Na Sadybie śmierdzi jak śmierdziało. Ale jest postęp – nikt już nie zaprzecza, a dowodów przybywa

Na Sadybie śmierdzi jak śmierdziało. Ale jest postęp - nikt już nie zaprzecza, a dowodów przybywa

Mieszkańcy Sadyby, Augustówki i Wilanowa w dwa tygodnie doprowadzili do tego, że sortownia śmieci na Zawodziu przyznała się wreszcie do wytwarzania fetoru. A służby porządkowe na różnych szczeblach prowadzą kontrole w terenie. Mieszkańcom to jednak nie wystarczy – właśnie wymyślili nowe narzędzie. 

W ciągu dwóch tygodni, od końca sierpnia, smród na Zawodziu stał się problemem społecznym, wykraczającym poza najbliższą okolicę. Kilkuset mieszkańców Sadyby, Augustówki i Wilanowa skrzyknęło się na Facebooku i po raz pierwszy zaczęło działać w zorganizowanej grupie. Po początkowych narzekaniach, członkowie grupy szybko przeszli do zgłaszania przypadków smrodu na miejskiej infolinii 19115, na telefon interwencyjny straży miejskiej, na policję. Zaalarmowali też mokotowski wydział ochrony środowiska, miejskie biura ochrony środowiska i gospodarki odpadami, urząd marszałkowski. Za namową mieszkańców, o sprawie napisały też lokalne media.

Efekt tych zmasowanych działań jest na razie średni. Sądząc po wpisach członków facebookowej grupy, śmierdzi jak śmierdziało. – Za oknem 15C, a cuchnie jak przy 35C. Sporo im tego syfu śmieciarki nawiozły – w piątek napisała w Internecie Kasia Kryształowa. – I znów Remondis działa pod osłoną nocy… Jestem ledwo żywy po ciężkim tygodniu, fetor właśnie mnie obudził. 3:30! – dzień później narzeka Luk Bettermannot z Augustówki. – Mnie też obudził ten fetor w nocy (Okrężna) – w sobotę rano wtóruje mu pani Maria ze starej Sadyby. Kilka godzin później fetor potwierdza pan Roman z pobliskiej ulicy Zacisznej (- Nie da się otworzyć okien). O tym, że smród z godziny 3 nad ranem sięga aż 2,5 kilometra dalej – na rogu św. Bonifacego i Sobieskiego – donosi z kolei Internautka Sylwia. Podobne doniesienia pojawiały się w kolejnych dniach.

Złych wiadomości jest więcej. Straż miejska stwierdza, że w trakcie kontroli nie była w stanie ustalić przyczyny fetoru, a zatem nie nałożyła mandatu. Ta sama straż miejska i miejska infolinia 19115 informują mieszkańców, że z tego samego powodu zamykają ich zgłoszenia. 

Remondis: To nie my

Do odpowiedzialności nie poczuwa się też firma Remondis, która przez wielu uważana jest za głównego sprawcę fetoru. Dyrektor zakładu, Gerard Sobota, mówi w Gazecie Stołecznej z końca sierpnia, że wina nie leży po stronie jego firmy i że nie wie, co jest źródłem fetoru. Jednocześnie wskazuje, że po sąsiedzku działają inne firmy zajmujące się gospodarką odpadami. Sugeruje, że to one mogą być winne.

Bardziej bezpośrednia we wskazaniu winnych jest rzeczniczka firmy Remondis, Małgorzata Błaszczykiewicz. W odpowiedzi na pytania portalu Sadyba24.pl, przesłanej do naszej redakcji 2 września, nie pozostawia wątpliwości: – Uciążliwości odorowe mogą pochodzić również z innych firm będących w naszym sąsiedztwie, które podobnie jak REMONDIS zajmują się odbiorem odpadów: SUEZ, LEKARO, Eko-Raff, Asik, DKM Odpady, Darmar – stwierdza.

