Działaczka opozycji otrzyma skwer na starej Sadybie

Działaczka opozycji otrzyma skwer na starej Sadybie

Bezimienny zieleniak między Nałęczowską, Buską i Żegiestowską ma wkrótce otrzymać nazwę Skwer Anieli Steinsbergowej. Zdecydują o tym stołeczni radni na najbliższej sesji Rady Warszawy.

O upamiętnienie Anieli Steinsbergowej, prawnika i działaczki opozycyjnej, wystąpiła grupa 12 radnych Rady Warszawy. Sprawa jeszcze w lipcu trafiła do odpowiednich gremiów opiniujących. Tu zdania były podzielone. Najpierw Komisja ds. Nazewnictwa Miejskiego na posiedzeniu 4 lipca wydała opinię pozytywną, po czym tydzień później, 11 lipca, Zespół Nazewnictwa Miejskiego – wydał opinię negatywną. Do kompletu opinii brakuje jeszcze uchwały Rady Mokotowa (ta ma być głosowana na sesji we wtorek). Opinie nie są jednak wiążące dla stołecznych radnych. Ci podejmą ostateczną decyzję na najbliższym posiedzeniu Rady Warszawy w czwartek.

Aniela Steinsbergowa to prawnik, która przez większość życia wspierała opozycję demokratyczną. Urodzona w 1896 roku w Wiedniu w domu zamożnych polskich Żydów, przed wojną była obrońcą w procesach politycznych, po wojnie prowadziła sprawy rehabilitacyjne żołnierzy Armii Krajowej. Od 1959 pełniła rolę obrońcy w procesach politycznych, m.in. Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego (1965). W 1975 roku jako jedna z 59 osób podpisała list przeciw projektom zmian w Konstytucji PRL. W 1976 roku weszła do grona 14 członków-założycieli Komitetu Obrony Robotników – obok m.in. Stanisława Barańczaka, Jacka Kuronia, Jana Józefa Lipskiego i Antoniego Macierewicza. Do końca życia uczestniczyła w inicjatywach opozycyjnych. Nie była związana z Sadybą. Zmarła w 1988 roku w Warszawie. 

Za miejsce upamiętnienia działaczki opozycyjnej wybrano bezimienny pas zieleni wzdłuż Nałęczowskiej, między Buską i Żegiestowską. Po ewentualnej pozytywnej decyzji Rady Warszawy w najbliższy czwartek, uchwała o ustanowieniu Skweru Anieli Steinsbergowej wejdzie w życie po 14 dniach od jej ogłoszenia w Dzienniku Urzędowym Województwa Mazowieckiego. Tabliczki z nową nazwą powinny więc się pojawić na starej Sadybie na początku października.


Czytaj dalej

Goraszewska z poślizgiem – mamy oświadczenie urzędu dzielnicy Mokotów

Goraszewska z poślizgiem – mamy oświadczenie urzędu dzielnicy Mokotów

Mokotowski ratusz przesunął remont historycznej ulicy starej Sadyby na rok 2020. Co tak opóźnia remont Goraszewskiej? Odpowiedź urzędników niestety nie rozwiewa wątpliwości.

Kilka dni temu informowaliśmy, że mokotowski ratusz z niejasnych powodów przesunął o dwa lata termin remontu ulicy Goraszewskiej na starej Sadybie. Według najnowszych planów, ulica ma zostać oddana do użytku dopiero w 2020 roku.

Wczoraj po długim oczekiwaniu otrzymaliśmy stanowisko mokotowskiego ratusza. Wynika z niego, że na drodze do rozpoczęcia przebudowy ulicy stoją trzy etapy: „uzyskanie odstępstwa (od warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne, takich jak minimum 5-metrowy promień łuku kołowego osi jezdni , czy konieczność zbudowania placu do zawracania w przypadku drogi nieprzelotowej – przyp. red.), uzyskanie decyzji pozwolenie na budowę, przetarg w celu wyłonienia wykonawcy robót.”

Trzy etapy o niejasnej długości

Ile czasu zajmą wspomniane trzy etapy i czy razem uzasadniają tak duże opóźnienie? Tego niestety nie wiadomo. Jedyne szacunki w oficjalnej odpowiedzi urzędu dotyczą bowiem tylko pierwszego etapu. – Wydanie zgody na udzielenie odstępstwa z doświadczenia trwa od 8 do 11 miesięcy – pisze Piotr Pełka z wydziału prasowego mokotowskiego urzędu. Z jego odpowiedzi nie wynika jednak, kiedy urząd dzielnicy złożył wniosek o odstępstwo, czyli od którego momentu liczy się te 8 do 11 miesięcy.

