejsce 5., tylko dwa punkty za legendarnym Przemkiem Paskiem. Szefowa inicjatywy Akademia Znajomych wymyśliła i zorganizowała cykl 8 spotkań edukacyjnych „Niepodległa 2017” poświęconych kulturze i sztuce przedwojnia. Cykl obejmował m.in. recital Joanny Hort, wykłady, wystawy, konkursy, pokazy mody i koncert chóru Sadyba Śpiewa. Przy okazji, w ramach 2-miesięcznego intensywnego programu wydarzeń, połączyła społeczność mieszkańców Sadyby z okolicznymi instytucjami – z Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej i z Narodowym Instytutem Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów. Z Jarosławem Wojciechowskim, współtwórcą cyklu „Niepodległa”, zorganizowała również wieczór gawęd pana Jarka o przedwojennym życiu artystycznym stolicy w ramach festiwalu Otwarte Ogrody 2017. Nie tylko organizuje, ale także uczestniczy. W minionym roku aktywnie uczestniczyła w sadybiańskim chórze Sadyba Śpiewa, który już 3-krotnie wystąpił przed mieszkańcami osiedla. Od jurorów Katarzyna Szczepaniak otrzymała dwie dziesiątki. Jej osiągnięcia odnotowało 10 z 12 jurorów.

Miejsce 6. – Małgorzata Durska i Maciej Wojas (102 punkty)

W ubiegłym roku tuż za pierwszą dziesiątką, na 12 miejscu. Dziś silne miejsce 6. Współwłaściciele sadybiańskiej restauracji Zegarmistrzowska zapracowali sobie na wysoką lokatę aktywnym wspieraniem licznych lokalnych inicjatyw. Zorganizowali w restauracji Zegarmistrzowskiej wiele bezpłatnych wydarzeń kulturalnych dla mieszkańców Sadyby, w tym pogawędki i warsztaty o zegarach, cykl spotkań o podróżach, cykl spotkań z poezją. Do czerwca 2017 sponsorowali cotygodniowe obiady dla kilku par seniorów i wolontariuszy w ramach akcji Międzypokoleniowy Obiad z Seniorem na Sadybie. Zapewniali bezpłatny poczęstunek dla gości podczas lokalnych imprez – cyklu Niepodległa czy też Kiermaszu Okrężna Artystyczna. Zorganizowali pogawędkę zegarmistrza Jana Szymańskiego podczas festiwalu Otwarte Ogrody 2017. Wreszcie, w styczniu 2018, zorganizowali kilka charytatywnych aukcji internetowych w ramach Orkiestry Świątecznej Pomocy 2018. Aukcje przyniosły razem ponad 10 tysięcy złotych. Zaangażowanie Małgorzaty Durskiej i Macieja Wojasa doceniło 10 z 12 jurorów. Kilku z nich przyznało jedne z najwyższych możliwych not – jedną dziewiątkę i jedną ósemkę.

Miejsce 7. Agnieszka Bąk (78 punktów)

Rok temu na odległym 29. miejscu z zaledwie kilkoma punktami, tym razem awansuje aż o 22 miejsca do ścisłej pierwszej dziesiątki. Agnieszka Bąk powraca do tego, co robiła przed laty – to ona razem z Lunią Bonder wymyśliła przed 10 laty pchli targ na festiwalu Otwarte Ogrody. Impreza przyjęła się i jest żelaznym punktem programu od lat – osatnio również w wersji jesiennej. Do znanego już pomysłu, Agnieszka Bąk dorzuciła w ubiegłym roku nowy – zainicjowała powstanie sąsiedzkiego chóru Sadyba Śpiewa. Chór okazał się lokalną sensacją – na każdy z jego trzech dotychczasowych występów przychodziły tłumy Sadybian. Dziś Agnieszka aktywnie wspiera chór, uczestnicząc w jego próbach i występach. Bąk zauważyło 8 jurorów, z czego kilkoro przyznało jej wysokie noty (jedna dziesiątka i jedna dziewiątka).

