Co przyniesie mieszkańcom nowa spalarnia na Siekierkach? Sprawdziliśmy pozwolenia

Co przyniesie mieszkańcom nowa spalarnia na Siekierkach? Sprawdziliśmy pozwolenia

Współspalarnia odpadów na Siekierkach powstaje w zaciszu urzędowych gabinetów od pięciu lat. Dotarliśmy do dokumentów, które pokazują skutki tej inwestycji dla okolicznych mieszkańców.

Współspalarnia odpadów w elektrociepłowni Siekierki to element ambitnego planu przejścia PGNiG Termika z węgla kamiennego na paliwa mniej szkodliwe dla środowiska. Zgodnie z tym planem na Siekierkach mają zostać wygaszone dwa najstarsze kotły węglowe z 1962 roku. W ich miejsce powstanie blok energetyczny, w którym w różnych proporcjach będzie można spalać biomasę (do 100%), paliwo alternatywne RDF (do 50%) i… węgiel kamienny (do 100%).

Projekt o tak szczytnych celach środowiskowych powinien znaleźć się na sztandarach inwestora. Tymczasem zamiast publicznie się nim chwalić, inwestor – PGNiG Termika – od pięciu lat rozmawia o nim tylko z urzędami. Pierwszy urzędowy dokument o nowej inwestycji na Siekierkach powstał w marcu 2017 roku. To karta informacyjna w stołecznym ratuszu, która zawiera podstawowe założenia współspalarni odpadów. Później były opinie urzędów, raport o oddziaływaniu na środowisko i wreszcie decyzja środowiskowa. Żadne nie ujrzały światła dziennego. O nowej inwestycji zaczęło być głośno dopiero na początku tego roku, kiedy do udziału w postępowaniach urzędowych dopuszczono organizację ekologiczną Towarzystwo na Rzecz Ziemi. Nadal jednak brakowało konkretów dotyczących uciążliwości dla okolicznych mieszkańców.

Kilka dni temu dotarliśmy wreszcie do pełnego zestawu kilkunastu dokumentów – raportów, opinii i decyzji – które przygotowali w tej sprawie: PGNiG Termika, stołeczny ratusz, Powiatowy Inspektorat Sanitarny i Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska. Co z nich wynika dla jakości powietrza, neutralności zapachowej i drożności dróg w okolicy?

Czy to będzie spalarnia odpadów?

Zanim zajmiemy się uciążliwościami, kilka słów wyjaśnienia o tym, z jaką de facto inwestycją mamy do czynienia. Urzędnicy coraz częściej powtarzają bowiem zdezorientowanym mieszkańcom, że na Siekierkach nie będzie spalarni odpadów. Kiedy radna Mokotowa, Melania Łuczak z Miasto Jest Nasze, zapytała w styczniu o ten temat zarząd dzielnicy Mokotów, wiceburmistrz Jan Ozimek odpowiedział jej wprost: „na terenie Elektrociepłowni Siekierki nie powstaje spalarnia odpadów”. Dalej wiceburmistrz przekonywał, że w ramach modernizacji „powstanie wysokosprawny kocioł paliwowy, umożliwiający, ale nie wymagający, współspalanie paliwa alternatywnego – odpady i biomasa”. Można z tego wysnuć wniosek, że odpady są jednym z kilku paliw branych pod uwagę, ale wcale nie muszą wystąpić w nowej inwestycji.

Tak nie jest. Wszystkie dokumenty urzędowe, w których posiadaniu jest również dzielnica Mokotów od 2018 roku, przewidują współistnienie trzech paliw – węgla kamiennego, biomasy i RDF. Wszystkie będą spalane w nowej jednostce, tyle że w różnej proporcji. Przewiduje się cztery różne miksy tych paliw – w dwóch z nich występuje RDF.

RDF to nic innego jak paliwo wytworzone z odpadów komunalnych – takich jak papier, tekstylia, tworzywa sztuczne, drewno i guma. Do zakładu na Siekierkach mają te odpady docierać posegregowane, bez zanieczyszczeń, w niskiej wilgotności rzędu 25%. Nadal będą to jednak odpady komunalne. I to dużo. Według założeń karty informacyjnej średnioroczne zużycie paliwa RDF w planowanej inwestycji wyniesie do 195000 Mg. Planowane jest też postawienie kilku instalacji związanych tylko i wyłącznie na potrzeby RDF (hala rozładunku i przyjęcia RDF, układ przygotowania RDF, filtry dezodoryzacyjne). W silosach o pojemności 11000 m3 mają zaś znajdować się o każdej porze dnia zapasy RDF na co najmniej 3 dni pracy. Odpady są więc integralną częścią nowej spalarni, a nie dodatkiem, który może ale nie musi zaistnieć.

Powietrze będzie lepsze, ale… nie w najgroźniejszym pyle

Według analiz ujętych w raporcie środowiskowym jakość powietrza ma mieścić się w normach. Dotyczy to kilkunastu związków, poddanych badaniom, w tym SO2, NOx, CO, dioksyn, furanów, metalów ciężkich i pyłów takich jak znany powszechnie pył zawieszony PM10.

Problem stwierdzono tylko z pyłem PM2,5. Tu inwestor przyznaje, że spodziewa się przekroczenia dopuszczalnych wartości. Od początku 2020 roku norma Ministra Środowiska dla tych najgroźniejszych pyłów wynosi 20 mikrogramów na metr sześcienny. Tymczasem mimo uśrednienia dla całego roku i zastosowania dużej liczby nowoczesnych filtrów inwestor spodziewa się uzyskać wynik na poziomie 25 mikrogramów na metr sześcienny. PGNiG Termika zrzuca winę na wysoki poziom tła, które wynosi w tym miejscu 22 mikrogramy.

Bliższa analiza emisji PM2.5 podważa jednak efektywność nowej inwestycji w tym zakresie. Niezależnie od proporcji paliw, które będą spalane w nowym kotle, poziom PM2.5 będzie tylko nieznacznie lepszy od poziomu obecnego, uzyskiwanego przy starych kotłach K3 i K4 przewidzianych do wygaszenia.