Z odpowiedzi urzędu wnioskujemy, że kolejne etapy powinny potrwać stosunkowo krótko. – Do uzyskania decyzji pozwolenie na budowę konieczne jest odstępstwo – pisze przedstawiciel urzędu o drugim etapie. – Bez poprawnej dokumentacji ( z uzyskaniem odstępstwa) nie uzyska się decyzji pozwolenie na budowę, które jest wymagane na obszarze objętym przez konserwatora zabytków. – Pełka przyznaje przy tym, że „dokumentacja jest kompletna”. Mówiąc prościej – projekt przebudowy ulicy z wszystkimi zgodami właściwych urzędów jest już gotowy – a jedyne, czego potrzeba do uzyskania pozwolenia na budowę – to zgoda na odstępstwo od odpowiedniego ministerstwa.

Trzeci etap poprzedzający rozpoczęcie remontu – rozpisanie przetargu na wykonawstwo – trwa zwyczajowo kilka tygodni. Ostatnio etap ten trzeba jednak kilkakrotnie ponawiać – wykonawcy zgłaszający się do przetargu podają bowiem często kwoty znacznie przekraczające budżet przewidziany przez dzielnicę na dane zadanie.

Pieniądze na każdy rok budowy są, ale nie wiadomo na co

Opóźnienie budowy o dwa lata wydaje się więc być mocno na wyrost. Podobnie jak zakres prac w poszczególnych latach. Przypomnijmy: z łącznego budżetu w wysokości 2,3 miliona złotych zarząd dzielnicy Mokotów zdecydował przesunąć 1,3 miliona na rok 2019 i okrągły milion na rok 2020. Na pytanie o to, co konkretnie dzielnica zamierza zrealizować w poszczególnych latach, uzyskaliśmy z mokotowskiego ratusza informację, że „szczegóły realizacji  i zakresy budowy ustalone będą na etapie umowy z wykonawcą”. Czyli na dziś nie wiadomo, na co pójdą pieniądze zabudżetowane na rok 2019 i 2020.


Czytaj dalej

Goraszewska powstanie dopiero za dwa lata?

Goraszewska powstanie dopiero za dwa lata?

Zarząd Mokotowa zdecydował o znacznym opóźnieniu remontu jednej z głównych ulic starej Sadyby. Zamiast w 2018 nowa Goraszewska ma teraz powstać w 2020 roku.

Remont jednej z głównych ulic starej Sadyby zalicza właśnie kolejny poślizg. Niespodziewanie, na początku lipca zarząd dzielnicy Mokotów podjął uchwałę o przeniesieniu niemal wszystkich środków na remont Goraszewskiej z roku 2018 (2,3 miliona złotych) na lata: 2019 (1,3 mln) i 2020 (1,0 mln).

Oficjalnie powodem opóźnienia jest nieuzyskanie odstępstwa techniczno-budowlanego z właściwego Ministerstwa, a w konsekwencji brak możliwości zakończenia dokumentacji projektowo-kosztorysowej.

Decyzja mokotowskiego ratusza stanowi całkowite zaskoczenie. Jeszcze niedawno burmistrz Mokotowa zapowiadał kompleksowy remont i oddanie drogi w 2018 roku. Odpowiednie środki na ten cel były zarezerwowane w wieloletnim planie inwestycyjnym miasta. Od kilku miesięcy wiadomo było, że dotrzymanie terminu remontu jest zagrożone. Urząd dzielnicy dwukrotnie nie uzyskał bowiem zgody konserwatora zabytków na zbudowanie wyniesionego skrzyżowania na rogu Godebskiego i Goraszewskiej. Takie rozwiązanie miało być jednym z elementów uspokojenia ruchu w strefie Tempo 30 – o wprowadzenie takiej strefy na całym zabytkowym osiedlu wnioskowali mieszkańcy Sadyby w konsultacjach społecznych.

Brak zgody konserwatora zabytków to jeden powód opóźnienia. Drugi to odstępstwo od ministerstwa. Z dostępnych nam informacji wynika jednak, że żaden z tych powodów nie uzasadnia aż dwuletniego opóźnienia w pracach budowlanych. Dokumentacja remontowa jest już bowiem gotowa. Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że mimo wspominanych przeszkód remont ulicy jest prawnie i technicznie możliwy do wykonania w 2019 roku. Dlaczego zatem mokotowski ratusz wnioskował o przesunięciu środków aż do 2020 roku włącznie?

Urząd dzielnicy Mokotów od czterech tygodni nie odpowiedział na nasze szczegółowe pytania.


Czytaj dalej

Śmierdzący problem nadal trwa

Śmierdzący problem nadal trwa

Problem z wywożeniem śmieci z posesji na Sadybie nie ustał. Mamy kolejne doniesienia.

Mieszkańcy starej Sadyby i bliskiej Augustówki alarmują: mimo zmasowanych wysiłków MPO, śmieci nadal zalegają na tutejszych posesjach. Taki jest stan na piątek rano.

– Od momentu przejęcia odbioru przez gminę 1 sierpnia śmieci nie zostały ani razu odebrane – o sytuacji na osiedlu Zen Garden mówi Agnieszka Frydryszak. – Okna nie da się otworzyć. Pojawiły się szczury – ostrzega mieszkanka osiedla przy Jeziorku Czerniakowskim.

– Do tej pory nie odebrano śmieci segregowanych – o sytuacji przy początkowych numerach Okrężnej donosi Anna Oleksicka. Mieszkanka Sadyby najbardziej narzeka jednak na brak informacji o planowanych odbiorach. – Próbowałam zadzwonić do MPO w sprawie nieodebranych śmieci. MPO stworzyło nawet osobną linię informacyjną do kontaktów z mieszkańcami Mokotowa w sprawie niewywiezionych śmieci. To są cztery warszawskie numery. Cóż z tego, skoro kolejki do tych numerów są ogromne, a automat rozłącza połączenie, jeśli czas oczekiwania przekroczy pięć minut? Nawet jeśli się jest pierwszym w kolejce. Trzeba dzwonić ponownie i, oczywiście, znowu się jest na końcu kolejki i tak w nieskończoność. Rozumiem problemy organizacyjne, ale niedopuszczalny jest dla mnie brak informacji i utrudnianie do niej dostępu. Mogę poczekać na odbiór śmieci, ale chcę widzieć, ile mam czekać.

– Dodzwoniłam się wreszcie do sekretariatu – kontynuuje pani Anna. – Pani, która tam pracuje próbowała mi pomóc, ale nic nie mogła zrobić, bo wszyscy konsultanci z infolinii mają olbrzymie obłożenie. Potrzebna jest informacja, kiedy MPO zacznie wywiązywać się z umowy. Kiedy wreszcie śmieci zaczną być odbierane. Jeśli mamy czekać to musimy wiedzieć ile.

Anna Oleksicka zauważa pewne postępy. – Śmieci zmieszane zostały z Okrężnej odebrane w środę. W infolinii powiedziano mi, że taki interwencyjny samochód w środę będzie jeździł. No i rzeczywiście jeździł. We wtorek natomiast śmieciara pojawiła się na Okrężnej dwa razy. Pracownicy przeszli się między rozstawionymi pojemnikami, ale popatrzyli tylko i pojechali. W piątek spróbuję zadzwonić do MPO w sprawie segregowanych, ale mogę nie mieć tyle cierpliwości, co ostatnio (4 godziny) – deklaruje mieszkanka Sadyby.

Mniej szczęścia mają mieszkańcy osiedla Zen Garden z Santockiej 10 na pograniczu Sadyby i Augustówki. – Sprawa była zgłaszana przez sąsiadów do urzędu. Niestety, dziś dalej śmieci leżą – mówi Agnieszka Frydryszak. – Sąsiedzi zastanawiają się nad wynajęciem śmieciarki, która przyjedzie odebrać odpady – dodaje podłamana mieszkanka.

Mieszkańcy Sadyby i Augustówki muszą uzbroić się w cierpliwość. Jak poinformowała nas Judyta Motyka z działu komunikacji społecznej w MPO, odbiór odpadów ze wskazanych w artykule lokalizacji jest zaplanowany na niedzielę, 19 sierpnia, w ramach interwencyjnego odbioru odpadów.


Czytaj dalej

A jednak! Bez słupków i z miejscami parkingowymi wzdłuż Powsińskiej

A jednak! Bez słupków i z miejscami parkingowymi wzdłuż Powsińskiej

Najemcom i właścicielom lokali użytkowych wzdłuż Powsińskiej udało się przekonać stołecznych urzędników do ustępstw. Klienci ich sklepów będą mogli parkować przed lokalami.

Jak informowaliśmy przed kilkoma tygodniami, właściciele lokali położonych wzdłuż remontowanej ulicy Powsińskiej skrzyknęli się, by wspólnie zaprotestować przeciwko likwidacji miejsc parkingowych przed swoimi sklepami. O takich planach dowiedzieli się przypadkowo od robotników prowadzących remont chodnika przy Powsińskiej. Rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich oficjalnie zaprzeczyła istnieniu planów, ale wyżsi urzędnicy ZDM w rozmowach z naszą redakcją nieoficjalnie je potwierdzali. Aby ostatecznie wyjaśnić sytuację i uzyskać wiążącą decyzję ratusza, Małgorzata Uszyńska, stojąca na czele sadybiańskich kupców, przez kolejnych kilka tygodni prowadziła rozmowy z ZDM i Biurem Mobilności w stołecznym ratuszu.

Przełom w mailu

Przełom nastąpił 30 lipca. 3 dni po telefonicznej rozmowie z Uszyńską, do przywódczyni protestu napisała maila sama wiceprezydent Warszawy, Renata Kaznowska. – Odpowiadająć na Pani pytanie, informuję, że w ramach wykonywanych prac nie planuje się ustawiana słupków blokujących na chodniku, ani też ustawiania oznakowania pionowego znak B-36, zakaz zatrzymywania – stwierdziła. Co to oznacza w praktyce? Tłumaczy Uszyńska: – Miasto prowadzi prace remontowe polegające – po naszych uzgodnieniach – na odtworzeniu tego, co było.

Wiceprezydent Warszawy dała jednocześnie do zrozumienia w mailu, że parkowanie wzdłuż Powsińskiej będzie miało charakter nieformalny, żeby nie powiedzieć niezgodny z prawem. – Zwracam uwagę, że ul. Powsińska posiada klasę drogi GP (droga przyspieszona), co w praktyce oznacza m.in. zakaz sytuowania przy takiej ulicy miejsc postojowych – wskazuje Kaznowska. I dalej wyjaśnia: – Klasy poszczególnych dróg ujęte są w Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Warszawy. Wiele z warszawskich ulic, w praktyce utraciło pierwotną rolę zapisaną w Studium, dlatego w chwili obecnej opracowujemy Plan Systemu Transportowego, który wykorzystany zostanie w nowym Studium. Jego uchwalenie planowane jest w 2020 roku. Jak wynika ze wstępnych danych, dla ul. Powsińskiej rekomendować będziemy obniżenie klasy drogi, co pozwoli w przyszłości na inne jej zagospodarowanie.

Będzie prywatny remont

W mailu od Prezydent Kaznowskiej nie ma jednak ani śladu po innych ustaleniach, które trzy dni wcześniej również padły w telefonicznej rozmowie z Uszyńską. Ta ostatnia wyjaśniła naszej redakcji: – My jako przedsiębiorcy otrzymaliśmy pozwolenie /wcześniej tego typu propozycje były odrzucane/ na prywatny remont części chodnika przy budynkach prowadzących działalność usługową. Nam zależy na podniesieniu estetyki miejsca i już wiele lat wcześniej składaliśmy do ZDM-u pisma z prośbą o zgodę na przeprowadzenie własnego remontu – położenie kostki brukowej i wydzierżawienie kilku miejsc na potrzeby własne. Teraz w rozmowie taka zgoda została wyrażona – informuje przywódczyni protestu sklepikarzy.

– Chcemy, aby projekt (remontu chodnika – przyp. red.) dla wszystkich chętnych (właścicieli lokali użytkowych wzdłuż Powsińskiej – przyp. red.) był jednolity – kostka brukowa i wydzielenie miejsc, w których można parkować od ruchu pieszego. W rozmowie z ZDM teź usłyszałam taką zapowiedź, że w niedalekiej przyszłości ma ruszyć obwodnica i pas najbliższy chodnika ma być udostępniony jako miejsca postojowe. Trzeba już dzisiaj przygotować projekty i rozmawiać z urzędem – podsumowuje Uszyńska.

– Na dzień dzisiejszy przejmujemy gwarancje eksploatacji chodnika od firmy PORR, co daje nam możliwość wykorzystania miejsc postojowych w tym miejscu, żeby nikt się nie czepiał – mówi przebojowa właścicielka kamienicy z lokalami użytkowymi na rogu Powsińskiej i Goraszewskiej.

Nie narzekamy

Ustalenia telefoniczne w sprawie prywatnego remontu i przekazania miejsc parkingowych sklepikarzom z Sadyby nie przyjęły formy drukowanego pisma ani nawet maila. To jednak nie przeszkadza Małgorzacie Uszyńskiej odczuwać satysfakcję. – Kierunek właściwy jest nadany i nic więcej nie osiągnę w tym momencie. Nie narzekamy. Poza tym raz na 20 lat jest przygotowywany dokument zmieniający klasyfikacje drogi, więc trochę się wstrzeliliśmy w temat! Trzeba teraz to dopracować i mieć rękę na pulsie – cieszy się samozwańcza przywódczyni zwycięskiej rebelii.


Czytaj dalej

Sadyba tonie w śmieciach

Sadyba tonie w śmieciach

Sadyba – podobnie jak reszta Mokotowa – przeżywa kryzys śmieciowy. Miejska spółka MPO, która od 1 sierpnia przejęła od Lekaro obsługę nieruchomości w dzielnicy, nie wywiązuje się z nowo ogłoszonych harmonogramów odbioru śmieci z posesji. Burmistrz Mokotowa apeluje do mieszkańców o zgłaszanie nieprawidłowości, a ci domagają się konsekwencji za niewywiązywanie się z umów.

Od kilku dni mieszkańcy starej Sadyby informują nas o problemach z odbiorem śmieci z ich posesji.

– Od zmiany „śmieciarzy” zalegają stosy śmieci – alarmuje Urszula Eriksen z kawiarni NABO. – Od prawie 10 dni nikt ich nie odbiera. Dzwonimy, interweniujemy i bez skutku. Przez te upały w śmieciach zalęgło sie robactwo… Jesteśmy bezsilni. Zarówno w NABO jak i prywatnie…. Podobnie dzieje się przy Jeziorku Czerniakowskim. – Dzisiaj MPO miało termin wywozu śmieci a śmietnik na osiedlu przy Placu Rembowskiego wygląda jak na zdjęciu. Nigdy wcześniej takiej sytuacji nie było – donosi Ewelina Jaskulska, mieszkanka osiedla przy Pl. Rembowskiego 9.

Narzekają również kupcy z bazaru Sadyba na rogu Powsińskiej i św. Bonifacego. – Przepraszamy za dyskomfort związany z sytuacją z odpadami gromadzonymi na Bazarze Sadyba – czytamy w ogłoszeniu do pobliskich mieszkańców, sygnowanym przez kupców i zarządcę targowiska. – Mamy nadzieję, że wkrótce uda się przywrócić stan sprzed 1 sierpnia 2018. Podejjmujemy w tej sprawie odpowiednie działania – piszą przedstawiciele bazaru.

Burmistrz apeluje

Problemy z odbiorem odpadów odczuwalne są na całym Mokotowie. Wczoraj w tej sprawie wydał specjalne oświadczenie burmistrz dzielnicy, Bogdan Olesiński. – Na Mokotowie od 1 sierpnia 2018r. nastąpiła zmiana operatora wywozu odpadów komunalnych. W naszej dzielnicy skala tego przedsięwzięcia jest ogromna. Docierają do nas sygnały o zaleganiu śmieci w różnych budynkach i na posesjach – staramy się reagować natychmiast. Urzędnicy mokotowskiego Wydziału Ochrony Środowiska oraz Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami od poniedziałku 6 sierpnia br. sprawdzają miejsca składowania odpadów pod kątem ich zgodności z harmonogramami wywozu. W krótkim czasie nie jesteśmy w stanie dotrzeć do każdego z tych miejsc – pisze Olesiński na stronie internetowej dzielnicy.

Burmistrz zachęca do zgłaszania nieprawidłowości w obsłudze nieruchomości na numer telefonu 19115 lub portal warszawa19115.pl. Dodatkowo, informuje, że uruchomił w tym celu w Dzielnicy Mokotów kolejny numer telefonu: 22 443-63-79 oraz adres e-mail: mokotow.odpady@um.warszawa.pl. – Państwa monity pozwolą na jeszcze sprawniejsze reagowanie na tę sytuację – zachęca mieszkańców, dziękując im przy okazji za dotychczasową pomoc. – Proszę o wyrozumiałość i współpracę – kończy Olesiński w komunikacie.