Miejsce 8. – Brygada Czerniakowska (76 punktów)

Jeszcze rok temu byli o krok od zwycięstwa w rankingu, zajmując ostatecznie drugie miejsce. Dziś spadek aż o sześć pozycji. Bezdomni z okolic Jeziorka Czerniakowskiego, skrzyknięci przez Przemka Paska z fundacji Ja Wisła do sprzątania rezerwatu, zasłynęli z corocznego sprzątania kilkudziesięciu ton śmieci z brzegów zbiornika. Ubiegłoroczna ostatnia edycja projektu „Ścieżka dla Jeziorka Czerniakowskiego” pod wodzą Paska spowoduje zapewne, że w kolejnym roku dotychczasowa tytaniczna praca Brygady Czerniakowskiej pójdzie w zapomnienie, a efekt względnej czystości i porządku zostanie zaprzepaszczony. O Brygadzie pamiętają nieliczni jurorzy – tylko czterech – ale za to przyznają jej najwyższe z możliwych ocen. Na łączną notę Brygady składają się aż dwie dziesiątki i dwie dziewiątki.

Miejsce 9. – Małgorzata Terlecka (56 punktów)

W trzyletniej historii naszego rankingu, Małgorzata Terlecka nie pojawiała się dotąd na żadnej liście aktywnych Sadybian. Małgorzata Terlecka udziełała się dotąd w chórze osiedlowego kościoła, ale jej gwiazda rozbłysła na dobre dopiero, gdy przyjęła propozycję poprowadzenia sąsiedzkiego chóru. Chór o nazwie „Sadyba Śpiewa” wykonał pierwszy koncert na jesieni 2017 roku i od samego początku gromadzi na swoich występach tłumy Sadybian. Terlecka jest siłą sprawczą tego amatorskiego chóru i zarazem jego dyrektorem artystycznym (planuje repertuar, prowadził próby, wprowadza choreografię itd.). Wkład Małgorzaty Terleckiej w rozwój starej Sadyby zauważyło 4 jurorów, przyznając jej wysokie noty (m.in. jedną dziewiątkę i jedną ósemkę).

Miejsce 10. – Urszula Eriksen (48 punktów)

Urszula Eriksen zanotowała spadek o pięć miejsc z piątej pozycji w 2016 roku. Współwłaścicielka sadybiańskiej kawiarni Nabo od lat animuje życie towarzyskie i społeczne starej Sadyby. Jak co roku, w minionych 12 miesiącach – od 21 marca 2016 do 21 marca 2017 – zorganizowała w swoim lokalu bezpłatne spotkania z autorami książek i ciekawymi ludźmi, ale też kreatywne zajęcia zręcznościowe dla dzieci, warsztaty kulinarne, czy cykliczne robótki na drutach dla dorosłych. Do czerwca 2017 co tydzień sponsorowała obiady dla kilku par seniorów i wolontariuszy w ramach akcji Międzypokoleniowy Obiad z Seniorem na Sadybie. Współorganizowała też konkurs na ciacho Sadyby w ramach festiwalu Otwarte Ogrody Sadyba 2017 oraz wspierała kulinarnie różne inicjatywy lokalne – m.in. kiermasz Okrężna Artystyczna w grudniu 2017. Jurorzy wciąż ją ciepło pamiętają – pojawiła się w zestawieniach sześciu z nich.

Pozostałe miejsca

11. Małgorzata Przybylik – Kucharska – 40 pkt.

12. Izabella Dembińska – 36 pkt.

13. Ignacy Stanisław Dembiński – 36 pkt.

14. Izabela Płatkowska – 30 pkt.

15. Jarosław Wojciechowski – 28 pkt.

16. Lunia Bonder – 24 pkt.

18. Marek Maliszewski – 20 pkt.

20. Dorota Nurek – 16 pkt.

21. Olgierd Siewierski – 14 pkt.

22. Katarzyna Woźnicka – 14 pkt.

24. Anna Tryc Bromley – 2 pkt.

25. Marcin Giżycki – 2 pkt.

Jurorami w rankingu 2017 byli (w kolejności alfabetycznej): Lunia Bonder, Herbert Brejtfus, Urszula Eriksen, Aleksandra Karkowska, Grzegorz Mazurowski, Katarzyna Molska, Jerzy Piasecki, Izabela Płatkowska, Małgorzata Przybylik – Kucharska, Maria Przybysz, Anna Tryc-Bromley, Agnieszka Taborska.


Czytaj dalej