Rzeczniczka firmy Remondis uważa, że chwilowy fetor może być spowodowany niską jakością segregacji śmieci. – Skuteczność naszych starań w dużej mierze zależy od jakości przywożonego od mieszkańców odpadu, czyli jakości stosowanej u Państwa segregacji odpadów. Niestety niski poziom segregacji powoduje, że w zmieszanych odpadach komunalnych znajdują się też inne frakcje, które rozkładając się w warunkach beztlenowych (w workach na śmieci) powodują uciążliwości zapachowe poprzez zachodzące niekontrolowane procesy beztlenowego rozkładu materii organicznej. W panujących latem temperaturach, proces ten rozpoczyna się już w altance śmietnikowej, czy nawet w domowym koszu na śmieci, na co Remondis nie ma wpływu – wyjaśnia Błaszczykiewicz.

Rzeczniczka Remondis przekonuje nasz portal, że większość dostarczanych do firmy odpadów pochodzi od dostawców zewnętrznych i że ci dowożą je w nie zawsze domytych pojazdach. Na koniec, zapewnia, że jej zakład przetwarzania odpadów działa zgodnie z przyjętymi procedurami, w ramach obowiązujących przepisów i norm prawnych, a procesy prowadzone są zgodnie z posiadanymi decyzjami.

To ważne zapewnienie, choć jak wynika z dokumentów, do których dotarła nasza redakcja, zaledwie kilka tygodni przed wybuchem fetoru – w lipcu i w sierpniu – kontrole wykazały działania niezgodne z przepisami. Podczas wizyty w terenie 12 i 13 lipca pracownicy mazowieckiego inspektora z ochrony środowiska stwierdzili, że „praca w hali odbywa się przy otwartych wrotach”, co stanowi naruszenie decyzji marszałka mazowieckiego z 30 sierpnia 2018 o pozwoleniu zintegrowanym. Mariusz Zaga, pierwszy zastępca Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, potwierdził z kolei, że inspektorzy WIOŚ trzykrotnie w dniach  26-27 sierpnia przeprowadzili wizję w terenie i że „poza terenem stwierdzono uciążliwości zapachowe pochodzące z procesów przetwarzania odpadów prowadzonych przez spółkę”. W wyniku kontroli zakład ukarano mandatem karnym w trybie art. 171 ustawy o odpadach. Kolejne interwencje doprowadziły do uruchomienia przez Ministra Środowiska postępowania odwoławczego od decyzji marszałka województwa mazowieckiego o pozwoleniu zintegrowanym.

Przełom: Remondis zaczyna neutralizować zapachy

Liczne interwencje mieszkańców i przede wszystkim kontrole różnych służb w Remondisie zrobiły swoje. Od 19 sierpnia spółka zaczęła stosować granulat mający niwelować fetor. Zamówiła także do przetestowania dwie armatki różnych firm rozpylające mgiełkę wyłapującą związki lotne. Pierwsza miała przybyć na miejsce do 9 września.

Przełom nastąpił podczas spotkania członków internetowej grupy z dyrektorem zakładu na Zawodziu, Gerardem Sobotą. Kilku okolicznych mieszkańców na czele z radną dzielnicy Mokotów, Joanną Dembowską, spotkało się 2 września, by poznać przyczynę fetoru i możliwe środki zaradcze. Jak wynika z relacji uczestników spotkania, dyrektor zakładu początkowo zaprzeczał jakoby jego zakład był głównym sprawcą nieprzyjemnych zapachów, ale szybko zmienił ton. Przyznał, że ma problem ze smrodem.

– Bardzo zły zapach unoszący się z Remondisu dyrektor Sobota uzasadniał zbyt dużą ilością oraz złą jakością odpadów zmieszanych dostarczanych przez MPO – relacjonuje spotkanie radna Joanna Dembowska. – Uzasadniał to również Ustawą czystościową i regulacjami BGOK, które zakazują transportu odpadów o wysokim stopniu skażenia powietrza fetorem w weekendy – dodaje.