Zwolnijcie z opłat! – domagają się mieszkańcy

Pod wpisem burmistrza na profilu urzędu dzielnicy Mokotów na Facebooku posypały się negatywne komentarze. – To, co jest najgorsze w tym całym bałaganie, to że dziś nie można sobie zamówić wywozu odpadów przez inną niż MPO a wcześniej również (słaba) Lekaro. Koszty natomiast wzrosły (przed wprowadzeniem socjalizmu smieciowego) dwa razy – odnotowuje Maciej Hassa w komentarzu pod wpisem burmistrza. – Szczere zgłaszanie na Waszą infolinię nic nie daje. Weźcie więc w końcu za to odpowiedzialność finansową. Gdzie i jak można wnioskować o obniżenie opłat za fikcyjny wywóz śmieci? – domaga się mieszkaniec Mokotowa. Podobnych głosów domagających się zwolenia z opłat za wywóz śmieci do momentu uregulowania sytuacji jest w Internecie więcej.


Czytaj dalej

Jeziorko Czerniakowskie zamknięte dla kąpieli

Jeziorko Czerniakowskie zamknięte dla kąpieli

Ratownicy stołecznego WOPR-u zamknęli dziś do odwołania kąpielisko nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Powodem są sinice.

Oficjalnie przyczyną jest „pogarszający się stan wody”. Na tablicy informacyjnej umieszczonej przy stanowisku WOPR widnieje jednak wskazówka, że chodzi o sinice.

Takie jest podejrzenie ratowników. Intensywnie zielony kolor przybrała woda tylko w jednej zatoczce, przy dawnym pomoście (na zdjęciu, za czerwoną flagą). Wzdłuż linii wody przy plaży charakterystycznych bąbli na wodzie ani przebarwień nie widać.

– Ratownicy pozostaną na dyżurze, aby informować plażowiczów o zaistniałej sytuacji – podaje na Facebooku Mokotowski Ośrodek Sportu i Rekreacji, który opiekuje się okolicą plaży. OSiR natychmiast zlecił badanie wody Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie przy ul. Kochanowskiego 21. Próbki wody do badania już pobrano.


Czytaj dalej

Orężna do remontu za dwa lata

Orężna do remontu za dwa lata

Jedna z najdłuższych ulic starej Sadyby, Orężna, ma zostać przebudowana w 2020 roku. Tak zapowiada obecny burmistrz Mokotowa.

– W roku 2019 zostanie opracowana dokumentacja na przebudowę ulicy Orężnej, a w następnym zostałby przeprowadzony jej remont – deklaruje burmistrz Mokotowa, Bogdan Olesiński w pisemnej odpowiedzi na pytanie, które zadał mu na początku lipca radny dzielnicy, Witold Wasilewski.

To ważna zapowiedź, na którą od lat czekają mieszkańcy zachodniej części zabytkowego osiedla Miasto Ogród Sadyba. Nie ma jednak pewności, czy stanie się tak jak obiecuje włodarz dzielnicy. We wcześniejszym piśmie do tego samego radnego, pochodzącym z 12 grudnia ubiegłego roku, burmistrz złożył bowiem inną obietnicę. – W roku 2018 zostanie wykonana koncepcja przebudowy ul. Orężnej obejmująca cały układ drogowy w/w ulicy – napisał. Według najnowszej deklaracji, koncepcja ma powstać rok później – w roku 2019.


Czytaj dalej

Było Lekaro. Będzie MPO

Było Lekaro. Będzie MPO

Od sierpnia odbiór śmieci z domów na Sadybie przejmuje MPO. To oznacza nowe harmonogramy zbiórek z posesji.

Od 1 sierpnia odpady komunalne ze starej Sadyby i reszty Mokotowa będą odbierane przez miejską spółkę MPO. Zmiana obejmie zarówno bloki mieszkalne jak i domki jednorodzinne.

Nowe harmonogramy

Najprawdopodobniej częstotliwość wywozu różnych rodzajów śmieci pozostanie taka sama jak dotąd. Zmienić się mogą natomiast dni tygodnia. Dokładne terminy odbioru odpadów z każdej posesji na Mokotowie będą dostępne od jutra, 25 lipca, na stronie http://www.mpo.com.pl/harmonogram-odbioru-odpadow.

Bez zmian ma pozostać liczba koszy na śmieci, z których będą odbierane nieczystości. Nadal mają być trzy: na odpady suche, mieszane i szkło.

Umowa miasta z firmą Lekaro, która dotychczas obsługiwała Mokotów i kilka innych dzielnic Warszawy, wygasa 28 lipca i nie zostanie przedłużona. Zgodnie z prawem, ratusz zdecydował się powierzyć wywóz śmieci w całym mieście własnej spółce, w ramach zlecenia z wolnej stopy, a więc bez przetargu. Według zapewnień wiceprezydenta Warszawy, Michała Olszewskiego, przekazanie obsługi odpadów komunalnych z wszystkich dzielnic gminnej spółce ma zmniejszyć koszty.

Rewolucja dopiero będzie

Prawdziwa rewolucja dopiero nadejdzie. Od 1 stycznia 2019 roku śmieciarki MPO mają opróżniać z posesji nie 3 ale 5 pojemników. Tyle wymaga nowe prawo. W przypadku domów jednorodzinnych dojdzie jeszcze szósty pojemnik – na odpady zielone, czyli głównie trawę. To oznacza potrzebę większej segregacji, ale też wymagać będzie wygospodarowania większego niż dotąd miejsca na pojemniki.

Ze względu na rosnące daniny państwowe, ale też konieczność korzystania z prywatnych firm do utylizacji odpadów, miasto najprawdopodobniej podniesie opłaty za wywóz śmieci. W niektórych gminach w Polsce, które już przeszły na nowy system, opłaty wzrosły dwukrotnie. Czy tak samo będzie w Warszawie, nie wiadomo. Decyzję o tym, jaką część wzrostu kosztów przerzucić na mieszkańców, a jaką wziąć na siebie w formie dotacji celowej, zdecydują stołeczni radni po wakacyjnej przerwie.

Obecnie – już od 4 lat – rodzina z trzema osobami lub więcej, segregująca śmieci w domu jednorodzinnym, płaci miesięcznie do kasy miejskiej 60 złotych. Dwuosobowe gospodarstwa domowe wnoszą 45 złotych miesięcznie, a osoby samotne – 30 złotych. Gospodarstwa domowe niesegregujące śmieci płacą o kilka złotych więcej od ich segregujących odpowiedników.


Czytaj dalej

Maturzysta przejechał na rowerze pół Europy, by zarobić na dom dla ciężko chorych

Maturzysta przejechał na rowerze pół Europy, by zarobić na dom dla ciężko chorych

19-latek z Sadyby pokonał na rowerze 1,5 tysiąca kilometrów. Z datków, ktore zadeklarowali Internauci za każdy przejechany przez niego kilometr, zebrał już ponad 20 tysięcy złotych. Wszystkie pójdą na dom dziennego pobytu dla osób chorych onkologicznie, który buduje fundacja Jestem.

Ani atak psów i kóz, ani wybity palec, przeciążane stawy i naciągnięte ścięgna, ani okoliczności przyrody – ulewne deszcze, wiatry, upały i tereny górzyste. Nic nie przeszkodziło Ignacemu Stanisławowi Dembińskiemu, by razem z kolegami przejechać rowerem trasę z Polski przez Słowację i Bułgarię do Turcji. Pokonał w ten sposób znacznie więcej niż 1300 kilometrów, jakie planował przed wyjazdem. – Po 1526 km udało nam się dojechać do celu – mówi dumny Ignacy. – Trasa się niestety wydłużyła z powodu problemów pogodowych, zdrowotnych i technicznych – dodaje.

Do osiągnięcia celu pomimo przeciwności młodego rowerzystę z Sadyby dopingowała akcja charytatywna, którą rozkręcił przed wyjazdem. Na profilu Facebook poprosił wtedy wszystkich chętnych do zadeklarowania określonej kwoty za każdy przejechany przez siebie kilometr. Tegoroczny maturzysta a obecnie już student Politechniki Warszawskiej, postanowił zebrać w ten sposób pieniądze na budowę domu dziennego pobytu dla osób dotkniętych chorobą nowotworową.

– Odzew na Facebooku był niesamowity – mówi Izabella Dembińska, szefowa fundacji Jestem, a prywatnie mama Ignacego. Jak podaje, w ciągu 3 tygodni na konto fundacji wpłynęło 22.857 złotych. – Część pieniędzy jest jeszcze obiecanych i niebawem wpłynie – zapewnia Dembińska.

Rzeka pomocy

Inicjatywa 19-latka z Sadyby okazuje się tylko jedną z cegiełek w budowie domu. Izabella Dembińska: – Ludzie się bardzo utożsamiają z budową naszego domu i wiele osób nie bierze od nas pieniędzy za swoje usługi. Na przykład Atelier3 Girtler&Girtler Pracownia Architektoniczna zrobiła nam projekt nowego domu, zajmuje się składaniem zmian warunków zabudowy i wszystkim, co dotyczy budowy domu od strony architektonicznej. Robi to wszystko za darmo! Nie biorą od nas ani grosza!

Kilkadziesiąt tysięcy złotych, zebrane dotychczas dzięki akcji Ignacego Dembińskiego, to tylko kropla w morzu potrzeb. – W zbieraniu pieniędzy na budowę domu pomaga cała moja rodziny, znajomi i przyjaciele. Niebawem będziemy szukać wykonawców i znów zrobimy jakąś akcję, żeby zebrać pieniądze – zapowiada szefowa fundacji Jestem. – Cieszę się, że tyle osób nam pomaga, że możemy wspólnie budować nasz dom, który będzie służył ciężko chorym ludziom – dodaje.

Dom zaczyna przybierać realne kształty

Dom dziennego pobytu ma być rozwinięciem działalności, którą fundacja Jestem prowadzi od 6 lat przy Goraszewskiej 16 na starej Sadybie. – Fundacja wspomaga osoby onkologicznie chore i ich rodziny – tłumaczy Izabella Dembińska. – Zajęcia nasze polegają na uaktywnieniu do życia ludzi, którzy są w trakcie leczenia onkologicznego lub po jego zakończeniu poprzez zajęcia psychologiczne, rehabilitacje, zajęcia kulturalne, wspólne wyjazdy w ciekawe miejsca wokół Warszawy oraz naukę gotowania i wspólny posiłek. Spotkania odbywają się bezpłatnie. Obecnie mamy 50 podopiecznych i 22 wolontariuszy – wyjaśnia założycielka organizacji.

Skala dzialalności jest już na tyle duża, że obecne warunki prowadzenia zajęć nie wystarczają. – Ponieważ spotkania nasze odbywają się w małej salce na terenie parafii i jest nam ciasno, postanowiliśmy kupić działkę i wybudować dom dziennego pobytu dla osób dotkniętych choroba nowotworowa – mówi Dembińska. Gros prac ma być wykonanych przez wolontariuszy i uczestników warsztatów. – Chcemy (ten dom) tworzyć wspólnie z naszymi podopiecznymi i z wolontariuszami. Chcielibyśmy, aby ktoś z nas malował ściany, inna osoba szyła firanki, ktoś inny pracował w ogródku. Wszystko według sił i talentów. Chcemy czuć się jak we własnym domu – podkreśla szefowa fundacji Jestem.

Dom to na dziś nie tylko marzenie, projekt budowlany i trochę pieniędzy od sponsorów. To również konkretne miejsce. – Kupiliśmy działkę 920 m2 przy ul. Sławkowskiej na Augustowce – potwierdza Izabella Dembińska. To okolice klubu jeździeckiego Hubert przy Jeziorku Czerniakowskim. Choć lokalizacja jest bliska starej Sadybie, to jednak z założenia dom dziennego pobytu ma przyjmować osoby z całej Warszawy i okolic.

Ignacy zbiera dalej

Rowerowa eskapada Ignacego Stanisława Dembińskiego i jego kolegów trwała od 25 czerwca do 13 lipca tego roku. Akcja charytatywna „jadę aby budować dom dla fundacji Jestem” jednak się nie skończyła. – Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali – pisze dzielny sadybiański kolarz na swoim Facebooku. – A tych, którzy mnie zmotywowali deklaracjami finansowymi dla fundacji, prosiłbym o wpłaty na konto Fundacji Jestem. Nr: 97 1160 2202 0000 0002 3020 0525. Tytuł: jadę zbudować dom. Nazwa i adres: Fundacja Wspierania Osób Nieuleczalnie i Przewlekle Chorych „JESTEM”, Ul. Rymanowska 36, 02-916 Warszawa. www.fundacjajestem.org, www.facebook.com/fundacjajestem.


Czytaj dalej