Już po wybudowaniu spalarni pył PM 2,5 ma osiągnąć poziom 6.9 Mg/rok (w przypadku spalania 100% węgla kamiennego – tj, miksu 3), 7.1 Mg/rok (przy spalaniu 100% biomasy, tj. miks 4), 8.5 Mg/rok (przy spalaniu 30% RDF, 45% węgla kamiennego i 25% biomasy – miks 1) i aż 9,2 Mg/rok (przy spalaniu 50% RDF, 50% węgla kamiennego, miks 2). Tymczasem obecnie – w sytuacji spalania 100% węgla kamiennego – stary kocioł K3 produkuje 10 Mg/rok, a kocioł K4 wytwarza 14,8 Mg/rok. Wszystkie te dane pochodzą z dokumentów dostarczonych przez inwestora w ramach procesu uzyskiwania decyzji środowiskowej.

Będzie szczelnie, bez odoru

Inwestor nie kryje, że dostawy odpadów RDF, szczególnie w miejscach gromadzenia i przetwarzania tego odpadu, mogą „wytworzyć związki odoroczynne”. Aby przeciwdziałać uciążliwościom zapachowym, już na początku 2017 roku, w pierwszym dokumencie urzędowym – karcie informacyjnej – zadeklarował, że „gospodarka RDF będzie zrealizowana jako szczelna”. Co to oznacza w praktyce? PGNiG planuje, że budynki i instalacje do magazynowania i transportu RDF i biomasy będą wyposażone w filtry tkaninowe i węglowe. Te drugie mają zapewniać skuteczność w wychwytywaniu i neutralizowaniu przykrych zapachów na poziomie min. 99%.

Wszystkie odpady mają być trzymane w zamkniętych szczelnie pomieszczeniach, z utrzymaniem podciśnienia i non stop działającymi filtrami dezodoryzacyjnymi. Ograniczeniu odoru mają też sprzyjać niska wilgotność wsadu wynosząca 25%, powstrzymująca rozkład organiczny; krótki czas przechowywania odpadów w silosach (3 dni), oraz odprowadzanie przefiltrowanego powietrza przez komin o wysokości 15-20 metrów. Co ważne, elektrociepłownia nie będzie przyjmowała odpadów zmieszanych, nie będzie prowadziła segregacji odpadów na terenie zakładu. Prowadzona będzie jedynie tzw. separacja, mająca na celu zabezpieczenie kotła przed ewentualnymi zanieczyszczeniami, niewykrytymi na etapie odbioru paliwa w punkcie przyjęcia. Inwestor zapewnia, że nie będzie przyjmował odpadów nieprzygotowanych, surowych i nie będzie samodzielnie wytwarzał paliwa z odpadów.

Dużo ciężarówek

Dokumenty dotyczące nowej spalarni na Siekierkach nie dają pełnego obrazu obciążeń, jakie odczują okoliczne drogi. Najlepiej udokumentowane jest zapotrzebowanie na transport dla paliwa alternatywnego RDF. Jak deklaruje inwestor, natężenie ruchu związane z transportem surowca wyniesie 63 samochody ciężarowe na dobę. PGNIG Termika ma tego dokonać przy założeniu, że ciężarówki będą jeździły tylko między poniedziałkiem a piątkiem w porze dziennej (w niektórych dokumentach doprecyzowano, że chodzi tu o godziny od 6.00 rano do 22.00 wieczorem). Taki warunek został wpisany do decyzji środowiskowej, więc inwestor nie może tego zmienić.

Czy faktycznie będzie tych samochodów 63 czy więcej, tu pewności nie ma. PGNiG Termika założyło bowiem, że podstawowym źródłem transportu będzie ciągnik siodłowy z naczepą typu ruchoma podłoga o pojemności ok. 90m3 i szczelną przestrzenią ładunkową. Inwestor dopuścił jednak zastosowanie innych środków transportu, np. ciągnika siodłowego z naczepą-wywrotką o pojemności ładunkowej ok. 40m3. W przypadku stosowania o połowę mniejszych pojazdów od podstawowych, liczba kursów będzie oczywiście wyższa niż zapowiadane 63.

Przewóz RDFu ciężarówkami jest rozpisany w stosunkowo dużym szczególe. O innych potrzebach transportowych słychać jednak bardzo niewiele. Tymczasem z dokumentów, do których dotarliśmy, wynika, że do zakładu dowożone będą również inne składowe procesu spalania lub dezodoryzacji. Głównie cementosamochodami mają być dowożone m.in. mączka kamienia wapiennego i wodorotlenek wapnia, a tylko transportem samochodowym ma być dostarczany węgiel aktywny. W wyniku eksploatacji nowej jednostki wytworzone zostaną też odpady, takie jak żużle czy popioły. Te z kolei trzeba będzie wywieźć z terenu elektrociepłowni. Niestety, w żadnym dokumencie nie podsumowano natężenia ruchu, jakie będzie miało miejsce w trakcie eksploatacji nowego bloku energetycznego. Z dokumentów wynika jedynie, że paliwa RDF będą dostarczane do głównych wjazdów na teren zakładu – od ulicy Augustówka albo od ulicy Kobylańskiej (dojazd z ul. Augustówki lub od Sytej na Zawodziu).  Na załączonych do raportów mapek nie widać nowego układu drogowego, ani poszerzonych dróg, które odpowiadałyby na wzmożony ruch drogowy.

PGNiG Termika jest świadome, że budowa spalarni spowoduje wzmożony ruch samochodowy. Pisze w tym kontekście o dodatkowym źródle hałasu generowanego przez ruch samochodów ciężarowych. Osobno pisze również o „dodatkowym źródle emisji hałasu do środowiska związanym głównie z pracą urządzeń wchodzących w skład nowej instalacji”. Nie idzie jednak o krok dalej, by wskazać, jakie zamierza podjąć kroki, by zapobiec temu hałasowi wobec okolicznych mieszkańców.

O komentarz w sprawie przewidywanych uciążliwości poprosiliśmy urząd miasta oraz PGNiG Termika. Dziś, po dwóch tygodniach, otrzymaliśmy odpowiedzi z obu miejsc. Zawierają one informacje, które znaleźliśmy w dokumentach, czasami wręcz cytują niektóre zapisy. W żadnej z odpowiedzi nie pojawiają się natomiast zapisy o przewidywanej liczbie ciężarówek zaangażowanych do transportu paliwa RDF, choć o takie informacje występowaliśmy i takie zawarte są w dokumentach. Nową informacją jest natomiast to, że – jak przekazało centrum prasowe PGNiG Termika – „podstawowym źródłem paliwa RDF będą odpady pochodzące z aglomeracji warszawskiej.”

W najbliższym czasie postaramy się uzyskać dodatkowe dane od inwestora dotyczące przewidywanych uciążliwości. Nowe informacje być może pojawią się już we wtorek podczas publicznego posiedzenia komisji strategii dzielnicy Wilanów w sprawie nowej spalarni.


Czytaj dalej

Bazar na Sadybie pustoszeje. Urzędnicy nie dają nadziei na poprawę

Bazar na Sadybie pustoszeje. Urzędnicy nie dają nadziei na poprawę

Od początku roku opustoszało dwie trzecie placu, na którym jeszcze niedawno działał Bazar Sadyba. Mokotowscy urzędnicy tym razem nie podejmują się być mediatorem między najemcami i właścicielami terenu.

Na bazarku przy Powsińskiej i św. Bonifacego opustoszało. Zmiany rzucają się w oczy szczególnie na środku targowiska. W ostatnich kilku tygodniach najemcy zdemontowali tam kilkanaście blaszanych budek. Pod jedną ze ścian bazarku przybyły wprawdzie trzy nowe eleganckie pawilony, ale wrażenie pustki pozostało.

Głosy co do przyszłości targowiska są podzielone. – Nareszcie skończy się to dziadostwo od 40 lat tkwiące w postkomunistycznej prowizorce i bałaganie. Wstyd i obciach w samym centrum naszej pięknej Sadyby – cieszył się na naszym profilu pan Waldemar Łączyński. Inni mieszkańcy woleliby jednak zachować bazarek. – Miasto powinno ją (działkę zajętą pod targowisko – red.) odkupić i zrobić tam coś społecznie pożytecznego – komentował Andrzej Bazior. – Zdaje się, że to dzielnica Mokotów w pierwszej kolejności powinna udzielać wyjaśnień. Gdyby miasto wykupiło ten teren, to można by było tam stworzyć ładne targowisko z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiś zlepek starych drewnianych i blaszanych bud z lat 90. – wtórował Alek Zbrożek. – Przydałby się taki bazar pod dachem jak pod halą Mirowską – zamarzyła Danuta Misiak.

Co na to dzielnica Mokotów? Wiceburmistrz Marek Rojszyk nie pozostawia złudzeń. – Uporządkowanie terenu targowiska np. na wzór Hali Banacha nie zależy od m.st. Warszawa, tym bardziej, że jedynie 48m2 udostępnianego przez władze Dzielnicy Mokotów gruntu zajmują pawilony handlowe (pozostałą część stanowi komunikacja i prasokontener) – mówi przedstawiciel władz dzielnicy.

Wbrew nadziejom mieszkańców Sadyby, dzielnica nie zamierza więc aktywnie zabiegać o utrzymanie targowiska. Co więcej, przypomina, że los targowiska został już dawno przypieczętowany. – Zgodnie z opinią Wydziału Architektury i Budownictwa dla Dzielnicy Mokotów ustalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Sadyba Północna cz.l nie przewidują dla tego terenu takiej funkcji – mówi wiceburmistrz. Marek Rojszyk wskazuje jednak rozwiązanie. – W przypadku likwidacji targowiska rozważone zostanie jego przeniesienie w rejon ulicy Bernardyńskiej/Gołkowskiej, na północną część działki ewidencyjnej nr 4/2 z obrębu 0511 – dodaje.

Pod numerem podanym przez wiceburmistrza Mokotowa kryje się duża działka na rogu Gołkowskiej i Starowieyskiego. W połowie zajęta jest obecnie przez sklep spożywczy Hamann i administrację osiedla Bernardyńska.


Czytaj dalej

Nie ma chętnych, by zbadać, jak doprowadzić wodę do Jeziorka Czerniakowskiego

Nie ma chętnych, by zbadać, jak doprowadzić wodę do Jeziorka Czerniakowskiego

Stołeczny ratusz unieważnił przetarg, który wskazałby, skąd doprowadzić wodę do wysychającego rezerwatu Jeziorko Czerniakowskie. Jedyny oferent zażądał znacznie więcej, niż miasto było gotowe wydać.

Mimo posuchy w miejskim budżecie, biuro architektury w stołecznym ratuszu, namawiane przez aktywistów z Sadyby, znalazło nieco ponad 600 tysięcy złotych na badania dotyczące Jeziorka Czerniakowskiego. Chodziło w nich o sprawdzenie, ile wody może spłynąć do zbiornika z niecek, które w planie miejscowym Czerniakowa Południowego przewidziano stworzyć na pobliskich polach. Badania miały też wskazać potencjalne inne źródła zasilania Jeziorka oraz określić wpływ tych źródeł na życie akwenu.

– Zainteresowanie przetargiem przerosło moje oczekiwania – mówiła nam w grudniu członkini komisji przetargowej ze strony społecznej, architekt krajobrazu z Towarzystwa Miasto Ogród Sadyba, Katarzyna Molska. – Mimo braku rozgłosu w mediach, do dziś dokumentację przetargową pobrało już około 10 wykonawców – dodała.

Niestety, z planów póki co nic nie wyszło. Do rozpisanego w grudniu ubiegłego roku przetargu zgłosił się tylko jeden wykonawca. Za dość rozbudowane, mające trwać 17 miesięcy badania zażyczył sobie 735 tysięcy, tj. o 125 tysięcy więcej niż przewidziano w budżecie.

Ratusz planuje ponowne rozpisanie przetargu. Jak powiedziała nam rzeczniczka prasowa, Karolina Gałecka może to jednak potrwać jeszcze jakiś czas ze względu na to, że nastąpiła istotna zmiana w ustawie o zamówieniach publicznych. – Przewidujemy, że uda nam się ogłosić przetarg kolejny raz w drugim kwartale 2021 r. – zapowiedziała Gałecka.

Ratusz robi wykonawcom pewną nadzieję na wynegocjowanie wyższej kwoty w kolejnym przetargu. – W budżecie Biura Architektury i Planowania Przestrzennego nie mamy dziś możliwości, które pozwoliłyby nam zwiększyć kwotę akurat na to zadanie. Nie wykluczamy jednak, że w przyszłości będzie to możliwe – mówi rzeczniczka ratusza.

Więcej o przetargu:

 https://sadyba24.pl/wiadomosci/item/2468-jak-doprowadzi%C4%87-wod%C4%99-do-wysychaj%C4%85cego-jeziorka-czerniakowskiego?-jest-plan


Czytaj dalej

604 procent normy – Sadyba dusi się od smogu

604 procent normy – Sadyba dusi się od smogu

Wczesnym rankiem 18 stycznia padł na starej Sadybie rekord smogu tej zimy.

O szóstej rano w poniedziałek czujnik Airly w środku willowego osiedla, przy Morszyńskiej (duża fioletowa kropka na górze mapy), zanotował aż 604% normy dla pyłu zawieszonego PM2,5 i 486% normy dla pyłu PM10. Podobnie było w pobliskim czujniku przy Cyganeczki – tam dwie godziny wcześniej, o czwartej nad ranem, wskaźniki wynosiły odpowiednio 604% i 494%.

– Śmierdzi okrutnie – potwierdza nasza czytelniczka Joanna Ossowska na Facebooku. – Kominki – sugeruje w internetowym komentarzu Agnieszka Taborska.

Charakterystyczny duszący zapach w środku nocy mógł faktycznie pochodzić z dogrzewania domów kominkami w rekordowo mroźną noc. Pewien wpływ mogła mieć też mgła z pobliskiego Jeziorka Czerniakowskiego. Bezsprzecznie wysokie wskaźniki smogu zawdzięczamy natomiast niemal bezwietrznej pogodzie. Przez całą noc wiatr wiał z prędkością jedynie 4 km/h.

Wyniki czujnika na Sadybie należały do najgorszych na Mokotowie. Równie źle co w centrum starej Sadyby było w najbliższych okolicach – przy skrzyżowaniu Sobieskiego ze św. Bonifacego (632% pyłu PM2,5 i 542% pyłu PM10 – pomiar z godz. 4 rano) i przy Bernardyńskiej (548% pyłu PM2,5 i 492% PM10). Znacznie gorzej było przy Bartyckiej (odpowiednio 624% i 492%). Bardzo złe wskaźniki odnotowano na Ochocie (Włodarzewska – 756% dla PM2,5 i 572% dla PM10), a wręcz katastrofalne – tradycyjnie tuż za granicami Warszawy – przy Kościuszki w Józefowie (odpowiednio 1500% i 1216%) i przy Zacisznej w Otwocku (1556% i 1252%).

19 stycznia nie przyniesie poprawy. Synoptycy zapowiadają, że niskie temperatury powietrza (ok. 16 stopni poniżej zera) i słaby wiatr (o prędkości od 4 do 7 km/h) utrzymają się co najmniej do północy z poniedziałku na wtorek. Począwszy od godz. 5 nad ranem we wtorek wiatr ma zwiększyć prędkość do 14 km/h, a temperatura zacznie szybko rosnąć aż do osiągnięcia kilku stopni poniżej zera na koniec dnia.


Czytaj dalej

Mieszkańcy Sadyby chcą ratować Jeziorko Czerniakowskie w budżecie obywatelskim

Mieszkańcy Sadyby chcą ratować Jeziorko Czerniakowskie w budżecie obywatelskim

Mieszkańcy starej Sadyby wrócili do składania projektów w budżecie obywatelskim. Większość swoich pomysłów poświęcili Jeziorku Czerniakowskiemu.

W poniedziałek o północy minął termin składania projektów w budżecie obywatelskim w Warszawie. Po roku przerwy, mieszkańcy starej Sadyby przypomnieli sobie o budżecie, wnosząc aż 9 nowych inicjatyw. Sześć z nich skupia się na Jeziorku Czerniakowskim i jego najbliższych okolicach.

Ratujemy przyrodę

Wśród pomysłów na Jeziorko Czerniakowskie dominują różne formy rewitalizacji ekologicznej. W projekcie „Poznaj rezerwat Jeziorko Czerniakowskie– całoroczny program edukacji przyrodniczej”główny akcent położono na edukację dzieci i młodzieży szkolnej. Jerzy Piasecki – prezes Towarzystwa Miasto Ogród Sadyba – proponuje zorganizowanie kilkuset wycieczek pieszych, rejsów łodziami wiosłowymi, warsztatów artystycznych i wolontariatu. Dodatkowo, aby utrwalić efekt, mają powstać konspekty zajęć dla nauczycieli i krótki film edukacyjny. Projekt pomyślany jest z dużym rozmachem. Jak czytamy w opisie, w sumie ma się odbyć 480 działań i 960 godzin zajęć dydaktycznych. Pomysł nie jest nowy. W latach 2015-2017 podobny zestaw działań edukacyjny realizowała na terenie rezerwatu Fundacja Ja Wisła. Autor aktualnego projektu nie ukrywa inspiracji. Wskazuje jednak jedną różnicę. – W zajęciach uczestniczyło wówczas 6000 osób w ciągu 3 lat. (Aktualny) projekt zakłada 9600 uczestników w ciągu roku – pisze Piasecki.

Ten sam temat ochrony Jeziorka Czerniakowskiego, ale od strony przyrodniczej, porusza Gabriela Wojciechowska. W projekcie „Przywróćmy bioróżnorodność gatunkową otuliny Rezerwatu Jeziorko Czerniakowskie, ocalmy teren zielony przy ul. Na Urzeczu” chce ona uporządkować ponad 2 hektary pomiędzy rezerwatem a ulicą Na Urzeczu i parkiem przy Bernardyńskiej. Wraz z Centrum Zachowania Różnorodności Biologicznej PAN chce odtworzyć ekosystem łąkowy właściwy dla doliny starorzecza środkowej Wisły. Będzie się to wiązać m.in. z usunięciem samosiewów (np. śliwki mirabelki i orzecha włoskiego) oraz nasadzeniem drzew rodzimych takich jak dąb, wiąz, czy grab. Nie zabraknie bardziej przyziemnych działań. Autorka planuje zlikwidować dzikie wysypiska śmieci po wschodniej i północnej stronie rezerwatu, m.in. od ul. Wolickiej. Według projektu ręcznie wykaszana będzie też nawłoć w otulinie.

Kolejny projekt związany z Jeziorkiem Czerniakowskim dotyczy bezpieczeństwa użytkowników i przyrody. – Bieżąca konserwacja nie wystarcza, rezerwat potrzebuje bardziej zdecydowanych działań, które zapewnią bezpieczeństwo zarówno przyrodzie, jak i użytkownikom tego cennego obszaru – zaczyna opis projektu jego autorka Katarzyna Molska. W swojej inicjatywie pt. „Poprawa bezpieczeństwa rezerwatu przyrody Jeziorko Czerniakowskie” skupia się na przywróceniu rozwiązań, które wprowadzono na tym terenie kilka lat temu, ale z czasem uległy degradacji. Wrócić ma monitorujący okolicę strażnik rezerwatu. Szlak ścieżki przyrodniczej ma być wyraźniej wyznaczony, a nawierzchnia umocniona przepuszczalnym grysem kamiennym z obrzeżami w postaci przyjaznych przyrodzie desek. Wykonawcy projektu będą mieli też za zadanie naprawić istniejące kosze na śmieci.

Ochrona przez rekreację

Zupełnie inny pomysł na ochronę rezerwatu Jeziorka Czerniakowskiego mają autorzy kolejnych dwóch projektów. Uważają oni, że przed dewastacją najlepiej uchroni to miejsce zadbana infrastruktura turystyczna i rekreacyjna.

– Wraz ze zmianą otoczenia Jeziorka Czerniakowskiego zmieniać się też będzie charakter korzystania z plaży i rezerwatu. Podniesienie standardu infrastruktury wokół jeziorka spowoduje, że nie będzie ono postrzegane jako „dzikie” miejsce do spożywania alkoholu nad wodą – uważa pomysłodawczyni projektu „Rewitalizacja południowego brzegu Jeziorka Czerniakowskiego”. Autorka, podpisana jako Mieszkanka24618, proponuje wymianę kładki rowerowo-pieszej nad kanałkiem leżącym przy ogrodzeniu z klubem Delta, wymianę ośmiu pomostów i rozmieszczenie ośmiu ławek dla osób odpoczywających w obrębie jeziorka. Projekt zakłada także instalację stacji do przewijania i karmienia niemowląt, punktu wymiany książek oraz placu zabaw typu małpi gaj.

Infrastrukturę turystyczną nad Jeziorkiem Czerniakowskim zamierza też budować autor projektu „Zaparkuj rower wygodnie i bezpiecznie na Mokotowie (wiaty i stojaki rowerowe)”. Tomek Prucnal planuje postawić przy skrzyżowaniu Jeziornej i Kąpielowej krytą wiatę z 20 stojakami rowerowymi do pozostawienia zapiętego roweru (lub hulajnogi elektrycznej) oraz stację do samodzielnego serwisowania roweru (pompka + klucze). Stacja na Sadybie jest jednak tylko jedną z pięciu planowanych na Mokotowie i nie ma związku z ochroną rezerwatu – przynajmniej nic na ten temat nie wspomina autor projektu.

Czas na weryfikację

Poza wspominanymi projektami związanymi z Jeziorkiem Czerniakowskim, na starej Sadybie umieszczono jeszcze cztery inne projekty budżetu obywatelskiego, o których opowiemy osobno.

W obecnej edycji budżetu obywatelskiego na Mokotowie zgłoszono drogą internetową 157 projektów. Od dziś będą się im przyglądać urzędnicy. Ich weryfikacja potrwa do 4 maja. Tego dnia poznamy listę projektów, na które będzie można głosować. Samo głosowanie odbędzie się od 15 do 30 czerwca, a jego wyniki poznamy 15 lipca.


Czytaj dalej

Bazar Sadyba: Wniosku o wieżowiec nie ma, ale deweloper „rozmawia”

Bazar Sadyba: Wniosku o wieżowiec nie ma, ale deweloper „rozmawia”

Kupcy zmniejszanego Bazaru Sadyba przebąkują o bliskiej budowie wieżowca. Zapytaliśmy dwie instytucje, które powinny wiedzieć najlepiej.

Nagła likwidacja centralnej części Bazaru Sadyba przyniosła wybuch nowych plotek wśród kupców targowiska. Postanowiliśmy sprawdzić tą, która podawana jest najczęściej i rośnie najszybciej – powstanie wieżowca.

Plotka ta ma mocne podstawy – zgodnie z planem miejscowym Sadyby Północnej, uchwalonym przez Radę Warszawy w 2013 roku, bazarek znajduje się na terenie oznaczonym symbolem E3 MW/U. Plan ustala, że są to tereny mieszkaniowo-usługowe. Maksymalna wysokość budynków to 37 metrów i 11 kondygnacji, a minimalna – 15 metrów i 4 kondygnacje. Na rysunku planu wskazana jest też dodatkowo tzw. dominanta wysokościowa – czyli najwyższy punkt budynku, wieża (oznaczona na ilustracji jako czarny kwadrat). Ma mieć maksymalną wysokość 40 metrów i 12 kondygnacji. Dojazd do planowanych inwestycji ma się odbywać z ulicy Konstancińskiej.

Ratusz

Plan dopuszcza więc budowę wieżowca. Aby ten powstał, inwestor musi jednak uzyskać oficjalne pozwolenie na budowę. Spytaliśmy więc stołeczny ratusz, czy wydał takie pozwolenie lub czy rozpatruje wniosek w tej sprawie. Po tygodniu czekania, dziś otrzymaliśmy odpowiedź. – W Biurze Architektury i Planowania Przestrzennego nie mamy w rejestrze żadnych pozwoleń na budowę na działkach bazarku Sadyba. Nie mamy też nowego wniosku o pozwolenie na budowę – mówi Karolina Gałecka, rzeczniczka miasta.

Inwestor

Pozwolenia na budowę ani wniosku o to nie ma. Czy jednak są takie plany? Zadzwoniliśmy do właścicieli kluczowej dla lokalizacji wieżowca działki Bazaru Sadyba. Prowadzona przez nich firma – Klinkierbud – zajmuje się m.in. deweloperką. Ma na swoim koncie kilka inwestycji mieszkaniowych w okolicach Piaseczna. To ona jest najczęściej wskazywana jako potencjalny inwestor.

– Są prowadzone rozmowy – przyznał nieoczekiwanie dyrektor ds. inwestycji deweloperskich Klinkierbudu, Wojciech Marciniak. Nie chciał jednak wchodzić w szczegóły co do rodzaju inwestycji, wielkości, czy terminów realizacji. – Sprawy są omawiane. Proszę o kontakt za trzy tygodnie – powiedział.


Czytaj dalej

Nowe życie Bazaru Sadyba? Na teren wjechała koparka

Nowe życie Bazaru Sadyba? Na teren wjechała koparka

Dwa dni po likwidacji blaszanych pawilonów w centralnej części, Bazar Sadyba miał wreszcie funkcjonować w nowych granicach. Tymczasem dziś targowiskiem wstrząsnęła kolejna zmiana. Niespodziewanie, na pustą dotąd działkę wjechała koparka.

Sytuacja Bazaru Sadyba zmienia się jak w kalejdoskopie. Jak pisaliśmy tuż przez Sylwestrem, kupcy zajmujący kilkanaście pawilonów w centrum targowiska musieli zamknąć działalność z końcem grudnia. Aktualni właściciele działki nie przedłużyli im umowy dzierżawy. Kupcy mieli uprzątnąć swoje stanowiska do ostatniej soboty, 9 stycznia.

Stało się jak pisaliśmy. Blaszane budki w dużej mierze zniknęły z targowiska. Z jednym wyjątkiem – na placu boju pozostały pawilony gastronomiczne z kebabem i kuchnią indyjską. Te nadal działają. Dlaczego, skoro następne pawilony ustawione w tej samej linii od Powsińskiej poszły pod młotek? –To dwie różne działki. Zlikwidowane blaszaki leżą na jednej działce, a pawilony gastronomiczne widoczne od Powsińskiej na drugiej. Na tej samej działce co punkty gastronomiczne stoją drewniane pawilony od św. Bonifacego – tłumaczy Iwona Pacuska, reprezentująca właścicieli nadal użytkowanych działek.

Co stało się z kupcami z likwidowanych budek? – Sześciu kupców przeszło do pawilonów, które stały puste w rzędzie od strony centrum handlowego Sadyba Best Mall – mówi Pacuska. Z zapowiedzi zarządzającej obecnym Bazarem Sadyba wynika, że kupcy ci mogą czuć się bezpiecznie na dłużej. – Z kupcami zajmującymi ostatnią alejkę przy centrum handlowym została podpisana umowa na kolejne trzy lata począwszy od 1 stycznia tego roku – zapewnia Pacuska. Spać spokojnie nie mogą natomiast kupcy z drewnianych budek od św. Bonifacego. Jak twierdzi przedstawicielka właścicieli terenu, tu umowę przedłużono tylko o rok do 31 grudnia 2021.

Nowe pawilony?

Kiedy wszystko było już jasne, granice nowego targowiska zostały wreszcie wytyczone, a stare pawilony rozebrane, dzisiejszym poranek przyniósł na sadybiańskim targowisku kolejną zmianę. Na pustą od ponad roku działkę, która nie brała udziału w ostatnich roszadach, wjechała koparka. Wyrównała teren, usypała kopce z piasku.

– Stawiamy blaszane budki – wyjaśnia mężczyzna w średnim wieku, wyglądający na kierownika budowy. Mają być jednakowe. – Powstanie tylko jeden rząd – tłumaczy. Jak zapewnia mężczyzna, pawilony mają być gotowe na początku lutego.

Jakie mają być parametry tymczasowej zabudowy? Czekamy na potwierdzenie i szczegółowe informacje z dzielnicy Mokotów.

A może jednak wieżowiec?

Roboty budowlane na pustej dotąd działce zaskoczyły kupców Bazaru Sadyba. Podchodzą oni jednak do sprawy z dystansem. Ich zdaniem, powstać tu ma co innego – wieżowiec.

– To już pewne. We wrześniu mają zacząć budować – rzuca jeden z kupców, który chce pozostać anonimowy. – Jaki jest pomysł na tą działkę, nie wiem – mówi Iwona Pacuska. – Plan miejscowy dla tego terenu dopuszcza natomiast budowę 12-piętrowego budynku – podaje sama z siebie. – To może być dobry trop – przyznaje Tatiana Rott Melzacka, likwidatorka rozwiązanej już spółdzielni kupców Bazar Sadyba. – Nie jestem jednak na bieżąco z tym tematem, bo prowadzona przeze mnie sprawa likwidacji spółdzielni zakończyła się w sierpniu ubiegłego roku – zastrzega.

Jeśli wieżowiec miałby faktycznie powstać na działce Bazaru Sadyba, stołeczni urzędnicy już powinni mieć w ręku co najmniej wniosek o pozwolenie na budowę. – Wniosek nie wpłynął i nie toczy się postępowanie o wydanie pozwolenia na budowę – zapewnia Monika Chrobak, rzeczniczka dzielnicy Mokotów. Jednocześnie zaznacza, że ze względu na skalę potencjalnej zabudowy, sprawa powinna być rozpatrywana nie w dzielnicy, a w stołecznym ratuszu.

Pytana o newralgiczną dla budowy wieżowca drogę dojazdową od św. Bonifacego, przedstawicielka dzielnicy Mokotów potwierdza, że ta jest tylko częściowo w posiadaniu miasta. – Miasto stołeczne Warszawa jest właścicielem jedynie około 1,5% gruntu zajętego pod targowisko. W zasadzie całość  terenu inwestycyjnego, włącznie z terenem komunikacji pieszo jezdnej, stanowi własność osób fizycznych, jedynie dwie działki w obecnie użytkowanej drodze wewnętrznej stanowią własność miasta – wyjaśnia.

Bez drogi dojazdowej od ulicy św. Bonifacego wieżowiec powstać nie może. A ta była dotąd w posiadaniu miasta. Kilka lat temu prezes ówczesnej spółdzielni kupców Bazar Sadyba Paweł Jarczewski podawał ten fakt jako swoistą gwarancję bezpieczeństwa dla kupców. Tymczasem i w tej sprawie zaszły zmiany. Z aktualnej mapy własności terenu wynika, że wspominane przez rzeczniczkę Mokotowa miejskie działki znajdują się w głębi Bazarku. Nie są więc kluczowe do obsługi komunikacyjnej ewentualnego budynku. Najbliższa ulicy św. Bonifacego część drogi dojazdowej na targowisku należy do osób prywatnych. Ten kawałek drogi to klucz do ewentualnej budowy.

Na razie nie udało nam się potwierdzić plotek o budowie wieżowca. Mimo wielkokrotnych prób nie skontaktowaliśmy się w tej sprawie z ich przedstawicielem właścicieli kluczowej działki, radcą prawnym Michałem Adamiakiem. Od tygodnia czekamy również na odpowiedź ze stołecznego ratusza.


Czytaj dalej

Goraszewska odzyska blask na 100-lecie Sadyby

Goraszewska odzyska blask na 100-lecie Sadyby

Mieszkańcy warszawskiej Sadyby dostali wspaniały prezent na nowy rok. Stoleczny ratusz przyznał dodatkowe dwa miliony złotych na dokończenie historycznego traktu osiedla – ulicy Goraszewskiej. 

– Na wniosek Zarządu, Dzielnica Mokotów otrzymała z budżetu miasta dodatkowe środki inwestycyjne w wysokości 11,5 mln zł. Dzięki temu będzie możliwa kontynuacja procesów inwestycyjnych dla sześciu zadań, w tym przebudowy ul. Goraszewskiej – poinformowała dziś dzielnica Mokotów w mediach społecznościowych.

W rzeczywistości decyzja o przyznaniu środków na dokończenie remontu Goraszewskiej zapadła już trzy tygodnie temu. Podczas sesji Rady Warszawy w dniu 10 grudnia ubiegłego roku najstarsza ulica starej Sadyby otrzymała z budżetu miasta 2 miliony 443 tysiące 725 złotych. Tyle pieniędzy ma starczyć na dokończenie przebudowy w 2021 roku. Tym samym stołeczny ratusz dorzucił na remont dodatkowe dwa miliony ponad to, co planował kilka lat temu.

Pierwotnie urzędnicy wyasygnowałli na przebudowę ulicy 3 miliony 110 tysięcy złotych. Niestety, duże opóźnienie w przygotowaniu dokumentacji sprawiło, że ceny robocizny i materiałów szybko poszły w górę. W efekcie, istniało ryzyko, że nikt nie zdecyduje się zrealizować całego zadania za zaplanowaną w budżecie kwotę. Urzędnicy podzielili więc ulicę na dwie nierówne części i skierowali do realizacji dłuższą z nich – od skrzyżowania z Jeziorną do skrzyżowania z Godebskiego. Pierwsza część ulicy kosztowała 2,85 miliona złotych. Na drugą część pozostało więc tylko ok. 250 tysięcy. Bez dosypania dodatkowych środków, ulica pozostałaby niedokończona.

Środki już są, a kiedy wejdą wykonawcy? Urzędnicy z wydziału inwestycji na Mokotowie powiedzieli dziś Sadyba24.pl, że przetarg na drugą część ulicy powinien zostać ogłoszony już w lutym, natomiast przebudowa powinna się zakończyć w listopadzie 2021. – To łatwiejsza część zadania inwestycyjnego – komentują mokotowscy urzędnicy. – Przy okazji przebudowy pierwszej części ulicy wykonawca wymienił bowiem oświetlenie (z elektrycznego na gazowe – red.) na całej długości drogi, a więc również na drugiej części, która dopiero pójdzie do remontu. Cała ulica posiada również zrobiony plan organizacji ruchu. To, co trzeba jeszcze zrobić, to w zasadzie tylko wymiana nawierzchni na jezdni – zerwanie asfaltu i położenie kostki granitowej – plus wymiana chodników – tłumaczą urzędnicy.

Jeśli druga część historycznego traktu Sadyby zostanie ukończona w terminie, Sadyba dostanie wspaniały prezent na przypadające w tym roku 100-lecie miasta ogrodu.


Czytaj dalej

Elektrociepłownia Siekierki będzie spalała śmieci. Mieszkańcy okolic zaczynają się organizować w proteście

Elektrociepłownia Siekierki będzie spalała śmieci. Mieszkańcy okolic zaczynają się organizować w proteście

Zaniepokojeni skalą planowanej spalarni śmieci na Siekierkach, ekolodzy i okoliczni mieszkańcy zapowiadają torpedowanie pozwolenia na jej budowę.

W ostatnich dniach media nagłośniły plany budowy dwóch niezależnych od siebie spalarni śmieci w Warszawie. Sprawa nie jest nowa, ale stała się głośna, ponieważ za sprawą organizacji ekologicznych pojawiła się szansa storpedowania pozwoleń na budowę dla obu inwestycji. Dzięki nagłośnieniu w popularnych mediach, do akcji sprzeciwu chcą się włączyć też mieszkańcy terenów wokół planowanych spalarni – w tym mieszkańcy Augustówki, Siekierek i Zawad – którzy widzą w tych inwestycjach zagrożenie dla ich jakości życia.

Co wiemy?

Pierwsza spalarnia – o wydajności 305 tysięcy ton odpadów – ma powstać przy Zabranieckiej na Targówku. Zapłaci za nią stołeczny ratusz, a precyzyjniej jego spółka MPO. Zakład spalania odpadów w zasadzie już jest, tyle że mniejszy – obecnie przerabia tylko 40 tysięcy ton. Ośmiokrotną rozbudowę wykona do połowy 2023 roku koreańska firma Posco, którą ratusz wybrał w przetargu i ogłosił w listopadzie. MPO będzie operatorem spalarni. Spółka zakontraktowała całą zdolność przerobową zakładu.

Druga spalarnia odpadów – o wydajności tylko trochę mniejszej, bo 250 tysięcy ton rocznie – ma wyrosnąć w elektrociepłowni na Siekierkach. Postawi ją PGNIG Termika. Inwestycja będzie polegała de facto na przekształceniu obecnej elektrociepłowni we współspalarnię odpadów. W ubiegłym roku ratusz wydał już dla tej inwestycji pozytywną decyzję o oddziaływaniu na środowisko. To pierwszy krok do wydania pozwolenia na budowę. Póki co tego najważniejszego dokumentu jeszcze jednak nie ma.

W sumie oba zakłady mają spalać 555,2 tysięcy ton rocznie, czyli 72% odpadów komunalnych powstających w Warszawie. Problem w tym, że aby spełnić unijne cele recyklingu, stolica będzie mogła spalać znacznie mniej – tylko 30% wytwarzanych odpadów. Resztę odpadów – ponad 320 tysięcy ton – oba stołeczne zakłady będą więc musiały importować z innych miejscowości. Zdaniem ekspertów z Towarzystwa na Rzecz Ziemi, dostarczenie takiej ilości odpadów będzie wymagało przyjazdu do Warszawy – w okolice Siekierek i Targówka – 40 000 dwudziestotonowych TIRów.

Ekolodzy torpedują pozwolenia na budowę

Organizacje ekologiczne, na czele z Towarzystwem na Rzecz Ziemi, krytykują władze Warszawy za to, że budując spalarnie nie podejmują innych działań prowadzących do poprawy poziomu i jakości selektywnej zbiórki. Podkreślają też, że powstanie dwóch dużych spalarni w Warszawie jest niezgodne z unijnymi celami recyklingu, ale także z lokalnymi przepisami. Chodzi szczególnie o wojewódzki plan gospodarki odpadami (WPGO) dla Mazowsza, który dopuszcza spalanie przez Siekierki nie więcej niż 90 tys. odpadów rocznie (wobec planowanych 250 tysięcy).

Za skuteczną akcją edukacyjną ekologów w mediach, idą jednak konkretne działania prawne. Towarzystwo na Rzecz Ziemi zakwestionowało pozwolenie na budowę dla spalarni MPO na Targówku. Twierdzi, że inwestor nie zaczął budowy, mimo że upłynęły trzy lata od wydania pozwolenia na budowę (to wydano 11 kwietnia 2017 roku). Z podobnymi akcjami prawnymi musi się liczyć również PGNiG Termika w przypadku współspalarni na Siekierkach. Jak wynika z informacji uzyskanych od inwestora przez Gazetę Wyborczą, inwestycja jest na etapie gromadzenia dokumentacji i projektowania. Choć PGNiG Termika nie ma pozwolenia na budowę dla rozbudowy Siekierek, może zapewne liczyć na przychylność urzędników ratusza. Urząd miasta łączą bowiem z PGNiG Termika wspólne interesy. Ostatnio wymienił się z energetyczną spółką terenami inwestycyjnymi – w zamian za działki na Żeraniu, PGNIG otrzymała od miasta działki przy elektrociepłowni Siekierki.

Do akcji sprzeciwu dołączają się mieszkańcy Augustówki i Zawad

Mimo wielu wcześniejszych publikacji w mediach specjalistycznych, dopiero artykuły w Gazecie Stołecznej i w portalu Nasze Miasto z początku stycznia obecnego roku wzbudziły zainteresowanie sprawą wśród mieszkańców okolic elektrociepłowni na Siekierkach. Na forach internetowych Siekierek, Augustówki i Zawad zawrzało.

Na profilu osiedli Zawady i Kępa Zawadowska w ciągu ostatnich dwóch dni pojawiło się kilkadziesiąt wypowiedzi zaniepokojonych mieszkańców. Zwracają uwagę na ryzyko nieprzyjemnych wyziewów z rozkładających się śmieci, oraz zanieczyszczenia powietrza w wyniku spalania odpadów. Niepokoi ich też możliwe zatarasowanie osiedlowych ulic przez tiry ze śmieciami.

– To wojna o zdrowie nasze i naszych dzieci, o wartość naszych mieszkań i domów – pisze Paweł Wu. – Ciekawe czy wpłynie (to) na cene mieszkań bezpośrednio obok – dodaje Chester Bukacinski. Wszystkie poruszane wątki zgrabnie podsumowuje Agnieszka Stasiewicz-Swinney: – Nie ważne czy przywiozą śmieci tirem czy pociągiem, kluczowe, że to będą śmieci. Naprawdę trudno zrozumieć dlaczego EC położona prawie w centrum W-wy ma zatruwać pół miasta. Wyziewy ze składowania śmieci, a dalej produkty ich spalania /bez względu na stopień oczyszczenia/ są szkodliwe dla ludzi i środowiska. Jeśli EC musi tu pozostać, to powinna być maksymalnie „bezobjawowa” dla otoczenia – nieszkodliwa, bezpieczna. Wszelkie odstępstwa utrudnią rozwój całej okolicy tj. Zawad, Sadyby, Wilanowa.

– Mieszkamy tu od urodzenia i nic nie mamy do powiedzenia? Dość tego! – wtóruje mieszkańcom Zawad administrator społecznościowego profilu z sąsiedniej Augustówki. – Chcą nas naprawdę tu wykończyć – zgadza się Stanisław Adamczyk. – Po walce z fetorami nadchodzi czas na walkę z planami spalania śmieci w EC Siekierki – czytamy z kolei na Sadybiańskiej grupie do walki z fetorem śmieci.

Mieszkańcy okolic elektrociepłowni Siekierki, skupieni na Facebooku, nie chcą poprzestać tylko na wymianie krytycznych opinii w Internecie. Chcą wspólnie działać, by zablokować tę inwestycję.

Mieszkańcy Zawad zamierzają wysyłać pisma sprzeciwu do Prezydenta Trzaskowskiego, zabiegać o wsparcie radnych i burmistrza Wilanowa, czy zgłosić problem do programu interwencyjnego w Polsacie. Wywołana na forum radna Wilanowa Anna Drewniak deklaruje pomoc. – Przekazane przez Panią informacje są niepokojące. Wczoraj telefonicznie próbowałam je zweryfikować, ale nie uzyskałam potwierdzenia, aby taka inwestycja miała powstać. W tej sytuacji należy wystąpić do Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy z zapytaniem w trybie dostępu do informacji publicznej – pisze radna w komentarzu.

Inny pomysł mają mieszkańcy Augustówki. – Trzeba zawiązać na FB grupę dla wszystkich osiedli wokół EC. Zrobimy zbiórkę na prawników. Muszą zrobić analizę prawną sytuacji i rozważyć pozwy przeciwko PGNiG i Trzaskowskiemu. Trzeba zdobyć dokumentację tej spalarni. Dokumenty związane z wpływem na środowisko. Jeśli wpływ będzie istotny to można np. zażądać wykupu nieruchomości – proponuje Stanisław Adamczyk.


Czytaj dalej