Najciekawsze w relacji radnej jest wskazanie prawdopodobnej przyczyny fetoru.  – Według słów pana Soboty śmierdzące odpady zalegają na placu Remondisu nawet do 72 godzin, zwłaszcza w weekendy – pisze Dembowska. – Należy dodać, że rozładunek śmieciarek odbywa się na placu i na wolnym powietrzu emitując w eter całą gamę miazmatów – podsumowuje. 

Dyrektor firmy Remondis przyznał więc, że fetor może pochodzić z jego zakładu na Zawodziu. Okazało się też, że nie wszystkie prace przy segregacji odpadów są prowadzone w zamkniętej hali. Zanim śmieci złej jakości trafią do hali leżą jeszcze wiele godzin na składowisku na otwartym powietrzu.

Mieszkańcy zbierają dowody

Podczas spotkania z mieszkańcami na początku września dyrektor zakładu Remndisu przy ul. Zawodzie 18 wskazał, jak zamierza walczyć z fetorem. Obiecał neutralizator zapachów i armatki pochłaniające fetor. Zaproponował również, by obudować plac ze składowiskiem odpadów halą.  Podobno Remondis nie może uzyskać pozwolenia, choć o nie jeszcze nie wystąpił.

Mieszkańcy nie wierzą jednak w deklaracje dyrektora Soboty. Jak śmierdziało tak bowiem nadal śmierdzi. Dlatego na facebookowej grupie pod nazwą Sadybiańska grupa do walki z fetorem śmieci jej członkowie postanowili zbierać dowody na istnienie problemu. Nazwali je rejestrem uciążliwości zapachowych. To w rzeczywistości ankieta złożona z trzech prostych pytań. Osoba zgłaszająca wystąpienie uciążliwości zapachowej musi podać miejsce, w którym odczuwalny jest fetor, datę i godzinę obserwacji, a także określić intensywność zjawiska w skali od 1 do 5.

– Uznaliśmy, że stworzenie bazy danych tego zapachu da nam szansę na wykazanie, że występowanie uciążliwości nie jest epizodyczne, dotyka dużej liczby mieszkańców dzielnicy i szerokiego zakresu geograficznego – mówi twórca ankiety, pan Mateusz. – Dzięki temu będziemy mogli argumentować nasze oczekiwania w stosunku do zakładu, aby ograniczył do zera występowanie nieprzyjemnego zapachu i prowadził działalność bez negatywnego oddziaływania na lokalne społeczności i sąsiedztwo – dodaje.

W ciągu niespełna tygodnia (od 6 do 11 września) zarejestrowano 154 zgłoszenia. 35 z nich dotyczy danych zebranych przed uruchomieniem ankiety. Z wstępnych analiz wynika, że sobota i niedziela to okres dużej intensywności zjawiska, a także dużego jego zasięgu. – Tylko 7 września, w sobotę odnotowaliśmy 76 zgłoszeń, a średnia intensywność fetoru określona została przez mieszkańców okolicy na 3,88 w pięciostopniowej skali – podaje autor ankiety. – Największe nasilenie zjawiska ma miejsce w godzinach wczesnych porannych (03:00-05:00), a także wieczorami (18:00-21:00) – zauważa pan Mateusz.

Ankieta narodziła się na grupie na Facebooku i wypełniana jest najczęściej przez tamtejszych członków. Choć grupa jest zamknięta, można do niej wejść, ale trzeba poprosić administratora o wstęp.  Zdaniem autora ankiety przynależność do grupy nie jest jednak konieczna do tego, by korzystać z narzędzia. – Ankieta jest dostępna dla wszystkich zainteresowanych pod krótkim adresem  https://bit.ly/2kHIvsy – zapewnia pan Mateusz. – Link można rozpowszechniać bez ograniczeń, tak aby każdy kto może być dotknięty problemem występowania fetoru pochodzącego z Zawodzia mógł przekazać nam informację o wystąpieniu tego zjawiska – twierdzi.



Na Sadybie śmierdzi jak śmierdziało. Ale jest postęp – nikt już nie zaprzecza, a dowodów przybywa
Aktualności Sadyba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *